Tech

Zamontował panele fotowoltaiczne we wspólnym ogródku. Sąsiedzi: „prosimy o usunięcie tego dziadostwa”

panele

Kiedyś sąsiedzi kłócili się o zbyt głośną muzykę, palenie papierosów na balkonie albo inne przyziemne sprawy. Dziś powodem sąsiedzkich sporów bywa… fotowoltaika. O ile jest postawiona bezprawnie. Tak właśnie zdarzyło się w Legionowie.

„A jak ja bym tak zaczął stawiać panele po trawnikach, w piaskownicach i podcieniach, arkadach, sadzać wiatraki na betonach, chodnikach, pobierać prąd ze słońca na skwerach?” – tak, gdyby Marek Koterski kręcił „Dzień Świra” dzisiaj, to w roli załatwiającego się pieska mogłaby występować wszechobecna fotowoltaika. A inspiracją byłaby postać samozwańczego ekologa z Legionowa, który zamontował w ogródku panele, wywołując wojenkę z sąsiadami. Jeden z nich mógłby właśnie sparafrazować Adasia Miauczyńskiego.

Problem polega na tym, że ogródek nie jest jego, a całej spółdzielni i mieszkańców bloku

Bohater, o którym pisze serwis toiowo.eu, mieszka na parterze, więc teoretycznie ma najbliżej do instalacji. Ale technologię widzą wszyscy mieszkańcy i nie są z tego widoku zadowoleni. Do redakcji lokalnego portalu przyszła taka wiadomość:

Sąsiad wybudował na naszym wspólnym gruncie dziwadło, które nie wiadomo jakie będzie miało wpływ na nasze zdrowie. Nie wyrażamy zgody na takie budowle. Z nikim nie rozmawiał i nie pytał czy może sobie budować co mu się podoba. To nie jego prywatna działka. Za chwile może garaże będą stawiać pod oknami. Widok z balkonu teraz to jakiś koszmar. Liczę na pomoc w jak najszybszym usunięciu tego dziadostwa. Niech zabiera również kamery, którymi wszystkich nas nagrywa

Kamery nie dziwią, w końcu już słyszy się o przeciwnikach energii solarnej. Tutaj jednak użycie młotka – choć aktów wandalizmu rzecz jasna nie popieram – mogłoby być zrozumiałe, wszak mowa o wspólnym terenie.

A zgody od spółdzielni na instalację nie było. Ta najpierw poprosiła o potwierdzenie, że inni mieszkańcy nie mają nic przeciwko, ale samozwańczy monter nie pytał innych o zdanie. Co jednak ciekawe, nie byłoby problemu, gdyby urządzenie zostało zamontowane na balkonie.

Pewnie skłóconych sąsiadów pogodziłaby instalacja zamontowana na przykład na dachu. Coraz więcej spółdzielni decyduje się na taką inwestycję, by w ten sposób zmniejszyć rachunki za prąd, a przy okazji przyłożyć rękę do ochrony środowiska.

Największa miejska elektrownia fotowoltaiczna w Polsce znajduje się we Wrocławiu

Po roku Spółdzielnia Mieszkaniowa Wrocław-Południe podsumowała inwestycję. Instalacje fotowoltaiczne na 35 dachach zredukowały emisję 600 CO2 do atmosfery. Co jednak najważniejsze, opłaty dla mieszkańców za prąd do części wspólnych obniżą się średnio o około 75 procent. Nie od razu, bo najpierw spółdzielnia musi spłacić pożyczkę. Nawet gdyby ceny prądu wzrosły o 40 proc., to dla mieszkających w blokach z panelami dopłata wynosić będzie co najwyżej 10 proc.

Energia solarna w bloku pozwala więc zaoszczędzić. Nie dziwię się jednak oburzeniu mieszkańców – co innego, gdy panele znajdują się na dachu, a co innego, kiedy zajmują wspólny ogródek. I tylko jedna osoba czerpie korzyści, a przecież instalacja znajduje się na terenie „wszystkich”.