Gry  / Recenzja

Razer ulepszył ulubioną myszkę graczy. DeathAdder V2 Pro ma świetny sensor i działa przez 70 godzin - recenzja

Na bezprzewodową rewolucję Razera przyszło nam trochę poczekać. Producent akcesoriów dla graczy jest nieco spóźniony na imprezę, ale nareszcie oferuje peryferia bez kabli z rozsądnymi konfiguracjami. Kluczowym przedstawicielem nowej generacji jest Razer DeathAdder V2 Pro.

DeathAdder to najpopularniejsza myszka w portfolio Razera. Względnie tani (jak na markowy produkt), niezwykle precyzyjny i świetnie wyprofilowany gryzoń znalazł miliony fanów na całym świecie. Teraz legenda została udoskonalona po raz kolejny, tym razem w celu zaoferowania bezprzewodowego połączenia wystarczającego na wiele dni użytkowania. Tak powstał Razer DeathAdder V2 Pro, z którym spędziłem kilka przedpremierowych tygodni.

Razer DeathAdder V2 Pro działa 70 godzin na jednym ładowaniu.

Wydajność akumulatorów w poprzedniej generacji bezprzewodowych akcesoriów tej firmy pozostawiała wiele do życzenia. Na przełomie 2018 i 2019 r. konkurencyjny Logitech zgasił swoich rywali, oferując niezwykle energooszczędne sensory optyczne, odświeżające dane z częstotliwością do 1000 Hz i zapewniające gigantyczną precyzję. Od tamtego czasu producenci myszek robią, co mogą, aby zmniejszyć technologiczną przepaść. Razerowi właśnie się to udało.

Nowiuteńki Razer DeathAdder V2 Pro wytrzymuje do 70 godzin na jednym ładowaniu, działając w trybie WiFi 2,4 GHz. To jak na dzisiejsze czasy poprawna wartość, ale bez przesadnej rewelacji. Osobiście wolałbym dodać konstrukcji kilkanaście gramów masy, wydłużając tym samym żywotność sprzętu o kilka godzin. Będąc przy wydłużaniu: jeśli nie katujemy akurat Valoranta i nie eksplorujemy mapy w Warzone, możemy przełączyć się na moduł Bluetooth. Wtedy myszka wytrzyma nawet 120 godzin bez podłączenia zasilania. Do surfowania po Internecie i pracy w edytorach jak znalazł.

Sensor Focus+ to świetne rozwiązanie, które jest nowym standardem Razera.

Razer DeathAdder V2 Pro został wyposażony w sensor nowej generacji - Focus+. To zmodyfikowany PixArt PMW 3389, na ten moment dostępny na wyłączność dla urządzeń Razera. Mamy do czynienia z topowym czujnikiem optycznym, który działa natywnie do 20 000 DPI. Focusa+ testowałem już wcześniej, bawiąc się z bezprzewodową Nagą dla miłośników MOBA i MMO. Eksperymenty na DeathAdderze potwierdziły, że to dokładnie ten sam czujnik i ta sama jakość.

Test na trzymetrowej szynie wykazał dokładność na poziomie 98 proc. Niedoskonałości nie wyszły poza granice błędu narzędziowego. DeathAdder V2 Pro to gryzoń idealny dla optymalnego wykorzystania pamięci mięśniowej. Efekt akceleracji nie występuje. Nie dochodzi także do interpolacji - negatywny efekt nie pojawia się na wartościach DPI stosowanych przez graczy, a efekt 2+1 zaczyna się powyżej 10 000 DPI. Nawet z maksymalną wartością 20 000 DPI (sztuka dla sztuki) sensor potrafi działać bez interpolowania.

Nie mam wątpliwości, że w przyszłości Focus+ będzie instalowany w kolejnych myszkach Razera. Zwłaszcza że sensor został wsparty ciekawymi technologiami wspomagającymi, jak automatyczne rozpoznawanie podłoża czy niwelacja zaburzeń płynności ze względu na nachylenie urządzenia. Tak jak wcześniej Logitech, Razer znalazł swój czujnik optymalny, z którym bez problemu może spędzić kilka lat obecności na coraz ciaśniejszym rynku peryferiów.

Ergonomia, kształt i profil - tutaj tkwi sukces tego gryzonia.

Najważniejsze, że Razer nie zmienił tego, co w DeathAdderze najbardziej lubiane: niezwykle przyjemne, ostre i pewne wyprofilowanie. Trzymając w dłoni DeathAddera trzyma się miecz, którego ostry koniec wskazuje na przeciwnika. Wiem, brzmi to jak marketingowy bełkot, ale trudno lepiej opisać wrażenia z użytkowania tej myszki. Mając ją w dłoni, aż chce się odpalić jakiegoś FPS-a. Gryzoń ma wpisane sieciowe strzelaniny w swoje plastikowe DNA.

Gdyby to ode mnie zależało, minimalnie obniżyłbym boczne przyciski, aby krótsze kciuki miały do nich łatwiejszy dostęp. Klapka na spodzie urządzenia, pod którą znajduje się kieszonka na adapter USB 2,4 GHz, również mogłaby być nieco solidniejsza. Szkoda też, że w zestawie z gryzoniem nie ma podkładki ładującej tak jak w nowym Viperze od Razera. Ten element trzeba dokupić osobno, ale jest on oczywiście całkowicie opcjonalny.

Trudno znaleźć mi inne powody do narzekania. Rolka myszy jest przyjemnie schodkowa, zwiększając precyzję podczas rotacji broni. Przełącznik kabel/WiFi/Bluetooth znajduje się na spodzie, nie zabierając cennego miejsca po bokach i na grzbiecie. Przełączniki są odporne na dwuklik, wykorzystując wiązkę światła zamiast mechanicznych zapadek. Sygnał 2,4 GHz nie interferuje pomimo tony bezprzewodowego sprzętu dookoła (automatyczna zmiana pasm), a wbudowana pamięć pozwala zapamiętać kilka profili, łącznie z makrami. Czego chcieć więcej?

Razer wrócił do gry.

Największe zalety:

  • Dobry, uniwersalny sensor optyczny
  • Świetny profil, świetny kształt
  • Doskonale spisuje się przy FPS-ach
  • Nareszcie poprawny czas pracy (70h)...
  • Kieszonka na adapter

Największe wady:

  • ... który mógłby być jeszcze dłuższy, konkurencja daje więcej
  • Szkoda, że w zestawie nie ma podstawki ładującej
  • Oprogramowanie Razer Synapse to już okropna kobyła

Jeśli DeathAdder już wcześniej przypadł wam do gustu, jego najnowsza wersja również się spodoba. V2 Pro to udane bezprzewodowe ulepszenie, chociaż sam czas pracy na jednym ładowaniu mógłby być nieco dłuższy. Nawet kosztem większej masy urządzenia. Siedemdziesiąt godzin zabawy to jednak poprawny wynik, a sama myszka idealnie nadaje się do sieciowych strzelanin. Jest precyzyjna, świetnie leży w dłoni i posiada dokładny sensor. Razer wrócił do gry.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst