REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Sprzęt

Sprawdziłem... podstawki do trenażera za 1500 zł. Garmin Tacx Neo Motion Plates - recenzja

Jazda na trenażerze ma multum zalet, którym niemal zawsze towarzyszy jedna gigantyczna wada - jazda na zamocowanym na sztywno rowerze jest koszmarnie nienaturalna. Garmin, a właściwie Tacx (który do Garmina należy), stworzył więc sprzęt, który ma rozwiązać ten problem i który przez ostatnie tygodnie miałem okazję testować.

Tacx Neo Motion Plates
REKLAMA

Tym sprzętem jest Garmin/Tacx Neo Motion Plates, czyli... dwie nóżki albo stópki do trenażera. Albo po prostu dwie bonusowe podstawki do trenażera. Wyglądają one mniej więcej tak:

REKLAMA

Czyli raczej niezbyt porywająco i jeśli pokażemy coś takiego żonie, a potem powiemy, że zapłaciliśmy za to 1500 zł (bo tyle kosztuje komplet dwóch takich podstawek), to możemy mieć problem z wytłumaczeniem, co dokładnie skłoniło nas do tego występku.

Tym bardziej, że wewnątrz Neo Motion Plates nie ma żadnej skomplikowanej elektroniki, żadnych systemów łączności - nic. To produkt w 100 proc. mechaniczny, który - gdyby jeszcze tego było mało - nie jest produktem samodzielnym. Do korzystania z niego potrzebujemy jeszcze zgodnego trenażera, czyli Neo, Neo 2 lub Neo 2T. Co sprawia, że kompletny zestaw będzie nas kosztował... około 7000 zł.

Pocieszeniem po takim wydatku (który pewnie i tak będzie rozłożony na co najmniej dwa etapy) może być fakt, że instalacja Garmin Neo Motion Plates jest absolutnie bezproblemowa. Podnosimy trenażer z jednej i z drugiej strony, wyjmujemy dwa elementy, podsuwamy nasze ruchome stópki, montujemy w nich te elementy, opuszczamy trenażer i już, gotowe.

Finalny efekt prezentuje się następująco:

Jedyne, o czym można w tym miejscu wspomnieć, to to, że po dołożeniu tych podkładek Neo 2T robi się dość wysoki (dodatkowe 2,5 cm). I tak jak bez nich wsiadając na rower czułem się, jakbym wsiadał normalnie na rower (na Elite Suito czułem się jak na rowerze dziecięcym), tak teraz czułem się trochę, jakbym wsiadał na rower umieszczony wyżej niż zazwyczaj. Oczywiście nie ma to większego znaczenia w trakcie jazdy.

Ach, przy okazji - w zestawie dostajemy też specjalną podstawkę pod przednie koło (chyba nie ma co eksperymentować z tą zwykłą), która - i tutaj uwaga - pomieści maksymalnie oponę o szerokości 28 mm.

Co warto o niej wiedzieć? Że przy oponie 28 mm zostaje trochę miejsca po bokach, więc w bonusie dostajemy nie tylko ruch do przodu i do tyłu (o tym za chwilę), ale i trochę luzu na kierownicy.

Dobrze, ale co robi Garmin Neo Motion Plates?

Sprawia, że trenażer porusza się do przodu i do tyłu, w zakresie maksymalnie 5 cm (sumarycznie). Żeby było już w tym miejscu mniej więcej wiadomo, o co chodzi, wrzucam małą demonstrację, na początek jeszcze bez pedałowania:

I tak, gdyby ktoś pytał - to to jest dokładnie to, co potrafią Tacx Neo Motion Plates. Poruszają Neo do przodu i do tyłu. To tyle. Koniec i kropka.

Przy czym ocena tego, co wynika z tego ruchu, zależy już od miejsca siedzenia. Kiedy po raz pierwszy wsiadłem na takie ruszające się Neo, natychmiast zawołałem żonę, z którą odbyłem mniej więcej taki dialog:

  • patrz jakie cudowne (dokładnie tak powiedziałem)!
  • ale co to robi?
  • rusza się do przodu i do tyłu!
  • no tak, ale co to robi?
  • rusza się do przodu i do tyłu!
  • ale co z tego wynika?
  • no rusza się do przodu i do tyłu, jak ty nigdy nic nie rozumiesz...

Podejrzewam, że do tej pory nie przekonałem jej, co mnie w tym tak zachwyciło. Ale spróbuję to wytłumaczyć tutaj:

Co jest naprawdę dobrego w Tacx Neo Motion Plates?

To, że wprowadzają dodatkowy kierunek ruchu. Niech będzie na przykładach dwóch trenażerów, z którymi spędziłem najwięcej czasu:

Elite Suito jest właściwie całkowicie nieruchomy. Przyczepiamy do niego rower w miejsce tylnego koła i całość jest niemal całkowicie zabetonowana. Podobieństwo do jazdy normalnym rowerem na drodze - w sumie żadne.

Tacx Neo 2T - niby sposób montażu podobny, ale wrażenia już zupełnie inne. Nie tylko za sprawą symulacji nawierzchni, ale przede wszystkim dlatego, że pozwala na całkiem spory ruch w osi prostopadłej do osi roweru. Albo innymi słowy - pozwala na wyraźne bujanie się roweru na boki. I to już jest jakieś, ale dalej nie ta sama wolność, co na dworze czy np. na trenażerze rolkowym. Za którym niespecjalnie przepadam, bo perspektywa przypadkowego wjechania w ścianę, zaraz po rozjechaniu laptopa, niespecjalnie mnie kręci.

Motion Plates starają się więc symulować ruch roweru do przodu i do tyłu.

To wrażenie, że coś się jednak z rowerem pod nami dzieje, i to dzieje bardziej, kiedy depniemy mocniej, albo słabiej, kiedy niespecjalnie się przykładamy. W kontekście ruszenia roweru na trenażerze - całkiem spora rzecz. I to nie tylko w teorii, ale i również w praktyce.

Czy to oznacza, że wsiadamy na taki wpięty rower, zaczynamy kręcić i czujemy się od razu jak na dworze, tylko nie wieje i nie pada na głowę?

Cóż, niestety nie, a przynajmniej nie do końca. W wielu przypadkach jazdy Motion Plates faktycznie dodają do takiego poddachowego pedałowania całkiem sporo autentyczności, szczególnie w połączeniu z już i tak świetnymi cechami Neo 2T pod tym względem. Chociaż może zamiast "dodawanie autentyczności" lepsze byłoby "odejmowanie sztuczności jeździe na trenażerze".

Przy stabilnych jazdach, treningach w trybie ERG i podobnych, jest naprawdę przyjemnie - testowałem kilkukrotnie podobne przejazdy z podpiętymi i odpiętymi stópkami, i trudno było mi się na powrót przyzwyczaić do trenażera, w którym rower nie rusza się do przodu i do tyłu. Malutka, drobniutka rzecz, a jednak robi różnicę.

Z drugiej strony - nie zawsze jest idealnie, szczególnie w dwóch sytuacjach.

Pierwszą są naprawdę gwałtowne zrywy, szczególnie z pedałowaniem na stojąco. Drugą z kolei... przypadki, kiedy pedałujemy na stojąco, generując jednocześnie bardzo mało mocy - np. podczas odpoczynków w treningu z włączonym trybem ERG. Przy jednej i drugiej okazji zakres ruchu, na który pozwalają Motion Plates, okazuje się ciut zbyt mały i dość szybko dojeżdżamy do ograniczenia, odbijamy się, potem odbijamy się z drugiej strony i tak w kółko, bez jakiejś przesadnej synchronizacji z tym, co akurat robimy. Jeśli coś takiego zrobimy 2 czy 3 razy podczas jazdy - nie ma problemu. Jeśli planujemy to regularnie powtarzać - może się zrobić mniej przyjemnie.

Co ważne, ten problem nie występuje np. w trakcie interwałów w trybie ERG, kiedy po prostu jest więcej mocy do wygenerowania i większy opór po stronie trenażera. Raczej właśnie przy jakiejś dowolnej mocno szarpanej jeździe, ewentualnie przy szarpanym wyścigu.

Jest też trzecia sytuacja, kiedy to bujanie potrafi zajść za skórę i jest to... siedzenie w pozycji wyprostowanej, bez pochylania się nad kierownicą. W takim układzie Motion Plates - przynajmniej w moim przypadku - wpadają w ciąg nerwowego odbijania się od ograniczników.

Szczęśliwie Motion Plates można zdemontować w dwie minuty albo nawet szybciej, jeśli planujemy jeden ze scenariuszy, gdzie mogą się nie sprawdzić. Z drugiej strony - przy produkcie za taką cenę można byłoby już pomyśleć o jakiejś blokadzie, żeby nie trzeba było się bawić w montaż i demontaż. I jeszcze z trzeciej strony - polubiłem jednak ruch generowany przez te podstawki do tego stopnia, że nie demontowałem ich w ogóle (chyba że do porównań).

Czyli w skrócie: im płynniej pedałujesz, tym lepsze będą wrażenia z Neo Motion Plates.

Tacx Neo Motion Plates - czy warto?

Jeśli do wydatków sportowo-rowerowych podchodzimy z rozwagą, to... pewnie i tak nie kupiliśmy Neo, więc w sumie nie ma tutaj pola do dyskusji. I tak, Neo Motion Plates są po prostu drogie.

REKLAMA

Jeśli natomiast mamy ochotę zaszaleć, to tak - dlaczego by nie? Tak, kosztuje na pierwszy rzut oka piekielnie dużo, ale ma kilka argumentów na swoją obronę. Po pierwsze - jeśli głównie robimy treningi strukturalne, szczególnie w trybie ERG, ewentualnie raczej stabilne przejazdy, to faktycznie jest w stanie zaoferować odrobinę nowej jakości, jeśli chodzi o jazdę na trenażerze. A że ta robi się tym nudniejsza, im więcej jeździmy, to możemy po prostu traktować zakup Motion Plates jako inwestycję w coś nowego, co urozmaici tę zabawę i pozwoli przetrwać kolejny sezon pod dachem bez umierania z nudów.

Do tego dochodzi jeszcze fakt, że konkurencyjne rozwiązania - pomijając oczywiście rolki - często są nie tylko droższe, ale i (tu już prawie zawsze) zajmują dużo więcej miejsca. Taki Saris MP1 kosztuje już grubo ponad 4000 zł i zajmuje ogrom miejsca. Tak, pod względem specyfikacji wygrywa z Motion Plates, ale różnica w cenie i rozmiarze jest trudna do przeskoczenia.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA