Kosmos  / News

Tak się robi salto silosem zbożowym! Fantastyczny lot Starshipa zakończony eksplozją

Picture of the author
274 interakcji
dołącz do dyskusji

Oj, wiele miesięcy na to czekaliśmy. Wróć, wiele miesięcy czekali na to miłośnicy eksploracji przestrzeni kosmicznej oraz wynalazków Elona Muska. Starship w końcu wzbił się w powietrze na poważnie.

Owszem, wcześniej mieliśmy już dwa krótkie... podskoki, bo ciężko to nazwać lotami. Tym razem jednak plan przewidywał lot na 12,5 kilometra, a następnie nietypowy powrót na Ziemię w pozycji poziomej, sterowanie lotkami do miejsca lądowania i niesamowitą zmianę orientacji rakiety tuż przed samym przyziemieniem.

Pierwsza próba we wtorek została odwołana na sekundę przed lotem. W środę jednak udało się wystartować. Co do zasady prawie wszystko poszło zgodnie z planem. Zresztą zobaczcie sami. Całość, od startu do lądowania trwa niecałe 7 minut.

Sam start Starshipa, być może przez jego gabaryty, wyglądał nieco ociężale. Trzy silniki Raptor stopniowo uniosły rakietę na odpowiednią wysokość (SpaceX nie dostarczył danych telemetrycznych podczas lotu), po czym wyłączyły się i rakieta przeszła ze wznoszenia w opadanie.

Po ustabilizowaniu w pozycji poziomej, wykorzystując niewielkie ruchome lotki, rakieta skierowała się w stronę lądowiska.

Tuż przed przyziemieniem Starship włączył silniki i ustawił rakietę w ciągu kilku sekund do pionu. To był chyba najbardziej imponujący element całego testu. Oglądając to trzeba pamiętać, że ta rakietka ma 50 metrów wysokości, to nie jest jakaś tam niewielka zapałka.

Elon Musk tłumaczy, dlaczego doszło do eksplozji

Sama końcówka poszła nieco gorzej. Po ustawieniu rakiety w pozycji pionowej - według tego co na Twitterze napisał Musk - ciśnienie paliwa w zbiorniku okazało się za niskie i nie udało się na czas zredukować prędkości pionowej. W efekcie rakieta przyziemiła zbyt mocno i cóż... doszło do gwałtownego niezaplanowanego demontażu (RUD, ang. Rapid Unscheduled Disassembly) rakiety.

Wbrew pozorom nie oznacza to jednak porażki testu. Od samego początku SpaceX podkreślał, że w tym locie chodzi o zebranie możliwie największej ilości informacji, co z pewnością się udało. Zniszczenie rakiety w tym przypadku nie robi większej różnicy, a kolejny prototyp SN9 jest już zasadniczo gotowy do testów.

To był dobry dzień dla SpaceX.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst