Social media  /  Artykuł

YouTube zapłaci ci, żebyś nie korzystał z TikToka

Picture of the author

YouTube wyjął ze skarbca wór pieniędzy i mówi - „publikuj u nas filmy, a to wszystko będzie twoje”. Pod jednym warunkiem.

Jakiś czas temu YouTube ogłosił start swojej konkurencji dla TikToka - funkcji Shorts, czyli minutowych filmików nagrywanych tylko w pionowym formacie, dostosowanym do wyświetlania na smartfonach.

Póki co funkcja jest w fazie testów, od marca mogą z niej skorzystać wszyscy twórcy w Stanach Zjednoczonych i Indiach, a z czasem ta możliwość ma być rozszerzona także na inne kraje. YouTube jednak ma niewiele argumentów, by przekonać twórców, że warto publikować te krótkie filmiki. Nie da się na nich zarobić, nie mają one (jeszcze) wpływu na algorytmy wyszukiwania względem głównego kanału, zaś widzowie raczej nie zaglądają na YouTube’a po tego typu treści. Mało jest powodów, by tworzyć shortsy.

Co w tej sytuacji robi YouTube? Wyciąga kasę na stół i mówi „Simba, kiedyś to wszystko będzie twoje”. Jest tylko jeden warunek.

YouTube zapłaci, żebyś nie korzystał z TikToka.

100 mln dol. - taka jest pula, którą YouTube zamierza w przyszłym roku przeznaczyć na dopłaty dla twórców, którzy będą publikować shortsy. Nie ma konkretnej informacji, jak wysokie będą konkretne opłaty, ale przedstawiciele YouTube’a mówią, że skorzystać z nich może każdy… pod jednym warunkiem. Musi to być oryginalna treść, a nie recycling nagrań z TikToka czy Instagram Reels.

Innymi słowy: YouTube zapłaci twórcom, żeby nie korzystali z innych platform. Albo przynajmniej nie korzystali w ten sam sposób, co z YouTube Shorts.

Pomysł YouTube’a nie jest oryginalny. Dwukrotnie większy fundusz dla swoich twórców przeznaczył w 2020 r. TikTok, zaś Snapchat w 2020 r. przez pewien okres czasu wydawał na swoich twórców milion dolarów dziennie, byleby tylko ich przy sobie zatrzymać.

Gigant wideo ma zamiar płacić twórcom co najmniej do końca 2022 r. Czyli wystarczająco długo, by z jednej strony przekonać twórców do korzystania z nowej funkcji, a z drugiej przyzwyczaić do niej użytkowników na tyle, by za jakiś czas wprowadzić tam reklamy.

Nie po to zaglądam na YouTube’a, aby mieć na nim TikToka.

Osobiście oceniam pomysł shortsów jednoznacznie krytycznie. To owczy pęd YouTube’a za formatem, który sprawdził się na jednej platformie i przyciągnął miliony użytkowników w krótkim okresie czasu.

Zapewne są użytkownicy, którzy z przyjemnością zajrzą na YouTube’a przejrzeć króciutkie nagrania np. podczas porannej toalety, ale… czy naprawdę potrzebujemy tego na YouTubie?

YouTube próbuje rywalizować z TikTokiem, choć tak naprawdę nie musi, bo obie platformy są skierowane do nieco innego odbiorcy i nastawione na nieco inne zachowanie widza.

TikTok to masówka. Nastawiona na krótką konsumpcję i szybkie zastrzyki dopaminy dla dzieci i naiwnych managerów social media, którzy zachłyśnięci „milionowymi odsłonami” (z których wiele jest wygenerowanych sztucznie, jak niegdyś na Facebooku) z lubością publikują pozbawione większej wartości filmiki tylko po to, żeby cyferki się zgadzały.

YouTube mimo wszystko nastawiony jest na dłuższy czas konsumpcji i - pomimo codziennego zalewu głupich filmików - ma o wiele wyższy próg wejścia. YouTube Shorts to próba ściągnięcia na YouTube widowni, która tak naprawdę szuka w internecie czegoś zupełnie innego niż to, co serwis oferuje na co dzień. I tym samym YouTube sam sobie ściąga na głowę konkurencję w postaci TikToka, który przecież nie ma nic do zaoferowania prócz krótkiej formy.

Ale YouTube dobrze wie, co robi, rozdając kasę twórcom. Pracujący tam ludzie doskonale zdają sobie sprawę, że - nie licząc największych twórców z całym zapleczem technicznym i rozbudowanym systemem pomocy - większość internetowych twórców nie jest w stanie udzielać się na każdej platformie. Brakuje na to czasu i zasobów. Choć nigdzie nie jest to napisane wprost, YouTube zapewne ma nadzieję, że rozdając kasę za publikowanie oryginalnych treści u siebie, odciągnie twórców od innych platform, by zostali w obrębie dobrze znanemu sobie środowiska.

Bardzo jestem ciekaw, co z tego wyniknie i jak YouTube rozwinie tę funkcję w najbliższych latach. Osobiście preferowałbym, gdyby Shorts podzielił los Vine’a i umarł śmiercią naturalną, ale raczej nie ma na to szans - internetowy widz jest coraz mniej wymagający i oczekuje coraz krótszych treści, które mógłby szybko „skonsumować” bez głębszego zastanowienia. W tym krajobrazie YouTube Shorts może czekać świetlana przyszłość - o ile wyłożony na stół worek z pieniędzmi okaże się dostatecznie głęboki.