1. SPIDER'S WEB
  2. Gry
  3. Tech

Graliśmy w demo Outriders na PS5. Polska hybryda Gears of War i Remnant ma potencjał oraz mało wspólnego z Destiny

Testujemy demo Outriders - polska gra to nie klon Destiny
144 interakcji
dołącz do dyskusji

Outriders to tworzona przez People Can Fly futurystyczna gra akcji, łącząca rozgrywkę w stylu Gears of War z polowaniem na coraz lepszy sprzęt jak w Diablo i Destiny. Graliśmy już w demo tej produkcji, chociaż nie było to łatwe przy działających w kratkę serwerach. Czy Polacy mają szansę na wielki sukces?

Los uśmiechnął się do deweloperów z People Can Fly. W dobie opóźnień gier z powodu pandemii Outriders wyrasta na jedną z najważniejszych premier całego kwartału. Polakom sprzyja kilka czynników takich jak taki sobie trzynasty sezon w Destiny 2, anulowanie Anthem NEXT przez BioWare czy skromna liczba nowych premier dla konsol dziewiątej generacji.

Miłośnicy sieciowej, kooperacyjnej rozgrywki szukają nowych przygód. W tym miejscu pojawia się Outriders, z bezpłatną wersją demonstracyjną na wszystkich możliwych platformach. Co więcej, progres zdobyty w demo można przenieść do pełnej wersji, gdy ta zadebiutuje w kwietniu 2021 r. na PC, PS5, PS4, Xbox One oraz Xbox Series.

Z perspektywy skali Outriders bliżej do Remnant: From the Ashes niż do Destiny.

Im dłużej gram w tytuł od People Can Fly, tym ciaśniejszy się on wydaje. Ponuremu światowi z zaskakująco mrocznej gry bliżej do sieci tunelów i korytarzy łączących większe place, niż do otwartych obszarów w stylu Kosmodromu czy Księżyca z Destiny. To oczywiście nic złego, ale warto wiedzieć, czego musimy się spodziewać. Eksploracja świata w stylu Remnant: From The Ashes znacząco różni się od zwiedzania planet z hitu studia Bungie.

Jeśli ktoś chce się poczuć niczym kosmiczny pionier, przemierzający dzikie i niezbadane ostępy nowej planety - to zdecydowanie nie tutaj. Pierwsza z kilku zon w Outriders jest wypełniona wojennymi zasiekami, tunelami, korytarzami i kanałami. Ludzkie skupiska są stosunkowo małe, z kolei większe areny zazwyczaj oznaczają nadchodzącą bitwę. Struktura lokacji jest zatem mocno klasyczna.

Gracz nie posiada również takiej swobody ruchów jak w Destiny. Jeśli stoimy nad przepaścią, nie możemy jej przeskoczyć. Z trudem wspinamy się na niskie półki skalne i przynajmniej na razie nie mamy co myśleć o błyskawicznym przemieszczaniu się przy pomocy jakichś pojazdów. Na szczęście teleportacja między określonymi punktami znacząco przyspiesza podróże.

Pod względem walki Outriders przypomina tryb hordy z Gears of War, ale na dopalaczach.

People Can Fly to studio, które doskonale wie, jak tworzyć satysfakcjonujące modele strzelania. Polscy deweloperzy udowodnili to wielokrotnie i potwierdzają to na przykładzie Outriders. Pociąganie za spust w tym tytule jest cholernie satysfakcjonujące. Przeciwnicy cudownie rozpadają się na kawałki, a prowadzenie ostrzału jest przyjemne i nie męczy.

Największe pozytywne zaskoczenie dotyczy jednak wykorzystywania specjalnych mocy. W wersji demonstracyjnej wybrałem ścieżkę piromanty i muszę przyznać, że ognistych umiejętności używałem z uśmiechem na ustach. W przeciwieństwie do Destiny specjalne moce odnawiają się tutaj bardzo szybko, toteż nasze potężne umiejętności wykorzystujemy regularnie, strzelając nimi niemal jak z karabinu.

Moce piromanty zostały świetnie przemyślane. Poza prostą falą ognia mamy również do dyspozycji płomienie przyciągające przeciwnika czy ogniste bomby, eksplodujące w ciele tradycyjnie pokonanego wroga. People Can Fly stosuje łatwy do zrozumienia, ale wymuszający żonglowanie broniami i umiejętnościami system, który potrafi być niezwykle satysfakcjonujący. Do tego przeciwnicy niezwykle sugestywnie reagują na obrażenia, zachęcając do celnych headshotów.

Nie wiem tylko, jak w dłużej perspektywie obroni się pomysł napuszczania na gracza kolejnych fal hordy. Jedna grupa za drugą, przeciwnicy nacierają bez ustanku, wydłużając w ten sposób rozgrywkę. Nim gracz nie wybije wszystkich wrogów na arenie, nie będzie mógł otworzyć drzwi pozwalających przejść dalej. Łatwe to rozwiązanie projektowe, ale nie najwyższych lotów.

Nie wydaje mi się, aby Outriders było tytułem z gigantycznym modułem endgame. To gra do przejścia w co-op.

Twórcy mówią o 35 godzinach walki i przygody. Zdaje się, że Outriders posiada konkretną strukturę od A do Z bez osobnej zawartości stworzonej z myślą o niemal nieskończonej rozgrywce. To kolejny obszar, w którym polskiej grze znacznie bliżej do takiego Remnant niż do Destiny. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by przejść grę różnymi klasami, lecz raczej nie wpłynie to na historię czy dostępne misje.

People Can Fly stara się wydłużyć rozgrywkę poziomami wyzwań łudząco przypominającymi stopnie udręki z Diablo. Wyższe poziomy to nowe nagrody, ale i jednocześnie trudniejsi przeciwnicy, do których pokonania potrzebujemy potężniejszych broni oraz pancerzy. W ten sposób powstaje samonapędzające się koło, które znamy np. z Diablo 3. To samo Diablo 3 nauczyło nas jednak, że sama pętla to za mało. Musi być dodatkowy silnik napędzający, np. w postaci sezonów czy specjalnych aktywności dla wysokopoziomowych grup graczy.

Outriders może być komercyjnym hitem i udaną grą, ale spodziewałem się czegoś innego. Czegoś więcej.

Liczyłem na tytuł o bardziej otwartej strukturze, z potężnym modułem endgame po przejściu kampanii fabularnej. W wersji demonstracyjnej nie widziałem niczego, co sugerowałoby taką zawartość. Outriders jest bardziej liniowe, bardziej zwarte i ciaśniejsze niż pierwotnie zakładałem. Tym bardziej cieszę się, że People Can Fly razem ze Square Enix zdecydowało się na wydanie wersji demonstracyjnej. Do tego na każdej dostępnej platformie bez żadnych umów na wyłączność. Dzięki temu każdy gracz wie, czego może się spodziewać po płatnym produkcie.

Kto wie, niewykluczone, że w przyszłości struktura Outriders znacząco się rozwinie, tak jak ma to miejsce np. w Warframe. Jednak na tutaj i teraz polska gra to bardziej tytuł do sieciowej kooperacji na kilka(naście) wieczorów niżeli stała alternatywa dla milionów fanów looter shooterów. Gdy jednak odpowiadam sobie na pytanie, czy demo wywołało we mnie apetyt na więcej, nie waham się nad odpowiedzią. Przy aktualnej ograniczonej liczbie premier na PS5 z chęcią zanurzę się w świat Outriders.