REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie

Wiemy kogo zastąpi sztuczna inteligencja. W pewnych branżach nastąpią drastyczne redukcje etatów

Branżę kreatywną czeka trzęsienie ziemi. Sztuczna inteligencja DALL-E 2.0 już dziś potrafi tak wiele, że aż strach pomyśleć, co będzie potrafić, gdy wyjdzie ze stadium beta i stanie się powszechnie dostępna.

DALL-E 2.0 felieton
REKLAMA

O tym, czym jest DALL-E 2.0 i skąd nagle tyle rozgłosu dookoła tej sztucznej inteligencji, pisał w swoim artykule Marcin Połowianiuk. Zainteresowanych odsyłam więc do tego tekstu po szczegółowe informacje:

REKLAMA

W telegraficznym skrócie: DALL-E 2.0 to sztuczna inteligencja, która na podstawie zadanych słów kluczowych potrafi wygenerować zdjęcie czy grafikę tak realne, że trudne lub niemożliwe do rozróżnienia od prawdziwych zdjęć lub obrazów wykonanych ręką ludzkiego artysty. Oprogramowanie jest na razie w fazie zamkniętych beta-testów, do których dostęp otrzymała garstka grafików i fotografów, w tym Polak, Tomasz Pluszczyk.

Gdy widzę, co to narzędzie potrafi w rękach człowieka, który wie, jakie komendy mu zadawać, jestem pod ogromnym wrażeniem. I jednocześnie jestem pewien, że branżę kreatywną czeka trzęsienie ziemi, bo DALL-E, gdy już wyjdzie z bety, może z dnia na dzień wysadzić z siodła tysiące twórców na całym świecie. Jest jednak dobra strona tego medalu, o której warto powiedzieć.

DALL-E 2.0 – kogo zastąpi sztuczna inteligencja?

Zacznijmy może od tego, że choć możliwości DALL-E 2.0 są imponujące, to wciąż widać, że przed sztuczną inteligencją jeszcze daleka droga. Oprogramowanie bardzo marnie radzi sobie z obróbką istniejących fotografii i potyka się na niektórych zadaniach związanych z generowaniem obrazu. Z tego też względu podzielam zdanie Marcina, iż fotografia okolicznościowa nawet nie odczuje pojawienia się tego AI na rynku. Fotografowie, których praca polega na uwiecznianiu ludzi, chwili, wspomnień i emocji, mogą spać spokojnie. Nie sądzę, by sztuczna inteligencja kiedykolwiek była w stanie ich zastąpić.

Absolutnie przekichane mają za to fotograficy stockowi, a podejrzewam, że także produktowi, bo przecież co za problem, nauczyć sztuczną inteligencję wyglądu produktu na podstawie projektu i generować ów produkt w dowolnym otoczeniu?

Nie to natomiast jest prawdziwym problemem. Prawdziwym problemem jest to, że DALL-E 2.0 przede wszystkim może uszczuplić zapotrzebowanie na pracę grafików, co ma swoje złe i… bardzo dobre strony.

Obraz wygenerowany przez DALL-E 2.0

Złe strony są oczywiste, bo w pewnych branżach nastąpią drastyczne redukcje etatów. Przede wszystkim tam, gdzie "grafika" sprowadza się do zlepienia ze sobą kilku generycznych fotek ze stocka (jak np. na okładkach większości współcześnie wydawanych książek czy tanich produktach). Problem mogą mieć też autorzy grafik promocyjnych, plakatów, etc.

Ciekawy półśrodek między wadą i zaletą widzę za to w grafice koncepcyjnej, gdzie narzędzia pokroju DALL-E mogą nie tyle zastąpić twórcę, co znacząco przyspieszyć jego pracę - albo tworząc na zawołanie obraz według wytycznych grafika, albo służąc za punkt wyjścia i inspirację do tworzenia oryginalnego dzieła.

Obraz wygenerowany przez DALL-E 2.0

W końcu jest też dobra strona: grafiki generowane przez sztuczną inteligencję to dar z cyfrowego nieba dla wszystkich niezależnych twórców, internetowych i nie tylko, którzy teraz nie będą musieli już płacić ciężkich pieniędzy grafikom, bo prace wykonywane przez sztuczną inteligencję będą dostatecznie dobre, by je opublikować. Myślę tu np. o muzykach na YouTubie, którzy często potrzebują grafik na miniaturkę czy do wizualizacji. Albo self-publisherach, którzy chcieliby zilustrować np. swoje opowiadanie fantasy, ale nie mogą sobie pozwolić, by zapłacić artyście za unikalny obraz czarnoksiężnika. Wszędzie tam, gdzie często i gęsto potrzebne są obrazy ilustrujące zamysł twórcy z innej dziedziny, sztuczna inteligencja może być prawdziwym game changerem. Bo zakładając, że dalej będzie się rozwijać w takim tempie, AI będzie umiało wygenerować obrazek odpowiadający wyobrażeniom twórcy w 100 proc., a co za tym idzie, da artystom twórczą kontrolę, której kawałki dziś muszą oddawać pośrednikom. W oprogramowaniu pokroju DALL-E 2.0 widzę kolejny wielki krok ku demokratyzacji internetowej twórczości, pozbyciu się tzw. gatekeeperów i większej niezależności twórców.

Rewolucję czeka też prawo autorskie.

Możliwości oprogramowania, o którym tu mówimy, otwierają na nowo pole do poważnej dyskusji na temat etyki i prawa autorskiego w ujęciu sztucznej inteligencji. W końcu… gdy DALL-E 2.0 stworzy grafikę w oparciu o moje wytyczne, to kto jest jej autorem? Ja, czy program? Jeśli na drodze generowania obrazu AI niechcący powieli koncepcję, która już gdzieś została wykorzystania, to kto zostanie oskarżony o plagiat? Ja, AI, czy może twórcy oprogramowania?

Te dyskusje już się toczą. Komisja Europejska wskazała konieczność regulacji sztucznej inteligencji jako jeden z najważniejszych obszarów legislacyjnych nadchodzących lat. W Stanach Zjednoczonych już zapadają pierwsze wyroki w sprawach o prawo autorskie sztucznej inteligencji. Nie ma co jednak liczyć na rychłe rozwiązanie tych problemów drogą legislacyjną, która zwykle jest znacznie bardziej powolna od technologii. Możemy śmiało założyć, że przez kilka lat będzie panował kompletny bałagan w kwestii praw autorskich i sztucznej inteligencji.

REKLAMA

Niemniej jednak, przykład DALL-E 2.0 pokazał, że prace nad tego typu prawem muszą przyspieszyć. Wszyscy spodziewaliśmy się, że przyjdzie dzień, w którym sztuczna inteligencja będzie w stanie tworzyć dzieła trudne do odróżnienia od ludzkich. Nikt się chyba jednak nie spodziewał, że stanie się to aż tak szybko – w końcu gdy słyszymy piosenki wygenerowane przez AI, czy czytamy książki stworzone przez roboty, widzimy wyłącznie bełkot. W przypadku obrazu okazało się jednak, że w wielu obszarach AI już dziś może zastąpić człowieka i nikt nie zauważy różnicy. Czy wobec tego dzieła robotów powinny być objęte tym samym prawem autorskim?

To dylematy, nad którymi pochylają się tęgie głowy już od dłuższego czasu, ale wciąż nie widać jednoznacznej konkluzji. Jedno jest jednak pewne - branżę kreatywną czeka rewolucja, w mojej opinii największa od czasu upowszechnienia się dostępu do internetu. Pytanie, które pozostaje póki co bez odpowiedzi brzmi za to: czy będziemy na nią gotowi?

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA