REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie

Myślałem, że tracę wzrok. Drobna zmiana sprawiła, że problem zniknął jak ręką odjął

Piszę ten tekst ku przestrodze, bo być może wśród czytelników znajdzie się ktoś, kto odczuwa podobne problemy, z bardzo podobnych powodów. Przez ostatnie pół roku bałem się, że tracę wzrok w jednym oku. Nie wiedziałem, co się dzieje, aż do chwili, gdy jedna drobna zmiana sprawiła, że problem zniknął jak ręką odjął.

Bałem się, że grozi mi utrata wzroku. Zmieniłem tylko jeden detal
REKLAMA

W mojej pracy, podobnie jak w pracy każdego, kto pracuje przede wszystkim za biurkiem, postępujące problemy ze wzrokiem są niejako wpisane w ryzyko zawodowe. Nie dość, że cywilizacyjnie spędzamy przed ekranami absurdalne ilości godzin, to jeszcze pracując przy biurku spędzamy przed ekranami co najmniej kilka godzin dziennie bez większych przerw, wpatrując się z uwagą w drobne elementy na wyświetlaczach. W moim przypadku - chociażby w literki podczas pisania tekstu, czy w pyłki, które należy usunąć podczas retuszu.

REKLAMA

Oczywiście tej degradacji wzroku można przeciwdziałać na wiele sposobów. Robiąc regularne przerwy czy też stosując wyświetlacze emitujące mniejszą ilość szkodliwego, niebieskiego światła, a jeszcze lepiej - stosując matowe ekrany, które niwelują odblaski, a co za tym idzie, patrząc na nie nasz wzrok mniej się męczy.

Osobiście mam swoistego hopla na punkcie ergonomii i wygody pracy. Nie uznaję innych foteli niż ergonomiczne, zawsze mam biurko i fotel ustawione, jak specjaliście BHP przykazali. Pracuję na dużym, 32-calowym, matowym monitorze, postawionym na biurku na tyle głębokim, by wszystko wygodnie widzieć bez konieczności obracania głowy lub w drugą stronę - ustawicznego nachylania się nad ekranem. Do tego wychodzę 3-4 razy na co najmniej półgodzinne spacery z psem, więc - teoretycznie - daję organom wzroku czas, by odpoczęły od ciągłego bombardowania sztucznym światłem.

MacBook Pro 16 z czipem M1 Max

Mam w pokoju odpowiednio rozproszone oświetlenie i broń Boże nie używam modnych ostatnimi czasy lampek na monitor, które nie tylko mogą negatywnie wpływać na nasz wzrok, ale też przekłamują kolory, obniżają widzialny kontrast obrazu, a do tego rozświetlają cały kurz na biurku. Innymi słowy - bardzo dbam o to, by moje stanowisko pracy było nie tylko pro-efektywne, ale też pro-zdrowotne.

Blisko rok temu, gdy pozbyłem się na dobre MacBooka Pro, którego używałem zadokowanego z zamkniętą klapą, do powyższego zestawu dołączyły laptop z Windowsem, permanentnie otwarty, którego ekran zacząłem wykorzystywać w roli drugiego monitora, co - nie ukrywam - miało bardzo korzystny wpływ na komfort mojej pracy. Niedługo potem zaczęły się problemy, których przez długi czas w ogóle nie potrafiłem połączyć ze zmianą ustawienia sprzętu na biurku.

Czy tracę wzrok? Z miesiąca na miesiąc było coraz gorzej

Zaczęło się typowo. Od chronicznego zmęczenia wzroku i wysychania oczu, co oczywiście zbagatelizowałem. W ostatnich miesiącach wykręcałem nieodpowiedzialnie wręcz długie godziny pracy, toteż zwaliłem zmęczony wzrok na ponadprzeciętnie długi czas spędzany przed ekranem. Kupiłem krople do oczu, robiłem częstsze przerwy, przez chwilę było ok. Później jednak problem powrócił i tym razem towarzyszył mu drugi, który coraz trudniej było mi ignorować - pulsujący ból w prawym oku.

Ból nie był ciągły i nie pojawiał się nagle; gdy już się zjawiał, to narastał stopniowo aż do godzin wieczornych, a potem znikał. I ponownie, przypisałem go długotrwałej pracy przy komputerze, zwłaszcza że weekendami ustępował. Jako że pracowałem dużo, uznałem, że po prostu "tak musi być". Być może były to jakieś lekkie stany migrenowe, spowodowane długotrwałym patrzeniem na ekran, w każdym razie zrobiłem to, co robi każdy mężczyzna z problemem zdrowotnym - zignorowałem go, czekając, aż samo przejdzie.

Tyle tylko, że nie przeszło. Wprost przeciwnie, zacząłem odczuwać coraz większe zmęczenie w prawym oku i wyraźnie pogorszył mi się w nim wzrok, co mogłem łatwo ocenić na byle spacerze, gdy przymykając powieki na lewe oko widziałem w miarę dobrze, zaś prawym wszystko wydawało się nieostre. W końcu zacząłem się całkiem poważnie martwić, że dopadła mnie choroba zawodowa i zaczynam tracić wzrok, ale oczywiście do okulisty się nie umówiłem, bo kto ma na to czas.

God of War na PC
God of War na PC

Któregoś dnia w czasie jazdy autem powiedziałem żonie, że oko coraz bardziej mnie boli i że chyba muszę pójść się zbadać. Spojrzała na mnie i zaśmiała się, że to pewnie przez to, że mam laptop po prawej stronie biurka. Przyjąłem tę uwagę ze śmiechem, a powinienem już wtedy wiedzieć, że coś jest na rzeczy*.

A potem poszedłem na urlop, zacząłem spędzać mniej czasu przy komputerze i zauważyłem, że problem ze wzrokiem może nie zniknął, ale stracił na intensywności. Oko przestało boleć, co najwyżej pozostało uczucie zmęczenia. Uznałem więc tym bardziej, że to wszystko wina pracy przed ekranem i wszystko będzie dobrze, jeśli tylko będę częściej dawał sobie odpocząć. Tyle, że nie. Po powrocie z urlopu dosłownie z dnia na dzień ból powrócił, a zmęczenie prawego oka zaczęło być naprawdę uciążliwe.

Zacząłem się martwić, że grozi mi utrata wzroku

Uznałem, że chyba czas umówić się do specjalisty, ale za chwilę. Po przeprowadzce. Po przeprowadzce z kolei przyszło nowe biurko i nowy układ urządzeń. Prawe oko przestało boleć i każdego kolejnego dnia czułem, że mój wzrok jest mniej zmęczony. Jako że w nowej pracowni mam nieco inne oświetlenie niż w starym mieszkaniu, przypisałem to zmianie światła. Tyle że... po kilku dniach w nowym miejscu znów zaczęło boleć mnie oko. Tym razem lewe.

I wtedy mnie olśniło. Ba, strzeliłem takiego facepalma, że aż pies spojrzał na mnie z dezaprobatą. Uważny czytelnik pewnie od pierwszych akapitów wie już, co napiszę - tak, przestawiłem laptop na lewą stronę biurka.

Dziś zrobiłem więc eksperyment i zamknąłem laptop, czego zwykle nie robię, bo wiąże się to niestety z problemami termicznymi, ale dziś na potrzeby uspokojenia własnego sumienia zamknąłem klapę laptopa i... nic mnie nie boli. Może zmęczenie wzroku jeszcze się utrzymuje, ale nie odczuwam tego samego, pulsującego dyskomfortu, który towarzyszył mi przez ostatnie półrocze.

Kiedy już zrozumiałem, co było przyczyną, zacząłem się doedukowywać w zakresie CVS (Computer Vision Syndrome - Syndrom zmęczenia komputerowego) i natrafiłem na pojęcie, którego dotąd nie znałem, a które idealnie oddaje moje ostatnie problemy: Astenopia, czyli subiektywne uczucie osłabienia oczu.

I gdy zacząłem czytać więcej o tej przypadłości, od razu zobaczyłem, że źródło problemu było oczywiste przez cały czas. Ekran laptopa, choć nie świecił przesadnie jasno, ustawicznie bombardował światłem moje widzenie peryferyjne, a ponadto, kiedy coś przerzucałem na drugi ekran, w widzeniu peryferyjnym ustawicznie pojawiały się kształty i kolory, które nadwyrężały wzrok.

Wielu ludzi pracuje w ten sposób, wykorzystując monitor i otwarty ekran laptopa, więc dlaczego u mnie spowodowało to problemy ze wzrokiem? Ano prawdopodobnie dlatego, że "normalni" ludzie rzadko jednak wykorzystują w tej konfiguracji monitory 32”. Mój monitor jest po prostu za duży, by zmieścić obok niego drugi ekran i objąć je wzrokiem, czy nawet wygodnie patrzeć to na jeden, to na drugi. Siłą rzeczy laptop musiał więc stać oddalony na tyle, że lądował w widzeniu peryferyjnym przez większość czasu.

Przyczyny utraty wzroku mogą być błahe. Warto zwracać uwagę na każdy drobiazg

Jak wspomniałem we wstępie, piszę ten tekst ku przestrodze. Absolutnie błaha sprawa, banalna do skorygowania, przez kilka miesięcy powodowała u mnie dyskomfort i być może doprowadziła do pogorszenia się wzroku. Tego jeszcze nie wiem - przede mną wizyta u okulisty, gdzie sprawdzę, czy ostatnie miesiące nie wyrządziły aby trwałych szkód w moich oczach.

REKLAMA

Jakkolwiek jednak to brzmi – to cenna lekcja. Nauczka, że czasem nawet najlepiej przygotowane stanowisko pracy może zaszkodzić, jeśli przyłożymy zbyt wielką wagę do jednych kwestii, a zbyt małą do drugich. A - czego jestem żywym przykładem - czasem drobna zmiana ustawienia na biurku może przynieść lepsze rezultaty, niż wydanie grubych pieniędzy na nowy sprzęt.

*To też cenna lekcja, że żona ma zawsze rację, nawet gdy mówi żartem.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA