REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Sprzęt

Robimy tani smart home. Ile trzeba wydać i czy to ma sens?

System Tapo firmy TP-Link to prawdopodobnie najtańszy sposób na utworzenie inteligentnego domu z markowych sprzętów. Co potrafi ta linia, u kogo się sprawdzi, a kto powinien ją omijać szerokim łukiem?

Robimy tani smart home. Ile to kosztuje i czy ma to sens?
REKLAMA

Podejrzewam, że większość z nas - nawet wśród fanów nowych technologii - przewraca oczami słysząc o temacie "smart home". Nie ukrywam, że sam należę do tego grona. Gdy słyszę o kolejnych zakupach redakcyjnych kolegów, oczami wyobraźni widzę rozładowane zamki w drzwiach, albo zablokowaną roletę, która nie wpuści światła słonecznego do mieszkania.

REKLAMA

Jednocześnie widzę coraz więcej osób, które inwestują w zdecydowanie mniej inwazyjne produkty smart home, czyli głównie w oświetlenie lub inteligentne gniazdka. Od kilku tygodni na własnej skórze sprawdzam, czy takie pomysły mają sens. Trafiły do mnie urządzenia TP-Link z serii Tapo, które tworzą jeden z najtańszych markowych systemów smart home.

Akcesoria TP-Link Tapo. Na czym polega tani system smart home?

Firma TP-Link dotychczas kojarzyła mi się głównie ze sprzętem do infrastruktury sieciowej, bowiem mam w domu zestaw routerów mesh oraz switch od tego producenta. Z kolei serię Tapo pierwszy raz poznałem jakieś półtora roku temu, ale nie miałem wtedy okazji przeprowadzić szerszych testów.

Tapo to marka produktów smart home od TP-Linka. W skład tej linii wchodzi inteligentne oświetlenie, gniazdka oraz kamery do monitoringu. Nietrudno zauważyć, że sprzęt Tapo to jeden z najtańszych systemów smart home dostępnych na rynku. Inteligentne gniazdko kosztuje ok. 60 zł, ceny kamer zaczynają się od 100 zł, a inteligentne żarówki kosztują ok. 50 zł.

Co daje inteligentne gniazdo w domu?

Najbardziej niepozornym, a jednocześnie najciekawszym elementem systemu smart home Tapo, jest inteligentne gniazdko. Podczas moich testów korzystałem z gniazdka Tapo P110 kosztującego ok. 70 zł. Gniazdko ma też tańszą wersję P100 za ok. 60 zł, z której wycięto pomiar prądu.

Inteligentne gniazdko wpinamy do gniazdka w ścianie i podłączamy do niego wybrany sprzęt. Następnie z poziomu aplikacji mobilnej możemy zdalnie włączać lub wyłączać takie gniazdko, a co za tym idzie, również podpięte do niego urządzenie. Co więcej, można też tworzyć harmonogram, kiedy sprzęt ma się automatycznie włączać i wyłączać, a także ustawiać programator czasowy, decydujący o tym, po jakim czasie od włączenia urządzenie ma się wyłączyć.

Nawilżacz podłączony do inteligentnego gniazdka.

Taki sprzęt znalazł u mnie zastosowanie w sypialni, gdzie korzystam z nawilżacza powietrza. Wpiąłem go do inteligentnego gniazdka, a następnie ustawiłem harmonogram, by nawilżacz działał tylko wieczorem i w nocy, pomiędzy godziną 19 a 8 rano. Dzięki temu bez mojej ingerencji nawilżacz wyłącza się w dzień, kiedy nie ma mnie w sypialni. Drugim przykładem użycia gniazdka jest lampka nocna w pokoju dzieci, którą ustawiłem tak, by wyłączała się o godzinie 22.

Takich przykładów zastosowań gniazdka jest dużo więcej, a jednym z ciekawszych wydaje mi się podlewanie ogródka latem. Jeśli macie ogródek, zapewne wiecie, że z podlewaniem bywa różnie. Tymczasem proste gniazdko za 60 zł pozwoli zaprogramować harmonogram, według którego zraszacze same będą uruchamiać się wieczorem i automatycznie wyłączą się np. po 10-15 minutach podlewania. Trzeba tylko zadbać o to, by podłączyć taki zraszacz pod zadaszeniem, co jest dość oczywiste, bo sprzęt nie jest wodoodporny.

Harmonogram działania inteligentnego gniazdka.

W modelu P110 można też śledzić statystyki zużycia prądu przez podłączony do gniazdka sprzęt. Przykładowo, widzę, że dziś mój nawilżacz w sypialni pracował przez 8 godzin, a w ciągu ostatnich 30 dni pracował 168,5 godziny zużywając w tym czasie 1,2 kWh energii elektrycznej.

W praktyce gniazdko było "niewidzialne" i nie sprawiało żadnych problemów. Jeżeli zdarzy się sytuacja, że wyłączysz zasilanie w aplikacji, a po jakimś czasie zechcesz ręcznie uruchomić sprzęt, na gniazdku znajdziesz przycisk, który przywróci zasilanie. Jest też dioda pokazująca, czy gniazdko w danej chwili działa. To najtańszy i najmniej pozorny gadżet, który w mojej opinii ma zdecydowanie największy potencjał.

Smart oświetlenie kojarzy się z gamingowym zestawem RGB, ale całość nie musi być aż tak inwazyjna.

Można pójść w szalone kolory, ale system RGB ma też całkowicie neutralne odcienie bieli.

Tapo wysłało mi do testów kilka typów oświetlenia, z których najciekawiej wypadają taśmy LED L900-5. To pięciometrowa taśma RGB, którą zainstalowałem w biurze za monitorem, a także w salonie za telewizorem. Sterownik taśmy należy podłączyć do gniazdka, a następnie możemy sterować oświetleniem z aplikacji.

W efekcie można uzyskać podświetlenie zza telewizora, będące namiastką systemu Ambilight znanego z urządzeń Philipsa. "Namiastką" dlatego, że LED-y nie reagują na treść wyświetlaną na TV, a do tego trzeba je włączać i wyłączać samemu. Jest to jednak dobre i efektowne źródło światła do wieczornego oglądania filmów i seriali. Szczególnie przypadły mi do gustu neutralne barwy światła, choć można tu wybrać niemal dowolny kolor świecenia. System pozwala też dobierać jasność diod.

Takie źródło światła sprawdza się naprawdę dobrze przy korzystaniu z TV.

Na podobnej zasadzie działa oświetlenie za monitorem, które również może pełnić funkcję szalonego wypełniacza światłem w pokoju nastolatka, albo po prostu neutralnego i niemęczącego oczu oświetlenia wydobywającego się zza monitora. Pasek diod LED ma wbudowaną taśmę samoprzylepną 3M, która trzyma naprawdę solidnie. Przez trzy tygodnie testów LED-y nie zaczęły dawać żadnych oznak odklejania się, co niestety ma miejsce w niemarkowych taśmach. Producent określa żywotność diod na 25 tys. godzin.

Tył monitora z przyklejoną taśmą LED. Długość 5 m wystarczyła na zrobienie podwójnej ramki z diod.

Do testów dostałem też trzy typy żarówek. Pierwszy z nich to Tapo L530E, czyli żarówka RGB mogąca przybierać dowolny kolor. Świeci z jasnością odpowiadającą typowej żarówce 60 W. Osobiście nie jestem fanem tego typu oświetlenia, ale zainstalowałem żarówki w pokoju dzieci, co spotkało się z wielkim zaciekawieniem i zachwytem. Po zabawie można na szczęście włączyć neutralny kolor światła, przy czym zaletą jest fakt, że paleta RGB daje nam dowolność w dobieraniu odcienia bieli. Przy żarówce RGB można wybrać światło od niemal szpitalnego, zupełnie białego koloru, poprzez (moim zdaniem) najprzyjemniejszą dla oczu barwę 4000K, aż po bardzo ciepłe światło.

Dwa kolejne typy żarówek są prostsze. To modele L520E i L510E. Oba umożliwiają jedynie dobór mocy świecenia, natomiast barwa jest ustawiona na stałe. Pierwsza świeci z temperaturą 4000K, a druga z cieplejszą barwą 2700K. Włączanie i przyciemnianie z poziomu aplikacji to wygodne rozwiązanie sprawdzające się w wielu scenariuszach na co dzień.

Trzy typy żarówek poroducenta.

Czy zatem oświetlenie TP-Link ma jakieś wady? Owszem. Przede wszystkim, współczynnik CRI wynosi tu tylko ok. 80 proc., a to oznacza, że poszczególne produkty mogą różnić się między sobą kolorem światła. O ile tych różnic nie widać pomiędzy żarówkami jednego typu, tak naprawdę trudno jest dobrać ten sam odcień świecenia żarówki i LED-owej listwy.

Po drugie, brakuje mi w ofercie żarówek z małym gwintem. Bardzo chętnie zainstalowałbym w kinkietach przy łóżku żarówki z możliwością przyciemniania światła, ale jako że mam kinkiety z małym gwintem, TP-Link na ten moment nie ma dla mnie nic do zaoferowania. Żarówki kupimy za ok. 40-50 zł, a pięciometrowa listwa LED to koszt niecałych 100 zł.

A czy tanie kamery TP-Link Tapo mają sens?

Trzeci typ produktów smart home oferowany przez markę Tapo to kamery do monitoringu. Tutaj robi się naprawdę ciekawie, bo podstawowa kamerka kosztuje dosłownie 100 zł, a w moim przypadku sprawdzała się bez zarzutu w roli cyfrowej niani. Kamerka Tapo C100 wysyła obraz do aplikacji mobilnej, a jeśli chcemy, może też wysyłać i odbierać dźwięk. Najważniejsze jest jednak to, że może przesyłać powiadomienia na smartfon, kiedy w kadrze cokolwiek się poruszy. Dzięki temu nie muszę co chwila rzucać okiem na podgląd śpiącego dziecka, bo kiedy tylko dziecko się poruszy lub wstanie, smartfon mnie o tym poinformuje. W praktyce ten system działa bez zarzutu.

Najtańsza kamera Tapo C100.

Do tego nawet najprostsza kamerka Tapo C100 działa zarówno w dzień jak i w nocy. Po zmroku wykorzystuje podczerwień, a to sprawia, że daje bardzo czytelny podgląd obrazu nawet kiedy w pokoju nie ma żadnego źródła światła. W praktyce im mniej sztucznych źródeł tym lepszy obraz w podczerwieni dostaniemy.

Podgląd z kamery jest widoczny w aplikacji w rozdzielczości Full HD. Domyślnie system działa w obrębie domowej sieci Wi-Fi, ale całość można skonfigurować tak, by działała też poza domem. Jako że monitorowałem własne dzieci, zrezygnowałem z takiej funkcji w obawie o prywatność. Kamera ma slot na kartę microSD, na której można zapisywać nagrania, choć do samego podglądu obrazu karta nie jest potrzebna. W aplikacji możemy powiększać wybrany wycinek obrazu na całą powierzchnię ekranu, choć oczywiście tracimy wówczas na jakości, bo sprzęt zapewnia obraz 1080p.

Druga kamerka jest nieco bardziej rozbudowana. Model C210 oferuje te same funkcje, ale różni się konstrukcją umieszczoną na obrotowej bazie. Silniczki sprawiają, że z poziomu kamery można dobierać kąt obrotu bazy i kąt nachylenia oczka obiektywu. Całość jest przez to sporo większa, choć nadal bardzo lekka. Obie kamery możemy postawić na płaskiej powierzchni bądź skorzystać z mocowania "do góry nogami" do sufitu czy półki. Wystarczy przykręcić lub przykleić do górnej powierzchni płytkę montażową, a kamerkę wpinamy bezpośrednio do płytki.

Trzecią kamerą, jaką testowałem, była Tapo C310. To zdecydowanie większy sprzęt przeznaczony do działania na zewnątrz, czyli np. do monitorowania wejścia do domu, podjazdu do garażu, czy drzwi ogrodowych. Kamera jest wodoodporna (norma odporności IP66) i jako jedyna pozwala na przewodowe połączenie z domową siecią. Wbudowany przewód rozdziela się na port zasilania i port Ethernet, a w zestawie są osłonki na łączenia, dzięki którym przewody również są chronione przed wodą. Dodatkowo konstrukcja ma tez dwie spore antenki Wi-Fi zapewniające lepszy zasięg bezprzewodowy poza domem. Jest tu też funkcja uruchamiania "alarmu" po wykryciu ruchu, w którym sprzęt błyska diodami i emituje dźwięk, by np. odstraszyć intruza, choć podejrzewam, że intruz zacząłby włamanie od najzwyklejszego w świecie odcięcia zasilania kamery.

Największa zaleta systemu Tapo? Pełna integracje z Google’em. Największa wada? Brak integracji z Apple’em.

System smart home Tapo jest bardzo prosty w porównaniu do innych rozwiązań na rynku, ponieważ nie ma centralek czy mostków. Wszystkie urządzenia łączą się bezpośrednio z siecią Wi-Fi. Podczas konfiguracji najpierw musimy podłączyć się z tymczasową siecią Wi-Fi utworzoną przez samo urządzenie. Następnie konfigurator łączy dany sprzęt z naszą domową siecią Wi-Fi . Od tej pory możemy sterować funkcjami danego sprzętu z poziomu aplikacji Tapo.

Aplikacja Tapo nie najlepiej radzi sobie z kontrolą źródeł światła.

O ile aplikacja Tapo sprawdza się bardzo dobrze do obsługi gniazdek i kamerek, tak w przypadku oświetlenia jest tu sporo do poprawy. Przede wszystkim tworzenie scen mogłoby być łatwiejsze, bo co prawda możemy za pomocą jednego przycisku uruchamiać np. dwie lampy w jednym pokoju, ale zarządzanie nimi jest zrobione dość niewygodnie.

Dlatego do sterowania światłem dużo bardziej polecam aplikację Google Home. Cały sprzęt Tapo można zintegrować z tą platformą, a także z Asystentem Google, więc możliwe jest sterowanie zarówno z aplikacji Google’a jak i głosowo. Aplikacja Google Home dobrze radzi sobie z importem urządzeń, które następnie możemy przypisać do osobnych pomieszczeń. Dużo lepiej działa tu wybór kolorów oświetlenia czy uruchamianie kilku źródeł światła naraz. Tapo pozwala też na integrację z asystentem Amazon Alexa.

Aplikacja Google Home bezproblemowo wykrywa urządzenia Tapo.

Niestety nie znajdziemy integracji z Apple Home Kit, co dla wielu osób będzie oznaczało dyskwalifikację całego system. Istnieje jednak droga naokoło. Można utworzyć zautomatyzowane czynności w aplikacji Skróty na iPhonie, a następnie uruchamiać je jednym przyciskiem, a nawet głosowo, poprzez Siri. Niestety tworzenie skrótów jest dość nieintuicyjne i żmudne, dlatego sam poprzestałem na aplikacji Google Home, którą polecam.

Czy system Tapo ma sens?

REKLAMA

Producent na pewno mógłby poprawić aplikację mobilną. Co prawda podgląd obrazu z kamer działa bez zarzutu, ale w kwestii oświetlenia dużo lepiej sprawdza się aplikacji Google Home, z której domyślnie korzystałem. Sam sprzęt Tapo, mimo bardzo niskiej ceny, robi dokładnie to, co obiecuje producent. Aż trudno uwierzyć, że kamera za 100 zł naprawdę działa i sprawnie wywiązuje się z roli cyfrowej niani, ale to prawda. Podobnie wygada kwestia działania gniazdek oraz oświetlenia. Automatyka i harmonogramy działania kosztują tu nie kilkaset, a kilkadziesiąt złotych.

Czy polecam to rozwiązanie? Jeśli szukasz prostego i taniego systemu smart home, to zdecydowanie lepiej kupić markowy sprzęt TP-Link, niż chińskie produkty niewiadomego pochodzenia i podejrzanej jakości. A u kogo TP-Link się nie sprawdzi? Z pewnością u bardziej wymagających osób, które oczekują np. integracji z Home Kitem od Apple’a. Tym samym TP-Link oferuje dość budżetowy, ale warty polecenia system.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA