Foto  /  Lokowanie produktu

Kwiaty i czekoladki? Daj spokój. Podarujcie sobie drukarkę, na której wydrukujecie wspólne wspomnienia

Epson EcoTank L3156 to świetna drukarka do zdjęć

Pandemia koronawirusa pokrzyżowała nam wszystkim plany walentynkowe. Skoro jednak nie możemy wybrać się ze swoją drugą połówką do ulubionej restauracji lub pojechać na romantyczny weekend, to może warto przypomnieć sobie stare, dobre czasy i utrwalić najlepsze wspomnienia? Ja właśnie tak zrobiłem.

Mimo że nie jestem przesadnym fanem fotografii, to nigdy nie robiłem tyle zdjęć co w ostatnich latach. Wpływ na to ma przede wszystkim bardzo niski próg wejścia do świata zdjęć. By upamiętniać nasze najlepsze chwile, nie musimy już dysponować drogim i nieporęcznym aparatem cyfrowym - wystarczy smartfon. I to nie taki z najwyższej półki, a nawet model kosztujący nieco ponad 1000 zł.

Nie da się ukryć, że sam jestem beneficjentem tej cyfrowej rewolucji. Każdy wyjście do parku to przynajmniej kilkanaście zdjęć, zaś wyjazd na dłuższe wczasy skutkuje pojawieniem się przynajmniej kilkuset obrazków w pamięci mojego smartfona. Skoro nie potrafię przyłożyć odpowiedniej wagi do jakości zdjęć, idę w ich ilość, licząc na to, że przynajmniej mała część zrobionych przeze mnie fotografii będzie naprawdę ładna. I ta zasada do tej pory faktycznie się sprawdza.

Co jednak z tego, że robię mnóstwo zdjęć, skoro potem ich nie oglądam?

Wszystkie moje zdjęcia lądują w pamięci smartfona, a potem są przesyłane do chmury od Google, gdzie… pozostają nietknięte na wieczność. Ja, ani moja druga połówka nie mamy nawyku przeglądania cyfrowych kopii zdjęć, praktycznie nigdy do nich nie wracamy. Co innego zdjęcia w formie fizycznej! Co jakiś czas robimy kolejne albumy pełne wspólnych fotografii, które chętnie przeglądamy wieczorami. Zwłaszcza gdy nie możemy się wyrwać na żadne wakacje tak jak teraz.

Dlatego jeżeli nie chcecie, by wasze wspomnienia bezpowrotnie zniknęły w czeluściach Internetu, polecam i Wam, by zamienić najlepsze cyfrowe kopie zdjęć na ich fizyczne kopie. My mieliśmy do tego kilka podejść. Pozornie najlepszym wyborem wydawało się wybranie najlepszych cyfrowych fotografii i wysłanie ich do pobliskiego punktu fotograficznego, ale często rezygnowaliśmy z tego już na etapie wyboru z kilkuset fotografii po to, by zobaczyć je dopiero za kilka dni. Podobnie wyglądało to z zamawianiem fotoksiążki. Zapewne nie dziwi to żadnego millennialsa, takiego jak ja, który przyzwyczaił się, że wszystko ma tu, na miejscu, teraz.

Rozwiązaniem naszego problemu okazała się drukarka, i to nawet nie specjalistyczna fotograficzna, za „miliony monet", tylko uniwersalna atramentówka nowej generacji. Ok, szczerze powiem Wam, że drukowanie zdjęć na niej to proces dłuższy niż wysyłanie cyfrowych odbitek do studia. Co jednak z tego, skoro zabawa ta daje wszystkim zainteresowanym znacznie więcej frajdy? Wybieramy jedno zdjęcie, drukujemy… i kilkudziesięciu sekundach mamy je w rękach. Gdy widzimy to, za chwilę jesteśmy gotowi wydrukować kolejne i kolejne, i kolejne. Tak długo aż będziemy mieli wydrukowanych kilkaset odbitek (niektóre po kilka razy, w końcu to doskonały prezent dla rodziny i znajomych) i/lub skończy nam się papier.

Na czym drukuję swoje zdjęcia?

Pierwsze podejście do tego typu sprzętu miałem trzy lata temu, gdy na modelu Epson EcoTank L3060 wydrukowaliśmy kilkaset zdjęć. Model ten bardzo się nam spodobał, korzystaliśmy z niego dosyć długo i regularnie przez kilka lat drukowaliśmy na nim fotografie. Zresztą zapewne robilibyśmy to do dzisiaj, gdyby nie możliwość sprawdzenia modelu Epson EcoTank L3156, którą na Spider’s Web testował już mój kolega Łukasz Kotkowski. 

W wielkim skrócie - robi on to samo, co jego starszy brat, a do tego... nowoczesny wygląd i biała obudowa lepiej pasują do wystroju naszego mieszkania. Każdy, kto niedawno urządził lub wyremontował swoje lokum, przyzna, że to aspekt ważniejszy, niż początkowo się wydaje. Nie bez znaczenia jest też cena, która wynosi 899 zł. Może byłoby to dużo jak na sprzęt do drukowanych okazjonalnie dokumentów, ale mamy tu do czynienia z urządzeniem uniwersalnym, który może się stać także naszym domowym studiem foto. Uważam więc, że ten koszt jest adekwatny do jakości i możliwości.

Jednak to nie wszystko, co mi się spodobało. Doceniłem bardzo dobrą jakość wydrukowanych zdjęć, która już na pierwszy rzut oka okazała się sporo lepsza niż na starszym modelu i jest porównywalna z jakością w studiach foto. Bardzo spodobała mi się też prosta obsługa. Naciśnięcie przycisku WPS na routerze, a potem na drukarce wystarczyło, by wszystkie urządzenia w domowej sieci Wi-Fi ją zobaczyły. Potem wystarczyło zainstalować aplikację Epson iPrint na iPadzie mojej narzeczonej i zacząć drukować.

Doceniłem też, że drukarka jest oszczędna.

Po wydrukowaniu około 200-300 zdjęć w formacie 10x15 cm zbiornik tuszu prawie nie drgnął. Pokrywa się to z zapewnieniami producenta, według którego czarny tusz dostarczany z nowym sprzętem starcza na zadrukowanie 4500 stron, zaś kolorowe na 2500 stron. Fajnie, ale nie robiłoby to na mnie aż takiego wrażenia, gdyby nie niska cena tuszy, także wtedy gdy trzeba będzie uzupełnić zapas. Za cztery buteleczki (czarną, magentową, cyjanową i żółtą) trzeba łącznie zapłacić tylko 130 zł. Sama aplikacja atramentu jest też łatwa, bo jest on dostarczany w buteleczkach z profilowanymi końcówkami, które wkładamy do odpowiednich „gniazd” na bezpośrednio na drukarce i przelewamy. O pomyłce czy pochlapaniu nie ma tu zatem mowy.

Uprzedzając pytania o zasychanie głowicy - poprzednia testowana drukarka Epson L3060 wystartowała bez problemu po kilku miesiącach bez używania, więc i w tym przypadku powinno być podobnie. Zresztą w razie jakiejkolwiek awarii jesteśmy chronieni przez 3 lata - na tyle można wydłużyć sobie bezpłatnie gwarancję po rejestracji na stronie producenta.

Co tu dużo mówić, Epson L3156 zdał doskonale egzamin i z całą pewnością będę polecał ten sprzęt swoim znajomym, dokładnie tak jak poprzedni model. Jeżeli jesteście gadżeciarzami i chcecie kupić sprzęt nie tylko przydatny, opłacalny, ale też taki, który da dużo frajdy waszym bliskim, warto dać szansę tej drukarce. Na pewno nie będziecie żałować. Dzięki niej może okazać się, że świetnym prezentem na Walentynki, ale też i każdą okazję, będzie ryza fotograficznego papieru, który następnie razem zadrukujecie.

Tekst powstał we współpracy z firmą Epson.