Tech  / Artykuł

iPhone bez złącz to tylko kwestia czasu. Apple jednym prostym trikiem rozwiązał największy problem bezprzewodowego ładowania

Apple właśnie postawił ważny krok na drodze ku smartfonom, w których nie będzie żadnego złącza - nawet tego do zasilania. MagSafe w prosty sposób rozwiązał największy problem z ładowaniem bezprzewodowym.

Pogłoski o tym, że Apple prędzej czy później pozbawi swoje smartfony wszystkich fizycznych otworów, krążą od lat. Już po tym, jak wraz z iPhone’em 7 zniknęło gniazdo słuchawkowe, spekulowano, iż następne w kolejce jest złącze Lightning, bo przecież komu ono potrzebne, skoro jest ładowanie bezprzewodowe.

Ładowanie bezprzewodowe dotychczas sprawiało jeden podstawowy problem.

A mianowicie: nie sposób było używać telefonu w czasie ładowania. Żeby telefon się ładował, musiał spoczywać nieruchomo na płaskiej powierzchni, do tego umieszczony w taki sposób, by cewka ładowania Qi znajdowała się we właściwej pozycji. Wzięcie telefonu do ręki np. by odpisać na wiadomość, oznaczało przerwanie ładowania.

W takim scenariuszu niemożliwe więc było pozbawienie smartfonów fizycznego złącza do ładowania, bo sytuacje, w których ładujemy telefon (czy to z gniazdka, czy z powerbanku) i jednocześnie z niego korzystamy, zdarzają się każdemu z nas. Nawet Apple nie byłby w stanie usprawiedliwić takiego posunięcia.

Wtem: na rynek wchodzi MagSafe. Cały w magnesach.

Autorskie rozwiązanie Apple’a jest bajecznie proste, ale jak skuteczne! W ładowarce umieszczono magnesy, które przytrzymają ładowarkę na obudowie smartfona, nawet gdy trzymamy go w dłoniach. Oczywiście MagSafe najlepiej działa z nowymi iPhone’ami 12, które mają magnesy także w obudowie - w ten sposób ładowarka „chwyta” dokładnie tam, gdzie znajduje się cewka Qi.

Co jednak ciekawe, nowy standard MagSafe nie jest wcale standardem własnościowym Apple’a. Ładowanie nadal odbywa się poprzez otwarty standard Qi, a jak pokazują użytkownicy, do których ładowarki MagSafe już dotarły, można je podłączyć także do innych smartfonów, np. Samsunga Galaxy Z Fold 2 czy Google Pixel 5.

Ładowarka MagSafe działa również z iPhone’em 11 Pro, choć jak widać na nagraniu Austina Evansa, ze względu na brak magnesów w obudowie telefonu ześlizguje się ona po szklanej powierzchni obudowy.

Nie zmienia to jednak faktu, że o ile Apple nie zabezpieczył magnesów jakimś zmyślnym obostrzeniem patentowym, wkrótce konkurenci mogą zacząć robić dokładnie to samo. Apple jednym prostym krokiem rozwiązał największy problem z bezprzewodowym ładowaniem. To zaś staje się coraz lepsze i coraz szybsze - nawet nowy iPhone może być ładowany bezprzewodowo z mocą 15 W, a Xiaomi właśnie pokazało ładowarkę bezprzewodową, która jest w stanie naładować telefon z rekordową mocą 80 W, czyli w niespełna 20 minut od 0 do 100 proc.

I widać już wyraźnie, do czego ten narastający trend prowadzi i co umożliwi wprowadzenie MagSafe na rynek.

iPhone bez gniazda ładowania coraz bliżej.

Po tym, jak zadebiutował standard MagSafe, nie ma już wielu argumentów za tym, by pozostawić w iPhonie złącze ładowania. Apple ewidentnie obrał kurs na pozbawienie swoich smartfonów wszystkich fizycznych złączy - potwierdza to poniekąd fakt, iż od lat firma konsekwentnie odmawia wprowadzenia do iPhone’ów złącza USB-C. Prawdopodobnie dlatego, że zamiast wprowadzać fizyczne gniazdo o tym samym standardzie co reszta rynku, Apple zamierza po prostu usunąć port ładowania.

Nie spodziewam się, by nastąpiło to już za rok, przy okazji premiery iPhone’a 13. Ale wszystko wskazuje na to, że być może już przy czternastej iteracji iPhone’a zobaczymy telefon bez złącz. A kiedy zrobi to Apple, w ślad za nim podąży reszta świata. Oczywiście najpierw wszyscy kluczowi rywale wykorzystają posunięcie Apple’a to publicznego wyśmiewania giganta z Cupertino, jak zrobili to po usunięciu gniazda słuchawkowego czy teraz, po tym jak Apple usunął z opakowań ładowarki.

Gdy jednak śmiech ucichnie a oczy świata będą zwrócone w innym kierunku, konkurencja standardowo skopiuje posunięcie Apple’a.

Będziesz płakać za gniazdem ładowania?

Na koniec pytanie do was, drodzy czytelnicy - będzie wam brakować gniazda ładowania, czy zakładając, że magnetyczne ładowarki bezprzewodowe się upowszechnią, bylibyście w stanie bez niego żyć?

Jeśli o mnie chodzi, jedynym miejscem, gdzie port ładowania jest mi faktycznie potrzebny, jest samochód. Moje auto nie posiada niestety bezprzewodowego CarPlaya czy Android Auto, więc kabelek jest jedynym sposobem na to, by z tych dobrodziejstw korzystać. Prawdopodobnie jednak, gdy przyjdzie czas wymiany auta na nowe, bezprzewodowy CarPlay i Android Auto będą już zupełnie powszechne, nie tylko w samochodach marek premium.

Ostatni raz użyłem portu USB czy Lightning do czegoś innego niż ładowanie jakieś 4-5 lat temu. Wszystkie pliki, jakie przesyłam z czy do telefonu, transferuję bezprzewodowo. Słuchawki podłączam przez Bluetooth, z wyjątkiem jednych customowych monitorów dousznych, do których w każdej chwili mogę domówić adapter BT.

Jeśli dostanę ładowarkę, która magnetycznie podłączy się do plecków smartfona, a tym samym gniazdo ładowania przestanie być niezbędne do uzupełnienia energii telefonu, bez cienia żalu pożegnam port ładowania w smartfonach. I coś czuję, że wcale nie będziemy musieli długo czekać na upowszechnienie się tego scenariusza.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst