REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. technologie

Toyota zaprojektowała psiowóz. Ten robot wyprowadzi twojego psa i nawet po nim posprząta

Każdy psiarz marzy czasem, żeby ktoś wyprowadził jego psa za niego. Zwłaszcza gdy za oknem wichura, śnieg, a psiak domaga się szóstego spaceru w ciągu dnia – znam to aż za dobrze. Toyota właśnie opatentowała rozwiązanie stworzone z myślą właśnie o takich sytuacjach. Robot do wyprowadzania psa wygląda zupełnie inaczej, niż go sobie wyobrażałem.

Ten robot wyprowadzi twojego psa i nawet po nim posprząta
REKLAMA

Jako opiekun 50-kilogramowego wyżła włoskiego aż za dobrze znam nie tylko wszystkie korzyści płynące ze spacerowania z psem, ale też wszystkie wady opieki nad zwierzakiem, która bywa dość czasochłonna i momentami uciążliwa, zwłaszcza gdy nie dysponujemy własnym podwórkiem. Psu nie powiesz „nie chce mi się”, nie powiesz „mam zakwasy po siłowni, idź sam” ani tym bardziej „daj spokój, nigdzie nie idę w taką pogodę”, bo pies albo będzie snuł się nerwowy po mieszkaniu, może nawet zacząć niszczyć rzeczy z tytułu nierozładowanej energii, nie mówiąc już o tym, że w końcu po prostu z*sra się na środku pokoju.

REKLAMA

Nie ma więc żadnej wymówki – z czworonogiem trzeba iść na spacer niezależnie od chęci, pogody czy pory roku. Jeśli mamy psiaka, który wymaga dużo ruchu, trzeba się liczyć z tym, że każdy spacer to nie mała rundka dookoła bloku, ale wielokilometrowy marsz.

Pomijając jednak momenty, w których się nie chce, często dochodzi do sytuacji, w której zwyczajnie nie można samemu wyjść z psem. Wystarczy choroba lub np. złamana kończyna, by trzeba było prosić innych ludzi o pomoc w wyprowadzeniu czworonoga. Toyota właśnie opatentowała rozwiązanie, które może pomóc zarówno wtedy, kiedy nam się nie chce, jak i kiedy faktycznie nie jesteśmy w stanie wyjść z psem na spacer.

Psiowóz. Robot do wyprowadzania psa od Toyoty to dziwadło.

Koncepcja Toyoty jest przedziwna, ale trzeba przyznać, że nowatorska. Robot do wyprowadzania psa ma tu bowiem formę platformy na sześciu kołach, wyposażoną w regulowaną smycz i robotyczne ramiona do sprzątania tego, co pies po sobie zostawi. Jakby tego było mało, spód platformy wyposażono w spryskiwacz, aby dokładnie wyczyścić zbrukaną ekskrementami powierzchnię. Co ciekawe, robot wyposażony jest w sensory, które mają przewidywać moment, w którym pies zbiera się do załatwiania swoich spraw i zatrzymywać wówczas platformę. Ten sam sensor powstrzymuje platformę przed wjechaniem w psiaka, jeśli ten nagle postanowi się zatrzymać i np. węszyć w miejscu. Patent opisuje też… kamerę, która zrobi zdjęcie na dowód tego, że pies się załatwił.

Co ciekawe, jest kilka sposobów wyprowadzania psa przy użyciu tej platformy. Pierwszym jest przyczepienie psa do regulowanej smyczy i autonomiczna praca robota. W tym trybie robot pilnuje, by psiak nie odszedł za daleko, nie zszedł z obranej trasy i potrafi też korygować jego zachowanie w bardzo prosty, acz efektywny sposób – jeśli pies będzie ciągnął smycz, robot zatrzyma się i nie odjedzie dopóty, dopóki pies nie przestanie się szarpać. To standardowa metoda nauki chodzenia z psem na smyczy i gdyby połączyć ją np. z dźwiękiem klikera i wypadającym z robota przysmakiem, byłaby całkiem niezłym narzędziem treningowym.

Robot do wyprowadzania psa od Toyoty
Robot do wyprowadzania psa od Toyoty

Jednak nie po to pies ma swój psiowóz, by tylko chodzić przed nim. Pupil może w każdej chwili wskoczyć na platformę i jechać samodzielnie, sterując ruchem platformy przy użyciu nacisku łap. Nie wiem, jak pies miałby zrozumieć tę mechanikę, ale hej – patent zakłada, że jest to możliwe.

Gdyby to rozwiązanie zdało egzamin, robot Toyoty mógłby być świetnym urządzeniem dla psów-seniorów lub psów z chorobami stawów, które nie mogą same pokonywać długich dystansów. Pies mógłby podjechać na miejsce, wyskoczyć z platformy, załatwić się, powęszyć w miejscu i wskoczyć do psiowozu, by wrócić do domu. Na platformie przewidziano też miejsce dla opiekuna, który mógłby jeździć na wspólne przejażdżki ze swoim niezdolnym do chodzenia psem.

Z perspektywy psiarza widzę kilka mankamentów; najpoważniejszym jest brak opisanego mechanizmu alarmowego na wypadek, gdyby psiak został zaatakowany przez innego czworonoga – w takiej sytuacji pies powinien mieć możliwość swobodnej ucieczki przed napastnikiem. A to z kolei wymagałoby od robota także umiejętności poszukiwawczych, np. podążania za czipem wczepionym pod skórę psa lub przyczepionym do obroży. To jednak czysto hipotetyczne rozważania, bo chyba nikt się nie łudzi, że patent Toyoty kiedykolwiek przerodzi się w rzeczywisty produkt.

Robot do wyprowadzania psów od Toyoty to dziwaczna koncepcja, która ma w sobie coś pociągającego.

Jako opiekun wielkiego psa patrzę na taką platformę raczej z politowaniem; nie wiem, ile musiałaby ważyć, by okiełznać masę i entuzjazm czworonogów tej wielkości. Dla tych jednak, których psy mają bardziej kompaktowe, czy wręcz kieszonkowe wymiary, taka platforma wydaje się bardzo ciekawym rozwiązaniem, które potencjalnie mogłoby rozwiązać wiele problemów – choćby wspomniany brak możliwości wyjścia z psem na spacer czy ulżenie w niedoli psiakom z problemami zdrowotnymi.

REKLAMA

Nie ma co się jednak łudzić, że taka platforma powstanie w przewidywalnej przyszłości. Mimo całkiem niezłej koncepcji tego typu autonomiczny robot musiałby być niesłychanie precyzyjny, by nie wywoływać chaosu na chodnikach, nie mówiąc o tym, że kosztowałby krocie, skoro ma zawierać tak zaawansowany zestaw sensorów.

Osobiście mam też swoisty opór moralny. Już dziś wielu opiekunów czworonogów zaniedbuje swoje psiaki, albo wyłącznie wypuszczając je na podwórka zamiast wyprowadzać na spacery, albo wyprowadzając na „spacer” dookoła bloku. Pies to odpowiedzialność i skoro wzięło się zwierzę pod dach, trzeba mu zapewnić odpowiednie warunki bytowe – w tym regularne spacery. Robot, który zautomatyzowałby tę czynność, to tylko kolejny krok ku temu, by psiaki przygarniali ludzie, którzy absolutnie nie powinni mieć zwierzęcia pod swoją pieczą. Z drugiej jednak strony tego typu rozwiązanie ma mnóstwo potencjalnych zalet, więc z ciekawością zobaczyłbym, w co przerodzi się ten nietypowy patent.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA