Nauka  / Artykuł

Lewy spis niebezpiecznych „E”. Lista z Villejuif - matka panikarskich łańcuszków

W 1976 r. we Francji zaczęła krążyć napisana na maszynie jednostronicowa ulotka. Szybko rozprzestrzeniła się po całym kraju, przepisywana na maszynie, kserowana lub przepisywana ręcznie.

Była powodem masowej histerii w latach 70. i 80. Jeszcze w latach 90. ukazywała się przedrukowana w gazetach (między innymi w Polsce), a jej różne nowe wersje krążą po internecie do dziś.

W latach siedemdziesiątych XX wieku nie było internetu (w powszechnym użyciu), a mimo to lista rozprzestrzeniła się na cały kraj, wzbudzając panikę wśród mieszkańców Francji. O jej powszechności może świadczyć fakt, że w przeprowadzonym w 1983 r. badaniu okazało się, że połowa przebadanych nauczycieli i lekarzy słyszała o tej ulotce lub miało ją we własnych rękach.

Co było treścią tej jednostronicowej amatorskiej publikacji? Był to pierwowzór znanych wszystkim do dziś „list szkodliwych substancji”, przedstawiający wyliczenie składników dopuszczonych do żywności, czyli popularnych do dziś „E”. Wśród nich wymieniono siedemnaście rzekomo rakotwórczych i prawie trzydzieści, co do których według autora listy, jest takie podejrzenie.

Sęk w tym, że ulotka przedstawiała nieprawdę.

Na przykład za najbardziej niebezpieczną substancję uznano na niej E330, czyli obecny m.in. w cytrynach kwas cytrynowy. Pomyślana była jako wzbudzająca panikę - nie wiadomo, czy jako żart - przez kogoś, kto był prekursorem internetowego trolla.

Nazwa listy pochodziła od rzekomego punktu pochodzenia - choć pierwsza wersja mówiła o badaniach przeprowadzonych w szpitalu w Paryżu, szybko zaczęła ewoluować. Ktoś zamiast nienazwanego szpitala paryskiego napisał „szpital w Villejuif” i tak już na jakiś czas zostało. Nam ta nazwa może nic nie mówić, ale dla Francuza oznacza znany szpital, w którym znajduje się szanowany Instytut Onkologii Gustave Roussy. Nic nie pomogło nawet to, że szpital oficjalnie zaprzeczył autoryzowaniu informacji zawartej na tej liście.

Fałszywka szybko rozprzestrzeniła się poza Francję. Jak podaje śledząca legendy miejskie i listy łańcuszki strona atrapa.net, jeszcze w 1991 r. na łamach Dziennika Dolnośląskiego ukazał się artykuł Czym nas trują?, w którym widzimy echa listy i powoływanie się na szpital w Villejuif (ale i na Sanepid, Polską Partię Zielonych oraz Federację Konsumentów).

Jaka jest przyczyna sukcesu Listy z Villejuif? Ten łańcuszek nosił wszystkie cechy idealnego memu - czyli rozprzestrzeniającej się informacji. Miał wszystkie potrzebne atrybuty potrzebne do tego, aby stać się popularny.

Te cechy to:

  • Odwołanie się do autorytetów. Mimo że dość niejasne, to budzą respekt - paryski szpital lub szpital w Villejuif to coś poważnego i godnego zaufania.
  • Odwołanie się do szyfru lub kodów. Ważne w każdej dobrej teorii spiskowej i legendzie miejskiej jest to, aby dostać klucz do szyfru - i wtedy odczytać przekaz, który z dziwnego powodu zostaje zawsze pozostaje nieukryty. Zupełnie tak, jakby ktoś celowo chciał, aby go rozszyfrowano!
  • Zagrożenie. Brak wiedzy o tym, które „E” są szkodliwe, może zagrozić naszym bliskim, rodzinie, dzieciom, przyjaciołom. Chęć uniknięcia tego zachęca do propagowania listy.
  • Łatwa recepta na zagrożenie. Zagrożenie powinno być sparowane z jakąś łatwą receptą na jego uniknięcie - w tym przypadku jest to po prostu sprawdzenie i unikanie odpowiednich „E” w składzie produktu.

Do dziś stworzenie plotki na tej zasadzie, łańcuszka internetowego bądź legendy miejskiej, gwarantuje jej powodzenie. Jestem pewien, że jeśli dobrze się rozejrzymy, wskażemy wiele takich, które spełniają część lub całość tego opisu (na przykład teoria spiskowa dotycząca lotniska w Denver).

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst