Ekologia  / Artykuł

Zegar w Nowym Jorku zaczął odliczać czas do katastrofy klimatycznej. Zostało 7 lat

W samym centrum Manhattanu znajduje się słynny zegar Metronome. Teraz, zamiast wskazywać aktualną godzinę, zaczął pokazywać czas, jaki pozostał nam do katastrofy klimatycznej. Mamy tylko siedem lat.

Metronome jest jedną z atrakcji przyciągających tłumy na Manhattanie. Od 1999 r. dziewiętnastometrowa instalacja umieszczona na budynku przy Union Square Park pokazywała godzinę z dokładnością do centysekundy, czyli setnej części sekundy.

Teraz zegar przestał pokazywać aktualny czas, a zaczął odliczanie do katastrofy.

O godzinie 15:20 zegar wyświetlił ciąg cyfr 7:103:15:40:07 i zaczął odliczać. Siódemka na przedzie tym razem nie oznacza pełnej godziny, lecz siedem lat. Mamy dokładnie 7 lat i 103 dni.

Właśnie tyle zostało do godziny zero, czyli terminu, kiedy średnia temperatura na świecie wzrośnie o 1,5 st. C względem poziomu sprzed epoki przemysłowej. Wszystko to przy założeniu realnego scenariusza, w którym dynamika wzrostu temperatur na świecie utrzyma się na obecnym poziomie.

Wbrew obiegowym opiniom, godzina zero nie oznacza „końca świata”, ale problem jest ekstremalnie poważny.

Podwyższenie średnich temperatur o 1,5 st. C może być zabójcze dla delikatnych raf koralowych, co zupełnie zaburzy ekosystem oceaniczny. Ocean Arktyczny pod koniec okresu dnia polarnego może być zupełnie wolny od lodu, a to będzie oznaczać podniesienie się poziomu wód. Emisja CO2 wpływa też na zakwaszenie wód oceanicznych.

To jednak dopiero początek problemów, bo temperatura będzie rosnąć dalej. Przy podwyższeniu średniej o 2 st. C wystąpi realne zagrożenie powodziami, suszą, niedoborami wody i silniejszymi cyklonami, a w efekcie wymieraniem całych gatunków oraz problemami z plonami, co może przełożyć się na głód, migrację i w efekcie konflikty. Poziom morza wzrośnie aż o 10 cm względem ocieplenia o 1,5 st. C. Następstwem będzie szybsze topnienie Grenlandii i Antarktydy Zachodniej. A przecież już dziś Antarktyda znika w oczach.

Źródło: Rosamund Pearce for Carbon Brief.

Idąc tym tropem, wzrost temperatur do 2100 r. sięgnąłby 2,8 - 3,5 st. C, a to oznacza wielkie problemy z rolnictwem. Najbardziej zostaną dotknięte nadbrzeżne społeczności.

Mamy nikłe szanse, by wrócić ze ścieżki wzrostu temperatur.

W 2015 roku miało miejsce tzw. Porozumienie paryskie, zawarte w ramach 21. konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu. Państwa członkowskie zgodziły się wówczas na przyjęcie wspólnego celu polegającego na ograniczeniu wzrostu średnich temperatur o 2 st. C do roku 2100, z „dążeniem” do uzyskania limitu na poziomie 1,5 st. C.

Ten bardziej rygorystyczny cel, według obecnych przewidywań naukowców, będzie wymagał całkowitej eliminacji emisji dwutlenku węgla do atmosfery wdrożonej globalnie najpóźniej w 2050, a najlepiej jeszcze w 2030 r. W innym scenariuszu nie uda się utrzymać założonego celu.

Całość zapowiada się więc mało optymistycznie. Przed nami kolejne fale upałów i niedobory wody latem, ale skutki gospodarcze i ekologiczne będą dalece bardziej dramatyczne.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst