Sprzęt  / Artykuł

Kompromis, który przypadł mi do gustu. Samsung Galaxy S20 FE - pierwsze wrażenia

Kilka chwil zabawy telefonem podczas pokazu prasowego to zbyt mało, żeby stwierdzić, że go przetestowałem. Niemniej i tak go zatwierdzam.

Galaxy S20 FE to telefon stojący nieco w rozkroku. Nie jest ani strasznie drogi, ani śmiesznie tani, a FE w nazwie nie symbolizuje żelaza, tylko skrót od Fan Edition, co w wolnym tłumaczeniu można rozumieć jako poszliśmy na drobne ustępstwa, żeby obniżyć cenę. Te ustępstwa właśnie przypadły mi do gustu.

Samsung Galaxy S20 FE: wygląd

Jak bardzo trafnie zauważył mój redakcyjny kolega, Marcin Połowianiuk - jeśli miałeś jednego Samsunga w ręku, to tak jakbyś miał je wszystkie. SGS20FE to typowy przedstawiciel serii Galaxy. Zamiast jakiejkolwiek rewolucji, dostajemy dobrze znaną i ergonomiczną bryłę, do której trudno się przyczepić. Za to łatwo ją pochwalić.

Po pierwsze: za to, że obudowa wykonana jest z jednego bloku aluminium i nie jest pokryta z tyłu szkłem. Ja wiem, szklane plecki są ładniejsze, ale o wiele bardziej kruche. Dlatego w moim prywatnym rankingu brak szkła z tyłu zawsze będzie lepszy. A te plastikowe plecki są bardzo przyjemne w dotyku.

Po drugie, wersja FE nie posiada zaokrągleń samego ekranu. Fani dizajnu zaraz się oburzą, ale moim zdaniem to kolejny plus tej wersji. Płaski ekran sprawia, że telefon o wiele lepiej leży w dłoni i rzadziej z niej wypada.

Do tego, jak podkreślili to przynajmniej raz przedstawiciele polskiego oddziału Samsunga, płaski ekran o wiele lepiej sprawdza się podczas grania w gry (ponownie - przez wygodniejszy chwyt), w które na smartfonach gra sporo młodszej części ich użytkowników. A to właśnie z myślą o nich powstała ta wersja.

Specyfikacja również nie daje powodów do narzekania

SGS20FE dostępny będzie w czterech wersjach. Albo w dwóch dostępnych w dwóch wariantach, zależy jak liczyć.

  • Z modemem 4G i procesorem Exynos 990 w wariancie 6 GB RAM/128 GB pamięci wewnętrznej i w wariancie z 8GB RAM i 256 GB pamięci wewnętrznej
  • Z modemem 5G i procesorem Snapdragon 865 w tych samych wariantach, co wersja z Exynosem, czyli 6/128 i 8/256.

Którą wybrać? Jeśli nie ogranicza nas budżet, to wiadomo: Snapdragona i 8 GB RAM-u. Natomiast nawet z Exynosem i 6 GB RAM-u na pokładzie, w tzw. codziennym użytkowaniu wersja FE nie powinna nikogo irytować. Wątek ten będziemy mogli jednak rozwinąć dopiero, gdy dostaniemy na dłużej egzemplarz testowy.

Jeśli chodzi o rozmiar dostępnej pamięci wewnętrznej, to nie ma on większego znaczenia. Każdą wersję telefonu można powiększyć kartą microSD o maksymalnym rozmiarze 1TB. Prędzej zmienicie telefon, niż zdążycie zapełnić tyle przestrzeni.

Kolejnym elementem, który wymaga dłuższych od prezentacji prasowej testów jest czytnik linii papilarnych wbudowany w ekran. W wersji FE zastosowano bowiem optyczny czytnik, a nie - tak jak w zwykłym Galaxy S20 czytnik ultradźwiękowy. Mam nieodparte wrażenie, że ten drugi działa o wiele szybciej, ale na razie to tylko wrażenie.

A skoro wkradło się już porównanie do S20, kolejną różnicą pomiędzy nim a S20FE jest ekran. W FE znajdziemy wyświetlacz o większej, 6,5 calowej przekątnej, wykonany w dobrze znanej technologii Super AMOLED, który wyświetla obraz w rozdzielczości FHD+ z częstotliwością 120 Hz. Nie jest to Quad HD, jak w S20, ale… tej różnicy prawie w ogóle nie widać. Trudno też narzekać na Super AMOLED - technologię, którą Samsung zdążył już chyba doprowadzić do perfekcji.

A zdjęcia?

To nadal Galaxy, więc robi je bardzo dobrze. Nikt chyba nie spodziewał się niczego innego? Z tyłu mamy do dyspozycji 3 aparaty:

  • ultraszerokokątny - 12MP, F/2.2
  • szerokokątny 12MP, F/1.8 z optyczną stabilizacją Dual Pixel
  • teleobiektyw 8MP z optyczną stabilizacją i światłem F/2.4

A teraz trzy zdjęcia wykonane tymi trzema aparatami, z tego samego miejsca, w kiepskim świetle jarzeniówek, w korytarzu Muzeum Selfie w Warszawie. Temat bliski memu sercu:

Osobiście nie oczekuję więcej od zdjęć robionych smartfonem. Możemy oczywiście dyskutować o odwzorowaniu kolorów, ostrości, detalach i tak dalej, ale w praktyce, ta jakość zdjęć powinna wystarczyć 99 proc. użytkowników, którzy ten telefon nabędą. Pozostały 1 proc. i tak zawsze woli robić zdjęcia aparatem.

Jeszcze jedno, teleobiektyw pozwala na bardzo duży zoom cyfrowy (30x Space Zoom), wspomagany algorytmem sztucznej inteligencji, którego zadaniem jest dodatkowe wyostrzenie/dorysowanie ostrości do utrwalanego przez nas kadru. Niestety z kosmicznym zbliżeniem pizzy wiszącej na ścianie poradził sobie średnio:

Z przodu natomiast, jako ukłon w stronę pokolenia selfie, do którego ta wersja jest kierowana znalazł się aparat o rozdzielczości 32 MP i świetle F/2.2. W znośnym świetle robi takie zdjęcia:

A w tragicznym takie:

Na obu się uśmiecham, ale nie widzicie tego przez maseczkę ochronną.

Akumulator i ładowanie

Wszystkie wersje i warianty dostępne są z akumulatorem o pojemności 4500 mAh. I bardzo dobrze, bo to sporo i większości z nas powinno wystarczyć na cały dzień użytkowania. Wersja FE wyposażona jest też w funkcję Wireless PowerShare, która pozwala na bezprzewodowe ładowanie innych sprzętów Samsunga - słuchawek, smartwatcha i smartfonów znajomych. Przydatne, podoba mi się.

Jeszcze bardziej podoba mi się to, że SGS20FE obsługuje superszybkie ładowanie po kablu z mocą do 25W. W praktyce oznacza to, że w pół godziny wbudowany akumulator naładuje się powyżej 50 proc. Świetna wiadomość. Mniej świetna jest taka, że w pudełku z Fan Edition nie znajdziemy ładowarki 25W, więc trzeba będzie ją sobie dokupić. Ciekawe, czy Apple znowu pozwie Samsunga za kopiowanie swoich patentów.

Telefon obsługuje też oczywiście ładowanie bezprzewodowe o mocy 15W, ale tego pewnie się już domyśliliście, skoro wyżej wspomniałem o Wireless PowerShare.

Ceny i największa wada Samsunga Galaxy S20 FE

Zacznijmy od wady. Jest nią brak złącza jack, z którego w moim obecnym telefonie korzystam na co dzień i nie wyobrażam sobie bez niego życia. Gdyby Fan Edition miał złącze jack, to bym go sobie kupił na urodziny i miał spokój na kolejne 2-3 lata, ciesząc się przy tym z wbudowanego modemu 5G i samsungowego Dexa, który daje sporo możliwości.

Ale to ja. Jeśli ktoś nie potrzebuje złącza słuchawkowego, to Fan Edition będzie całkiem niezłym wyborem, za który trzeba będzie zapłacić:

  • Samsung Galaxy S20FE w wersji 5G, 6GB RAM i 128 GB pam. wewn. - 3399 zł
  • Samsung Galaxy S20FE w wersji 4G, 6GB RAM i 128 GB pam. wewn. - 2899 zł

Ceny wersji z 8GB RAM i 256 GB wbudowanej pamięci zostaną podane przez Samsunga w połowie października.

I to tyle, jeśli chodzi o pierwsze wrażenia. Na szczegółowy test musicie zaczekać aż dostaniemy egzemplarz testowy na nieco dłużej.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst