Gry  /  Artykuł

Dwa miesiące z Oakley Prizm Gaming, czyli okularami dla graczy

Picture of the author

Oakley Prizm Gaming to okulary stworzone dla graczy. Specjalnie wyprofilowane oprawki i zażółcone szkła sprawdziłem zarówno podczas zabawy na konsoli oraz w goglach VR, jak i w trakcie pracy przy komputerze. Po dwóch miesiącach noszenia ich na nosie pora o nich opowiedzieć.

Chociaż od wielu, wielu lat noszę okulary korekcyjne, to do tej pory nie zdecydowałem się na szkła filtrujące niebieskie światło. Zawsze wybierałem soczewki ze zwykłym antyrefleksem. Po konsultacji z kilkoma okulistami i optykami uznałem, że skoro i tak korzystam z funkcji Night Shift w większości swoich sprzętów, to dopłacanie za „dublowanie” tej „funkcji” jest nieopłacalne. 

Z tego samego powodu, gdy dwa miesiące temu pojawiła się okazja przetestowania Oakley Prizm Gaming — czyli soczewek i oprawek kierowanych do fanów gier wideo — zadałem sobie pytanie: czy w moim przypadku to w ogóle ma sens? Ciekawość w końcu jednak przeważyła i postanowiłem sprawdzić, jak w praktyce sprawują się okulary do gier oraz czym w zasadzie się różnią od takich zwykłych.

Oakley Prizm Gaming, czyli okulary dla graczy

Model, który przyszło mi testować, występuje w dwóch wersjach: z korektą wady wzroku oraz jako tzw. zerówki. W tym drugim przypadku okulary można zamówić bezpośrednio ze strony producenta za pomocą kilku kliknięć, podczas gdy przy wersji korekcyjnej należy przy zamówieniu podesłać wyniki badania u okulisty. Alternatywą jest udanie się do salonu Optique i właśnie na to się zdecydowałem.

Na miejscu obsługa wyjaśniła mi pokrótce, czym Oakley Prizm Gaming się charakteryzują, a potem przyszła kolej na trwające około pół godziny badanie wzroku. Optometrystka użyła w tym celu bardzo dziwnych, profesjonalnych maszyn (których nie umiałbym nawet nazwać), co było miłym zaskoczeniem — w pamięci miałem ostatnie badanie przeprowadzone w ramach NFZ-u, które trwało góra pięć minut.

Zdecydowałem się na badanie, bo od poprzedniego minęło już kilka miesięcy czasu i nieco się zaskoczyłem, bo po raz pierwszy stwierdzono u mnie… astygmatyzm. Z tego względu decydowałem się zarówno na nowe okulary do grania, jak i na wymianę tych klasycznych szkieł w dotychczasowych, aby w obu była identyczna korekcja, dzięki czemu z obu par mogę korzystać na zmianę.

Na nowe okulary i dodatkowe soczewki do dotychczasowych czekałem około tygodnia.

Niestety nie udało mi się tego samego dnia wyjść z salonu Optique z nowymi okularami i musiałem uzbroić się w cierpliwość. Na szczęście wystarczyły mi dwie wizyty i odebrałem gotowy produkt. Miło zaskoczył mnie również fakt, iż z tymi moimi dotychczasowymi nie musiałem się rozstawać dłużej niż na kwadrans (bo tyle mniej-więcej trwała wymiana szkieł). 

Co prawda, aby to było możliwe, sam musiałem wybrać się z warszawskiego Mokotowa na Ursynów do optyka, który na zlecenie salonu bezpłatnie szkła wymienił. Udało się to załatwić tego samego dnia, a podróż w obie strony zajęła około godziny. Potem wróciłem do domu i… nie, nie zacząłem testować Oakley Prizm Gaming od razu. Najpierw musiałem przyzwyczaić się do soczewek korygujących astygmatyzm.

Dopiero po kilku dniach spędzonych w nowych soczewkach w tych zwykłych okularach, gdy już wzrok mi się do nich przyzwyczaił, zdecydowałem się rozpocząć testy Oakley Prizm Gaming. Okulary przez ostatnie dwa miesiące nosiłem na zmianę ze zwykłymi zarówno podczas pracy zdalnej przy monitorze, jak i podczas grania w gry wideo — zarówno na konsoli, jak i w goglach VR na głowie.

Na jakiej zasadzie działają okulary Oakley Prizm Gaming?

Podstawowym zadaniem zażółconych soczewek, kierowanych do graczy, streamerów, e-sportowców oraz ogólnie „osób spędzających dużo czasu przed ekranami”, jest „ochrona wzroku przed szkodliwą emisją niebieskiego światła” (do 40 proc. z zakresu 380-500 nm). Oprócz tego z ulotki reklamowej Oakley Prizm Gaming można wyczytać, że „wzmacniają kolory” oraz „poprawiają kontrast i ostrość widzenia”.

Jeśli chodzi o te ostatnie funkcje, to tak jak faktycznie obraz wygląda w nich inaczej, tak nie umiem jednoznacznie stwierdzić, czy to sprawia, że np. wbijam więcej fragów w meczu niż w zwykłych okularach. Trudno też powiedzieć, w jakim stopniu to placebo, a w jakim faktycznie coś jest na rzeczy, ale ze zdumieniem zauważyłem korelację: od kiedy noszę Oakley Prizm Gaming… łatwiej mi się zasypia.

To o tyle ciekawe, że wcześniej korzystałem z trybu Night Shift, a podobny efekt pozwalają osiągnąć niektóre monitory nawet bez udziału systemu operacyjnego — jak jednak przekonuje Oakley, to tylko półśrodek. Takie blokowanie niebieskiego światła po stronie ekranu lub systemu ogranicza się do zmiany temperatury kolorów na cieplejszą, a niebieskie światło do oczu nadal dociera.

No i tyle teorii, ale jak właściwie te żółte soczewki w okularach dla graczy sprawdzają się w praktyce?

Przyznam, że z początku byłem sceptyczny, gdyż całe to zamieszanie dookoła niebieskiego światła budzi kontrowersje i nakłada to taki analogowy filtr a la sepia na cały świat. Na szczęście w praktyce przestaję o tym myśleć po kilku minutach. Na to, że okulary mają zażółcone szkła, tak jak i na tryby typu Night Shift, zwraca się uwagę dopiero wtedy, gdy się je odpowiednio zdejmie i wyłączy.

Co ciekawe, podczas noszenia okularów blokujących to światło niebieskie i korzystania z trybu Night Shift, efekt się potęguje — do tego stopnia, że po zdjęciu okularów i wyłączeniu trybu nakładającego na obraz żółty filtr mój monitor wręcz… raził w oczy. Nie spodziewałem się, że zmiana względem filtrowania światła niebieskiego wyłącznie przez system operacyjny będzie tak duża.

Co ciekawe stopień, w jakim Oakley Prizm Gaming wpływa na obraz, różni się w zależności od typu ekranu, na jaki ekran patrzymy. Po założeniu okularów z zażółconymi soczewkami i spojrzeniu na panele wykonane w technologii LCD (którymi w moim przypadku są monitor, tablet oraz telewizor) efekt jest dużo bardziej zauważalny niż w przypadku OLED-ów (w moim telefonie i zegarku).

Czy można korzystać z Oakley Prizm Gaming jako głównych okularów? Pewnie tak, ale sam się na to nie zdecydowałem.

Po dwóch miesiącach noszenia zarówno żółtych, jak i bezbarwnych szkieł, stanęło na tym, że zakładam dwie pary okularów na zmianę. Co ciekawe, ten model gamingowy częściej wykorzystuję do pracy, niż do grania! Oakley Prizm Gaming zakładam na nos zawsze z rana, gdy tylko siadam do biurka, a ponieważ pracuję z tekstem, to na czas okazjonalnej obróbki zdjęć po prostu je na chwilę zdejmuję.

Zażółcone okulary odkładam do etui dopiero wieczorem i zmieniam je na te drugie. Robię to głównie dlatego, że ze względu na koronawirusa od roku po pracy niemal codziennie odpalam telewizor i zależy mi wtedy głównie na tym, by obraz z gier, filmów i seriali nie był w żaden sposób zniekształcony. Z bezbarwnych szkieł ze zwykłą powłoką antyrefleksyjną korzystam też zawsze, gdy wychodzę z domu, niezależnie od pory.

Oakley Prizm Gaming zakładam jednak jeszcze raz już późnym wieczorem, gdy np. narzeczona pójdzie spać, a ja jeszcze gram i zaczynam odczuwać zmęczenie. Na koniec lądują koło telefonu na szafce nocnej, a cykl się powtarza. Ten „system” wszedł mi już w krew i czuję się tak, jakbym miał ciastko (daję odpocząć oczom) i zjadł ciastko (nie zniekształcam obrazu w grach i klipach wideo).

Trzeba przy tym pamiętać, że w okularach do gier liczy się coś więcej niż soczewki!

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to właśnie te charakterystyczne żółte szkła są tutaj gwoździem programu i jako pierwsze rzucają się nomen omen w oczy, ale w przypadku okularów niezwykle istotne są też oprawki. Tutaj wybór jest ogromny, ale Oakley przygotował kilka modeli zaprojektowanych specjalnie z myślą o graniu.

Oprawki z linii opracowanej na potrzeby szkieł Prizm Gaming charakteryzują się przede wszystkim bardzo cienkimi zausznikami, które mogą być wykonane z metalu. Sprawdzają się one idealnie podczas grania w słuchawkach oraz… w goglach VR. Dużo łatwiej jest przestać o nich myśleć i to niezwykle doceniam — wcześniej na co dzień używałem modelu, w którym gruby plastik mnie znacznie mocniej uwierał.

Sam zdecydowałem się na dość klasyczny model bez nosków, czyli Oakley Pitchman R w kolorze satin black. Nieco obawiałem się tego, że na końcu wspomnianych zauszników założona jest guma, którą można całkowicie z nich ściągnąć, ale nigdy mi się to nie zdarzyło. Dzięki niej okulary się bardzo dobrze trzymają twarzy. Nawet jak zsunę je na czubek nosa, by nie parowały od maseczki.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst