Przeszedłem Wiedźmina 3 na Switchu i chcę wam o tym opowiedzieć

Przeszedłem Wiedźmina 3 na Switchu i chcę wam o tym opowiedzieć
199 interakcji
dołącz do dyskusji

„Tak się nie da grać, to najgorsza platforma, szkoda tak pięknej gry na tak słabą konsolkę”. To tylko niektóre z komentarzy kolegów odnośnie Wiedźmina 3 na Switchu. Wszyscy mieli rację, ale jednocześnie nie widzieli tego, co ja. Po przejściu Wiedźmina 3 na Switchu ta konsolka tylko zyskała w moich oczach.

Choć Wiedźmin 3 wyszedł już sześć lat temu, to do dziś jest na językach. Najlepsza gra CD Projekt Red i jeden z najlepszych tytułów RPG w całej historii gier niedługo doczeka się odświeżenia wizualnego na konsolach nowej generacji. Gra cały czas żyje na PC z uwagi na dużą społeczność tworzącą mody, a ponadto tytuł w wersji pecetowej kusi licznymi promocjami.

Dla mnie Wiedźmin 3 przez sześć lat był numerem jeden na gamingowej kupce wstydu. Kupiłem tę grę już kilkukrotnie. Pierwszy raz na premierę, w pudełkowej wersji na PC. Drugi raz w cyfrowej wersji GOTY na konsoli PlayStation 4. Trzeci raz w wersji GOTY na Steamie, znalezionej na jednej z licznych wyprzedaży za jakieś 30 zł.

Niestety od początku miałem z Wiedźminem 3 ten sam problem, a był nim rozmiar gry. Bałem się w pełni wsiąknąć w ten świat, bo wiedziałem, że skończy się na przynajmniej setce godzin spędzonych przed ekranem. Ta świadomość coś we mnie blokowała. Sprawiała, że odkładałem przejście Wiedźmina 3 na później, bo nigdy nie było dobrego momentu, by zacząć i zabrać się za grę na dłużej.

Nintendo Switch wywrócił moje gamingowe życie do góry nogami.

Wiedźmin 3 na konsoli Nintendo Switch. Grę przechodziłem na kontrolerach Hori Split Pad Pro.

Switch jest moim gamingowym wybawieniem. Mam pracę, dwójkę dzieci i kilka hobby poza gamingiem, więc czasu na granie mam mało lub wcale. Czas wolny przed TV mam tylko wtedy, gdy dzieci śpią, a wówczas najczęściej po prostu już nie chce mi się grać.

W takim gamingowym impasie tkwiłem do momentu, aż dostałem Switcha. Okazało się, że mogę na nim grać w wielu sytuacjach w ciągu dnia, często poza domem. Są to na ogół krótkie sesje, po 15 czy 20 minut, ale to wystarczy, by cieszyć się grą i mieć satysfakcję z przechodzenia kolejnych etapów, a w końcu, całych tytułów.

Tę niezwykłą zaletę Switcha z niemałym zdziwieniem odkryłem przechodząc wybitną grę Zelda: Breath of the Wild. Licznik czasu w grze przekroczył 100 godzin, a ja nie miałem poczucia, bym grał kosztem snu, rodziny, obowiązków, czy rozwijania się w ważnych dla mnie dziedzinach. Całe te 100 godzin wygospodarowałem gdzieś w międzyczasie, w przerwach pomiędzy innymi zajęciami.

Oczywiście taki system grania sprawia, że przejście gry nie zajmuje trzy tygodnie, a raczej trzy miesiące, ale za to jest możliwe i sprawia taką samą satysfakcję. Switch bardzo sprzyja tej formule, ponieważ gra czeka na nim uruchomiona. Kiedy biorę Switcha do ręki, od razu wkraczam do momentu, gdzie wcześniej zakończyłem rozgrywkę. Bez uruchamiania konsoli i gry, bez czekania na wczytanie stanu zapisu. Wybudzam sprzęt i po prostu gram.

To wszystko sprawiło, że spróbowałem Wiedźmina 3 na Switchu. I była to jedna z najlepszych przygód, jakie dał mi świat gier.

Równo trzy miesiące temu zainstalowałem Wiedźmina 3 na Switchu, a moje oczy ledwo to zniosły. Pierwszy kontakt z grą był absolutnie odpychający. Choć grafika nie jest dla mnie najważniejsza, to jej poziom na Switchu był tak zły, że chciałem porzucić pomysł grania w Wiedźmina 3.

Postanowiłem dać jednak Switcherowi szansę. Znalazłem optymalne ustawienia graficzne, które zostały dodane po którejś z licznych aktualizacji gry (wyłączony antyaliasing, maksymalne wyostrzanie). Gra zaczęła wyglądać w miarę ładnie. Nadal był to poziom, który bardzo mocno odbiegał od innych platform, ale było akceptowalnie.

Po kilku godzinach gry grafika zaszła na drugi, jeśli nie trzeci plan. Przestałem zwracać na nią uwagę, a coraz częściej pojawiały się momenty, kiedy oprawa graficzna wręcz zachwycała. Mroźne szczyty Skellige, czy skąpany w zachodzącym Słońcu Novigrad potrafiły być przepiękne. Najważniejsze było jednak to, że mam do czynienia z pełnoprawnym tytułem, przeniesionym w pełnej skali, bez żadnych cięć. Ze wszystkimi zadaniami i całym ogromnym światem. Z pełnym polskim dubbingiem i mnóstwem zawartości, w tym dodatkami i wszystkimi DLC.

Niewielki ekran Switcha w połączeniu z niską rozdzielczością ani razu nie stanowiły problemu w rozgrywce. Wszystko było czytelne, a interfejs dobrze dostosowany do ekranu. Co więcej, po licznych łatkach gra jest bardzo płynna. W czasie gry nie gubi klatek, choć niekiedy zdarzało się, że w filmach przerywnikowych renderowanych na żywo w wyższej rozdzielczości zdarzało się miejscami lekkie klatkowanie. Nie było to jednak nic, co zniechęcałoby do rozgrywki. Jedyną realną wadą Switcha były okropnie długie czasy ładowania.

Wiedźmin 3 na Switchu.

Całą grę przechodziłem na kontrolerach Hori Split Pad Pro, które zdecydowanie polecam. Są wygodniejsze od Joyconów, a do tego mają większe przyciski i większy zakres ruchu gałek analogowych. Dużo lepiej sprawdzają się w multiplatformowych grach pokroju Wiedźmina 3. Kontrolery mają swoje wady, bo zestaw Hori nie jest wyposażony w wibracje ani żyroskop, ale w Wiedźminie 3 te funkcje nie są potrzebne.

Nie PC, nie PlayStation, a Switch. To ta konsola po sześciu latach umożliwiła mi przejście Wiedźmina.

Za mną główna część gry i nieco ponad 60 godzin. Przede mną dodatki i zadania poboczne, czyli zabawa na kolejne kilkadziesiąt godzin. Skończenie gry zajęło mi trzy miesiące i było możliwe tylko dzięki Switchowi. Gdyby nie ta niepozorna konsolka, Wiedźmina nie przeszedłbym prawdopodobnie nigdy, co byłoby dużą stratą.

Kolejny raz polecam Switcha zabieganym fanom gier, którym wydaje się, że nie mają czasu na granie. Przenośna konsolka zmieni ten pogląd o 180 stopni.