1. SPIDER'S WEB
  2. Oprogramowanie
  3. Tech
  4. Technologie

Przez kilka dni słuchałem wyłącznie Apple Music Lossless. Nie ma powrotu do Spotify

apple music kontra spotify

Broniłem się przed bezstratną muzyką rękami i nogami. Udawałem sam przed sobą, że nie ma różnicy. W końcu sprawdziłem Apple Music Lossless i wniosek jest tylko jeden: nie ma już powrotu do Spotify.

Do tego testu zabierałem się kilka miesięcy, bo Apple Music wprowadził muzykę w standardzie bezstratnym już w czerwcu tego roku. Wprowadzenie Lossless odbiło się szerokim echem, bo Apple dodał bezstratną muzykę bez żadnych dodatkowych dopłat, a więc znajdziemy ją w podstawowym pakiecie za 19,99 zł miesięcznie lub w pakiecie Apple One za 24,99 zł. Ten drugi to łączony pakiet z innymi usługami Apple'a, czyli Apple Arcade, Apple TV+ i z 50 GB miejsca w chmurze iCloud.

Dla porównania Tidal, który dotychczas był synonimem bezstratnej muzyki w streamingu, życzy sobie za pakiet HiFi 39,99 zł miesięcznie, czyli o 20 zł więcej niż za bazowy pakiet Tidala z muzyką o podstawowej jakości. Z kolei największy gracz na rynku, czyli Spotify, nadal nie ma planu HiFi.

Apple Music Lossless - czym jest bezstratny standard?

W aplikacji Apple Music znajdziemy kilka nowych logotypów informujących o wyższej jakości dźwięku:

  • Lossless - bezstratna kompresja audio dzięki Apple Lossless Audio Codec (ALAC). Jest to odpowiedź Apple na standard FLAC, o niemal identycznych parametrach technicznych jak FLAC;
  • Hi-Res Lossless - jeszcze wyższy standard jakościowy zapewniający rozdzielczość 24 bitów przy 192 kHz (bazowy Lossless oferuje 24 bity przy 48 kHz). Do odtwarzania tego formatu w pełnej jakości trzeba wyposażyć się w przetwornik DAC.

Logotyp Lossless jest już standardem w Apple Music. Zdecydowana większość albumów jest dostępna w tym standardzie, a do końca 2021 r. cała baza muzyczna w Apple Music ma być dostępna w jakości bezstratnej. Wyższy standard Lossless Hi-Res można spotkać zdecydowanie rzadziej, ale też nie jest wielkim wyjątkiem.

Do tego część albumów wykorzystuje dodatkowe możliwości brzmieniowe. Znajdziemy przy nich następujące logotypy:

  • Apple Digital Masters - takie oznaczenie mają albumy, które zostały zmasterowane specjalnie z myślą o streamingu Apple Music. W założeniu mają zachować wszystkie niuanse dźwięku nagrane w studiu. Usłyszymy je tylko przy odtwarzaniu muzyki w standardzie Lossless i Lossless Hi-Res;
  • Dolby Atmos - standard dźwięku przestrzennego, w jakim jest dostępna dość niewielka baza albumów. Usłyszmy go tylko na kompatybilnych zestawach audio obsługujących Dolby Atmos, ale namiastkę dźwięku przestrzennego zapewniają też słuchawki bez pełnego DA, w tym np. AirPods Pro i AirPods Max.

Jak zabrać się za słuchanie muzyki bezstratnej w Apple Music?

Przede wszystkim należy włączyć w ustawieniach muzykę w standardzie bezstratnym. Trzeba to zrobić zarówno w aplikacji mobilnej jak i na komputerze. Przy wyborze najwyższego standardu Hi-Res Lossless aplikacja poinformuje o tym, że różnicę w jakości usłyszymy dopiero po podłączeniu zewnętrznego przetwornika cyfrowo-analogowego, czyli DAC-a. Jeśli nie masz takiego sprzętu, standard Lossless w zupełności wystarczy.

Jednocześnie trzeba pamiętać, że bezstratna kompresja wiąże się z dużo większą wagą plików, co przy streamingu poza domem może powodować duże zużycie pakietu danych. Standardowy trzyminutowy kawałek ma zaledwie 6 MB przy bazowej jakości, 36 MB w standardzie Lossless i aż 145 MB w najwyższym standardzie Hi-Res Lossless. Strumieniowanie godzinnego albumu w najwyższej jakości oznacza pobranie ok. 3 GB danych.

Apple Music Lossless - jakie słuchawki?

Dochodzimy do sedna muzyki bezstratnej. Najlepsze będą słuchawki przewodowe, co ma sens przy pracy biurowej przy komputerze, ale nie ma w przypadku iPhone’a. Apple jako pierwszy usunął złącze minijack i od lat przekonuje, że jedyną przyszłością są słuchawki Bluetooth.

Tutaj dochodzimy do paradosku, bo zarówno iPhone jak i wszystkie słuchawki Apple (AirPods, AirPods Pro, a nawet AirPods Max) obsługują tylko kodek dźwięku AAC. Chcę, żeby to dobrze wybrzmiało: nawet na AAC warto korzystać ze standardu Lossless. Różnice w jakości brzmienia da się od razu wyczuć, oczywiście jeżeli korzystamy z dobrych słuchawek.

Paradoksem jest to, że Apple Music me lepszą jakość na… smartfonach z Androidem. Znajdziemy tam nie tylko kodeki aptX, ale też np. LDAC, czyli świetny jakościowo standard utworzony przez Sony. Przy słuchaniu Apple Music na słuchawkach z LDAC ze smartfona wyposażonego w LDAC różnica w jakości Lossless jest bardzo wyraźna.

Niemniej jednak w typowym połączeniu, którym jest iPhone i słuchawki AirPods (Pro), potencjał dźwięku Lossless jest mocno marnowany. Mam nadzieję, że po wszystkich wysiłkach związanych z wprowadzeniem bezstratnego dźwięku Apple w końcu pokaże nowy kodek audio dostosowany do jakości HiFi. Bardzo możliwe, że Apple wykorzysta łączność AirPlay zamiast Bluetooth, co oznaczałoby znacznie podniesienie dostępnego bitrate’u. Apple ma wszystkie elementy układanki, by pod kątem muzyki bezprzewodowej wyprzedzić całą konkurencję.

Jeśli zdecydujecie się na Apple Music w wersji Lossless, powrót do Spotify będzie bardzo trudny.

Dotychczas słuchałem muzyki w większości na Spotify przy jakości ustawionej na poziom „bardzo wysoki”. Przejście na Apple Music Lossless nie wywarło na mnie jakiegoś potężnego wrażenia. Jakość była „trochę lepsza”, ale uznawałem, że nie warto o nią rozdzierać szat.

Wystarczyło jednak kilka dni słuchania muzyki wyłącznie w standardzie Lossless, a później powrót do Spotify. Różnica jest uderzająca. Trudno byłoby wrócić w pełni do Spotify, kiedy słuch przyzwyczaił się do standardu Lossless. W praktyce wejście na wyższy standard robi mniejsze wrażenie niż powrót na starszy.

Polecam spróbować każdemu, tym bardziej, że Apple Music można przetestować za darmo, przy czym nie trzeba mieć iPhone’a ani Maca. Nawet na słuchawkach Bluetooth różnica będzie wyraźnie słyszalna, oczywiście pod warunkiem, że są to dobre słuchawki. Moje testy przeprowadziłem na iPhonie na słuchawkach Samsung Galaxy Buds 2 (AAC) i Sennheiser Momentum True Wireless 2 (AAC). Po stronie Androida korzystałem ze wspomnianych Sennheiserów (tym razem z kodekiem aptX) i z nausznych słuchawek Sony MDR-100ABN (zamiennie Bluetooth LDAC i połączenie przewodowe)

Pozostaje zatem liczyć na to, że skoro Apple powiedziało A i weszło z impetem na rynek muzyki bezstratnej, to powie również B i w końcu pokaże nowy pomysł na kodek audio dostosowany do standardu Lossless. Starusieńkie AAC, choć daje lepszą jakość, to nie wykorzystuje nawet ułamka potencjału, jaki leży dziś w Apple Music.