Tech  / Recenzja

Da się żyć bez mostka, ale i tak będziesz chciał go kupić. Sprawdziłem lampy Hue z Bluetoothem

Jeszcze nie tak dawno temu wielu osobom chęć wejścia do świata Hue blokowała konieczność zakupu mostka. Sprawdziłem więc, jak spisuje się ten system w wersji bez tego akcesorium.

Krótkie przypomnienie: do mniej więcej połowy zeszłego roku osprzęt oświetleniowy Hue działał wyłącznie w oparciu o ZigBee, do łączenia się ze światem wykorzystując podpięty do routera tzw. mostek. Teoretycznie nie było to wielkim problemem, bo Hue Bridge kosztował 200 zł, więc na tle i tak niezbyt tanich żarówek, lamp i lampek nie był jakimś porażającym wydatkiem.

Te dodatkowe 200 zł na start budowało jednak dość skuteczną barierę, jeśli chodzi o osoby, które chciałyby najpierw przetestować system Hue albo nie planowały instalacji zbyt wielu sterowanych świecących dodatków. W końcu za wyraźnie mniej niż 200 zł można kupić pakiet dwóch białych żarówek Hue o regulowanej temperaturze. Tylko co z tego, skoro z tych 180 zł robiło się nagle 380 zł, bo mostek.

Teraz, w przypadku wybranych produktów, tego problemu nie ma.

Jednym z takich produktów jest Philips Hue Bloom.

Trafił on do mnie na testy na ostatnich kilka miesięcy. Zanim jednak o nim, skupmy się na tym, jak działają produkty Hue zgodne z łącznością Bluetooth.

Na początek potrzebna nam będzie oddzielna aplikacja.

W sklepach z aplikacjami dla iOS i Androida odnajdziemy ją bez problemu - nazywa się po prostu Hue BT i pod wieloma względami nie różni się wizualnie od pełnoprawnej aplikacji Hue. To dobrze - jeśli bowiem dokupimy mostek (a prawdopodobnie to zrobimy) i przeniesiemy się do dużej aplikacji Hue, będziemy wiedzieć co i jak.

Jeśli natomiast chodzi o minusy takiej akcji, to niestety nie można się logować do jednej i drugiej aplikacji tymi samymi danymi. Właściwie to do aplikacji Hue BT w ogóle nie bardzo jest się jak zalogować, żeby np. łatwo udostępnić dostęp do sterowania oświetleniem innym osobom. Co z kolei potęguje wrażenie - szczególnie mając porównanie z pełną wersją aplikacji Hue - że to raczej rozbudowana wersja demo systemu niż pełnoprawna alternatywa dla systemu mostkowego.

Dużego plusa mogę natomiast przyznać za wybitną prostotę obsługi konfiguracji i pierwszego łączenia oświetlenia. Na czas testów dostałem zarówno lampkę Bloom, jak i taśmę LED - z żadnym z tych elementów nie było najmniejszych problemów, jeśli chodzi o przyłączenie ich do systemu. Kliknięcie dodawania nowego urządzenia, błyskawiczne wyszukanie, połączenie i koniec - punkt oświetleniowy jest już w systemie. Mam nawet wrażenie, że wszystko poszło lepiej, szybciej i sprawniej niż przy dodawaniu urządzeń za pośrednictwem mostka.

Poświęcamy więc te 30 sekund, mamy światła dodane do systemu. Co możemy zrobić za pomocą aplikacji Hue BT? Na pozór właściwie to samo, co w dużej aplikacji Hue.

Możemy więc zdalnie z poziomu smartfona sterować jednym albo wszystkimi punktami oświetleniowymi. Możemy przypisać im gotową scenę kolorystyczną albo wybrać dowolny kolor z gigantycznej palety, posiłkując się odpowiednim kołem kolorów:

Możemy też dowolnie zwiększać lub zmniejszać jasność świateł oraz oczywiście tworzyć tzw. Rutynowe czynności, czyli scenariusze, zgodnie z którymi lampy mogą działać automatycznie. I tak np. nic nie stoi na przeszkodzie, żeby rano Bloom rozświetlał się stopniowo światłem zbliżonym do dziennego, budząc nas przy okazji ze snu, jeśli przez przypadek kupiliśmy w kredycie na 30 lat mieszkanie z oknami na północ.

Możemy też przygotować podobny scenariusz dla zasypiania w wybranych godzinach, możemy sobie zrobić z lampki Hue timer z miganiem na koniec odliczania i tak dalej.

Czyli, w skrócie, możemy wygodnie sterować zdalnie oświetleniem - wszystkimi punktami razem albo każdym z osobna. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby lampa świeciła na zielono, listwa LED na różowo, a potem żeby oba te urządzenia wyłączyć (albo włączyć) jednym kliknięciem. Plus to wszystko możemy też obsłużyć Asystentem Google (ewentualnie Alexą, ale to raczej mało popularne w Polsce).

To dlaczego i tak będziecie chcieli kupić mostek?

Powodów jest sporo i podejrzewam, że każdy, kto planuje smart oświetlenie w domu, znajdzie jakiś przemawiający do niego.

Po pierwsze - maksymalnie możemy do aplikacji Bluetooth dodać 10 źródeł oświetlenia. Z jednej strony - nie tak znowu mało. Z drugiej - jeśli już wkręcimy się w Hue, to szybko okaże się, że z łatwością przekroczymy ten limit. Aczkolwiek wtedy i tak będziemy chcieli kupić mostek.

Po drugie - łączność przez Bluetooth ma swoje wady. Wprawdzie przez większą część testów nie miałem z Hue BT żadnych problemów, ale zdarzało się, że aplikację trzeba było zresetować, żeby prawidłowo rozpoznała i połączyła się ze wszystkimi światłami. Nie da się też, co raczej oczywiste, zdalnie sterować oświetleniem, jeśli przebywamy poza domem.

Po trzecie, Hue BT nie oferuje żadnej możliwości grupowania świateł. Nie ma grup, nie ma pomieszczeń - nic. Mamy po prostu listę wszystkich świateł w domu i to tyle. Możemy je wszystkie razem zgasić, zapalić, zmienić dla nich ustawienia, ale nie ma opcji, żeby np. wyłączyć jednym kliknięciem wszystkie światła w kuchni, ale zostawić te w salonie. Niby dodatkowych kilka kliknięć i pojedyncze sekundy, ale to naprawdę robi różnicę.

Po czwarte wreszcie - i tak potrzebujemy bramki, jeśli chcemy podłączyć nasze oświetlenie Hue np. do HomeKita czy Fibaro i pójść z automatyzacją o krok dalej. Powtórzę się, ale dobry system smart home to taki, do którego obsługi nie trzeba (albo trzeba jak najrzadziej) wyciągać aplikację. A tutaj trzeba właściwie zawsze.

Jakie sprzęty Hue podłączymy przez Bluetooth?

Pełna lista jest tutaj, jeśli ktoś jest zainteresowany. W skrócie: jest tutaj wszystko, co może być potrzebne na start. Żarówki w różnych kształtach i z różnymi gwintami, kolorowe żarówki, taśmy LED, lampy stołowe, lampy biurkowe, lampy wiszące, a nawet wtyczki do gniazd. W sumie prawie 120 produktów.

Jest więc od czego zaczynać i co testować. Przy czym chyba najważniejsze jest to, że...

... sprzęty z Bluetooth można podłączyć do mostka Hue.

Nie grozi nam więc sytuacja, w której zdecydujemy się na przejście na Hue Bridge, a nasze bluetoothowe sprzęty pozostaną w starym systemie. Kupujemy wersje Bluetooth, testujemy, podoba nam się, kupujemy mostek, dodajemy do niego wszystkie sprzęty, które już mamy i tyle. O aplikacji Hue BT prawdopodobnie szybko zapominamy.

A jaka jest sama lampa Hue Bloom?

Przede wszystkim jest... maleńka. Ma zaledwie 10 cm wysokości, 12,6 cm długości i 12,9 cm szerokości. W porównaniu np. do Hue Go wydaje się miniaturką. Do tego stopnia, że aż nieproporcjonalnie wielki wydaje się dołączony do zestawu standardowy zasilacz Hue (z 2-metrowym przewodem), który jest... niewiele mniejszy od całej lampy.

I w tym miejscu warto zdefiniować, czym właściwie jest Bloom, bo z tego wynika kilka kwestii.

Blooma należy traktować przede wszystkim jako bardzo kompaktowe źródło podświetlenia, które stosunkowo łatwo w sposób nieinwazyjny zmieścić np. za telewizorem albo obok jakiegoś innego elementu, który chcemy, żeby był efektownie podświetlony. Pomimo swoich kompaktowych wymiarów trudno uznać go jednak za słabe źródło światła - 500 lm to całkiem satysfakcjonująca wartość (poprzednia generacja miała zaledwie 120 lm) i mam wrażenie, że - może przez mniejszą powierzchnię - światło z Blooma jest bardziej nasycone niż z Hue Go, chociaż oświetla raczej mniejszą powierzchnię.

Jest jednak kilka elementów, które znacząco ogranicza uniwersalność Blooma. Przykładowo - co nie jest raczej wyjątkiem w kategorii tego typu sprzętów Hue - nie ma tutaj nawet najmniejszej regulacji kąta nachylenia lampy. Całość jest zabudowana na sztywno, więc lepiej, żeby obiekt, który chcemy oświetlić, był ulokowany tak, żeby idealnie współgrać z Bloomem - inaczej trzeba będzie kombinować z ustawieniem jednego albo drugiego.

Do tego Bloom raczej nie sprawdzi się jako pełnoprawna lampka nocna, a to z prostego powodu - nie ma żadnego fizycznego przełącznika. Nie ma więc żadnego sposobu, żeby wyłączyć ją bez sięgania po telefon czy ewentualnie proszenia o to np. Asystenta Google. Co z kolei znowu prowadzi nas do tytułowego wniosku - prawdopodobnie i tak będziecie chcieli dokupić do Blooma mostek, bo to sprzęt, który żyje z pełnej automatyzacji. Ewentualnie ze scen, które włączamy jednym kliknięciem dla konkretnego pomieszczenia.

Warto też przy tym uważać, żeby nie umieścić Blooma w miejscu, które często jest w jakiś sposób ruszane. Cała lampa jest bowiem niesamowicie lekka, a stopka nie zapewnia powalającego klejenia się do podłoża, więc dość łatwo jest ją przesunąć, np. przy przypadkowym trąceniu przewodu.

Philips Hue Bloom - czy warto?

To zależy od tego, czego potrzebujemy. Przy cenie na poziomie ok. 300 zł Hue Bloom jest wyceniona prawie identycznie z Hue Go (290 zł). Bloom jest mniejszy, mniej rzuca się w oczy, a jeśli już rzuci się w oczy, to jest zdecydowanie od Go ładniejszy. Z drugiej strony - jest od Go minimalnie słabszy (20 lm), nie jest w stanie działać bez zasilania (go ma wbudowany akumulator), a do tego Go można ustawić co najmniej w dwóch pozycjach. Przewagą Go jest też fizyczny przycisk z tyłu obudowy, którym możemy obsługiwać lampkę bez pomocy aplikacji, wliczając w to nawet zmianę kolorów.

Gdybym miał więc wybierać oświetlenie na szafkę nocną - pewnie bliżej byłoby mi do Go. Gdybym natomiast chciał podświetlić dyskretnym urządzeniem jakiś element salonu - pewnie postawiłbym na dużo ładniejszego Blooma.

Philips Hue z Bluetooth - czy warto?

Raczej tak, ale w głównie w dwóch przypadkach. Po pierwsze - jeśli nie planujemy mieć w domu zbyt wielu punktów oświetlenia, nie rozważamy usmartdomowienia wszystkiego, a po prostu chcemy np. móc zgasić światło w pokoju dziecka bez łażenia tam albo coś podobnego (nie mam dziecka, więc nie wiem, jak to działa). Drugi przypadek jest jeszcze bardziej oczywisty - jeśli chcemy sprawdzić, czy takie kolorowe albo zdalne oświetlenie w ogóle nam pasuje, czy żarówki nie są np. za słabe, czy wybór kolorów nie jest zbyt mały i czy w ogóle to wszystko ma jakiś sens. Obniżenie ceny wejściowej o 200 zł to z jednej strony mało, a z drugiej strony - bardzo dużo.

A że te 200 zł i tak w końcu wydacie, to już inna sprawa.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst