1. SPIDER'S WEB
  2. Tech
  3. technologie
  4. Technologie

Nowy, tańszy abonament YouTube Premium. Teraz kupisz. Kupisz, prawda?

Nowy, tańszy abonament YouTube Premium Lite. Teraz kupisz. Kupisz, prawda?

Jeśli nie kupiłeś jeszcze YouTube Premium – winszuję. Albo masz żelazną wolę, albo nader skutecznego adblocka. Wkrótce możesz jednak zmienić zdanie, bo YouTube szykuje abonament, na który wszyscy czekali.

Tak, płacę za YouTube Premium. YouTube zrobił wszystko, bym nie mógł za niego nie płacić, wpychając mi reklamy do mózgu każdym możliwym otworem w czaszce i atakując pop-upami na cały ekran mówiącymi „KUP YOUTUBE PREMIUM”. Cóż mogę rzec, jestem tylko słabym człowiekiem – kupiłem i nie obejrzałem się za siebie. Gdy czasem przełączam się na służbowe konto SW TV i widzę, jak wygląda YouTube z reklamami, myślę sobie „o panie, jak wy tu żyjecie?!”.

Nie mam nic przeciwko reklamom, oczywiście w granicach rozsądku. Sęk w tym, że YouTube dawno już przekroczył granicę rozsądku, ale też elementarnej godności i przyzwoitości. Największy serwis wideo na świecie to dziś reklama z dodatkiem treści, nie na odwrót. Mówiąc wprost: użytkowanie go bez abonamentu Premium (lub bez włączonego adblocka, czego jednak z całego serca nie popieram) jest skrajnie nieprzyjemne. I nie można powiedzieć „to nie korzystaj, idź gdzie indziej”. Nie da się – dla YouTube’a nie ma alternatywy.

YouTube Premium w Polsce
YouTube Premium

Toteż płacę to nieszczęsne Premium i nie miałbym w sumie nic przeciwko temu, gdyby nie fakt, że w zamian za prawie 30 zł miesięcznie YouTube raczy mnie dodatkami, o które nie prosiłem. Wkrótce może się to jednak zmienić.

Nadchodzi YouTube Premium Lite – YouTube Premium bez reklam i zbędnych bajerów.

Płacąc dziś za YouTube Premium dostajemy nie tylko wersję serwisu bez reklam, ale też możliwość odtwarzania na wyłączonym ekranie smartfona, dostęp do oryginalnych treści oraz usługę YouTube Music. Można też pobrać filmy i obejrzeć je gdy nie mamy dostępu do sieci.

Ta pierwsza funkcja czasem się przydaje, choć częściej korzystam z trybu PiP na Androidzie, gdy chcę coś sprawdzić nie przerywając odtwarzania. Te drugie są beznadziejne, nikt o zdrowych zmysłach nie powinien wydawać na nie pieniędzy. Ta trzecia… cóż, rozwija się, ale bardzo jej daleko do konkurentów w postaci Apple Music czy Spotify. A z pobierania i tak nie korzystam, bo a) rzadko nie mam dostępu do sieci b) gdy już nie mam dostępu do sieci, to mam ciekawsze rozrywki niż YouTube.

Innymi słowy, nie korzystam ze znakomitej większości funkcji, za które de facto płacę, opłacając abonament YouTube Premium. I nie tylko ja – jak tylko gdziekolwiek pojawia się temat tej subskrypcji, pojawiają się też głosy pt. „ja to bym płacił za sam brak reklam”.

YouTube w końcu tych głosów posłuchał, bo testuje usługę YouTube Premium Lite, robiącą dokładnie to – usuwającą reklamy i nic poza tym. Subskrypcja jest obecnie testowana w Belgii, Danii, Luksemburgu, Niderlandach, Finlandii, Szwecji i Norwegii. Oferta cenowa jest dostosowana do lokalnych rynków, ale wyjściowo ma kosztować 6,99 euro, podczas gdy pełny abonament kosztuje 11,99 euro. W Polsce ceny YouTube Premium są znacznie niższe, niż gdyby przeliczać je według konwersji walut, więc możemy się spodziewać, że gdy abonament trafi nad Wisłę, jego cena wyniesie nie więcej niż 20 zł. Osobiście obstawiam 14,99 zł.

YouTube Premium Lite był potrzebny od samego początku.

YouTube Premium w obecnej postaci daje coś, o co prosili wszyscy (brak reklam) i mnóstwo rzeczy, o które nikt nie prosił (cała reszta). Trudno się więc dziwić, że niektórzy wciąż mogą być do abonamentu nieprzekonani, pomimo wpychania im go siłą do gardła – po co mają płacić za coś, czego nie chcą? Teraz, gdy na horyzoncie majaczy YouTube Lite, podejście do płacenia za YouTube’a może się zmienić.

*Grafika główna: soul_studio / Shutterstock.com