REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Sprzęt

Idealny aparat nie istniał. Wtem pojawiła się nowa Leica M-A za 100 tys. zł

Nowa Leica M-A Titan nie ma absolutnie żadnej elektroniki. To w 100 proc. mechaniczny sprzęt, który nie wybacza błędów. Powstało tylko 250 egzemplarzy, a jeśli chcesz nabyć jeden z nich, szykuj... 100 tys. zł.

Leica M-A Titan za 100 tys. zł. Idealny aparat nie istnieje?
REKLAMA

Nowa Leica M-A Titan jest niezwykłą edycją limitowaną "standardowej" Leiki M-A z 2014 r. Trudno tu jednak mówić o jakichś standardach, bo poruszamy się w sferze aparatów całkowicie awangardowych w dzisiejszych realiach, choć jednocześnie prezentujących najbardziej ortodoksyjne podejście do fotografii.

REKLAMA

Leica M-A Titan powstała na 60. rocznicę premiery modelu M3, czyli pierwszego dalmierzowego aparatu firmy. Jest to ukłon w stronę tradycji producenta i fotografii w ogóle. Leica M-A jest aparatem całkowicie mechanicznym, bez grama elektroniki wewnątrz. Konstruktorzy posunęli się tak daleko, że nie zastosowali nawet baterii do światłomierza, bo i samego światłomierza nie uświadczymy w tej konstrukcji.

Leica M-A w rękach amatora? To się nie uda

Fotografowanie Leicą M-A jest niezwykle wymagające. Ostrość ustawiamy ręcznie, co jest standardem nawet w cyfrowych korpusach Leica M, ale brak światłomierza zupełnie zmienia zasady gry. Bez zewnętrznego urządzenia nie wiemy, czy nasze nastawy zaowocują przepalonym, czy niedoświetlonym zdjęciem.

Fotograf ma tu do dyspozycji tylko dwie zmienne: czas naświetlania oraz przysłonę obiektywu. A co z czułością? Ta jest oczywiście ustawiona "na sztywno", na załadowanym filmie. To od fotografa zależy, jak precyzyjnie dobierze kombinację czasu naświetlania i przysłony. Leica M-A jest więc aparatem skierowanym do bardzo doświadczonych profesjonalistów, którzy czują aparat całym sobą. Mam bardzo głęboki szacunek do fotografów, którzy są w stanie opanować stuprocentowo manualny korpus, dobierając ręcznie ostrość i ekspozycję, a jednocześnie panując nad kadrem i tworząc przy tym przemyślane i nieprzypadkowe zdjęcie.

Leica M-A Titan jest wyjątkowym sprzętem. Kosztuje 100 tys. zł

Leica M-A Titan

Zaprezentowana dziś Leica M-A Titan to limitowana wersja klasycznej Leiki M-A. Od bazowej wersji różni się tym, że korpus jest wykonany z tytanu. I to bez półśrodków, bowiem kluczowe elementy aparatu są frezowane z litej bryły tego metalu.

Leica M-A Titan jest sprzedawana wyłącznie w zestawie z obiektywem APO-Summicron-M 50 f/2 ASPH. To również specjalna edycja wykonana z litego tytanu. Nawet osłona przeciwsłoneczna jest wykonana z tego metalu. Zarówno na korpusie jak i na obiektywie znajdziemy grawery informujące o numerze, a cała seria jest limitowana zaledwie do 250 sztuk.

Zestaw kupujemy w specjalnym okolicznościowym pudełku wyłożonym czarnym jedwabiem

Leica M-A Titan
REKLAMA

Polska cena zestawu to okrągłe 100 tys. zł brutto, ale podejrzewam, że kiedy czytasz ten tekst, cały nakład został już wykupiony. Taki aparat ma niezwykłą wartość kolekcjonerską. Nie zdziwiłbym się, gdyby już jutro jego cena na rynku wtórnym mocno wzrosła, być może nawet o 100 proc.

Pewnym pocieszeniem jest fakt, że prawdziwej Leiki można posmakować znacznie taniej. Podstawowy model M-A co prawda jest dostępy tylko na zamówienie, ale kupimy go za skromne 24.400 zł. A jeśli nie brzydzisz się (tfu tfu!) cyfrą, zawsze możesz kupić Leicę M11, której recenzję znajdziesz na Spider's Web.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA