Tech / Recenzja

Srebro dla wtajemniczonych. LG Velvet - recenzja

LG Velvet jest… inny. Inny niż cokolwiek, co LG proponowało nam przez ostatnie lata. Ale czy „inny” znaczy w tym przypadku „lepszy”? Miałem kilka tygodni, żeby się przekonać.

Gdyby zabrać logo na pleckach, nikt by nie powiedział, że patrzymy na telefon od tej samej firmy, która wypuściła w świat LG G8s, LG V60 czy nawet LG K61.

LG Velvet zrywa nie tylko z nazewnictwem typowym dla marki, ale odcina się też od typowego dla Koreańczyków wzornictwa. Nie jest kanciasty i utylitarny. Nie ma szerokich ramek i płaskiego ekranu.

Jest obły, subtelny i co tu dużo mówić - prezentuje się o wiele piękniej od typowych smartfonów LG.

LG Velvet jest nie tylko piękny, ale i twardy.

LG Velvet

Nowy smartfon firmy naprawdę może się podobać. Ułożone w charakterystyczną „łezkę” aparaty na pleckach przydają mu unikalnego charakteru i choć główny aparat wystaje nieco ponad obudowę, tak nie sprawia, że staje się ona niestabilna na płaskiej powierzchni.

LG Velvet dostępny jest w trzech kolorach: zielonym, szarym i białym. Na testy trafił mi się ten ostatni i był to chyba najładniejszy biały telefon, jaki miałem w rękach od lat. Biel nie jest ani zbyt błyszcząca, ani kompletnie matowa. Nie zbiera odcisków palców jak magnes i nie jest super-śliska. Wygląda delikatnie, nie mieni się kolorami. Naprawdę jest na co popatrzeć.

Piękny tył dopełnia piękny front, na którym króluje pokryty szkłem Gorilla Glass 5 wyświetlacz POLED, o przekątnej 6,8” i rozdzielczości 2460 x 1080 px. Pod ekranem mamy czytnik linii papilarnych na który - wyjątkowo - nie mogę narzekać. Jest równie dobry jak w LG V60 i lepiej, żeby tak było, bo to jedyne biometryczne zabezpieczenie zawartości telefonu. Nie znajdziemy tu opcji odblokowania telefonu skanem twarzy.

Ekran prezentuje się naprawdę pięknie i choć wolałbym, aby pozostał płaski, tak krzywizny nie są na tyle wyraziste, by w czymkolwiek przeszkadzać. Wprost przeciwnie, ładnie podkreślają zawartość wyświetlacza i przydają mu „bezramkowego” wyglądu.

Skoro o ramkach mowa, to na jednej z nich znajdziemy przycisk zasilania, a na drugiej regulację głośności oraz przycisk do szybkiego wybudzania Asystenta Google. Ten ostatni ma inny kształt od pozostałych przycisków, więc bardzo łatwo go wyczuć pod palcem, nawet gdy telefon spoczywa w kieszeni.

Ten piękny wizerunek ma tylko dwie skazy. Pierwszą z nich są dość grube ramki u góry i u dołu urządzenia. Zwłaszcza ta u góry bardzo rzuca się w oczy.

Drugą wadą jest zaś rozmieszczenie portów u dołu obudowy. Mamy tam USB-C, gniazdo słuchawkowe i porty głośników, a każde umieszczone inaczej, asymetrycznie, doprowadzając osoby z nerwicą natręctw do szału.

W ogólnym rozrachunku LG Velvet to piękny kawałek elektroniki. Trzeba tylko wziąć solidną poprawkę na jego gabaryty, bo do najmniejszych smartfonów to on nie należy. Mierząc 167 x 74 x 7,9 mm zdecydowanie odznacza się w kieszeni i bywa problematyczny w obsłudze jedną ręką. Jest za to nadspotykanie lekki jak na swój rozmiar - waży tylko 180 g.

Jest też niespotykanie wytrzymały, jak na tak elegancki smartfon, w dodatku z tej półki cenowej. Jako jeden z nielicznych nowych telefonów kosztujących mniej niż 3000 zł spełnia zarówno normę wodo- i pyłoszczelności IP68, jak również wojskową normę wytrzymałości MIL-STD810G.

W bardziej ekstremalne warunki oczywiście lepiej nie zabierać go bez etui, ale w codziennym użytkowaniu powinien być ponadprzeciętnie wytrzymały. Sam bez obaw wyciągałem go w deszczu i… zaliczył też drobny upadek, gdy kot przebiegając po stoliku kawowym w salonie zrzucił go na panele. LG Velvet wyszedł z tego incydentu bez jednej ryski.

Specyfikacja nie rozpieszcza, ale też nie zawodzi.

Patrząc na podzespoły LG Velvet trudno nie odnieść wrażenia, że jak na telefon za 2599 zł jest dość przeciętnie.

Sercem telefonu jest procesor Qualcomm Snapdragon 765G z obsługą łączności 5G, więc tutaj jest w porządku, ale RAM-u mamy raptem 6 GB. Miejsca na dane - 128 GB. Wspomniany piękny wyświetlacz nie ma 90 Hz, a raptem 60 Hz częstotliwości odświeżania.

W tej cenie z łatwością znajdziemy telefony mające 8 lub 12 GB RAM-u i 256 GB miejsca na dane. Znajdziemy też telefony mające ekrany 90 Hz, a nawet - jak testowany niedawno Realme X3 SuperZoom - 120 Hz.

Do tego całość zasila dość przeciętny w swej pojemności akumulator, raptem 4300 mAh, do tego ładowany z przeciętną mocą 16,2 W.

W praktyce jednak… trudno odczuć, by LG Velvet czegokolwiek brakowało.

Snapdragon 765G jest bardzo wydajnym procesorem i nie spotkałem się z choćby jedną sytuacją, gdy zabrakłoby mu mocy, lub gdy telefon choćby odrobinę „szarpnął”.

Co jest też w dużej mierze zasługą tego, iż wyświetlacz ma „tylko” 60 Hz. Jakkolwiek uwielbiam ekrany o szybszej częstotliwości odświeżania, tak w telefonach ze średniej półki 90 Hz potrafi czasem przysporzyć więcej problemu niż pożytku. LG postawiło na 100-procentową płynność pracy kosztem pozornej płynności wynikającej z zastosowaniu ekranu 90 Hz.

Miejsca na dane również nikomu nie powinno zabraknąć, choć szkoda, że nie ma opcji zakupu wariantu z większą pojemnością. Można za to rozszerzyć pojemność kartą microSD do 2 TB.

No i w końcu akumulator. 4300 mAh to w zupełności wystarczająca pojemność, by zapewnić cały dzień pracy z dala od gniazdka. Podkreślam - jeden dzień. Dwóch dni niestety nie udało mi się osiągnąć, zwykle kończyłem dzień mając 25-30 proc. zapasu energii.

Największą siłą LG Velvet są multimedia.

Piękny, duży ekran + świetnie grające, wyraziste, mocne głośniki stereo = jedno z najlepszych doświadczeń multimedialnych w segmencie.

W cenie do 3000 zł tylko Motorola Edge ma lepsze głośniki i to też w nieznacznym stopniu. Przetworniki audio w LG Velvet grają naprawdę kapitalnie, co doceniałem każdego dnia, słuchając audiobooków i podcastów podczas mycia naczyń, czy nadrabiając subskrybowane kanały na YouTubie.

Zaskakująco dobry jest też dźwięk płynący ze słuchawek. Nie jest to oczywiście poziom Quad DAC w LG V60, ale i tak jest lepiej od większości telefonów, które nadal oferują złącze słuchawkowe. Widać, że LG przykłada wagę do tego aspektu.

Skoro o dźwięku mowa, muszę napomknąć też o powiązanej z nim, bardzo ważnej kwestii - wibracjach. LG Velvet ma bezsprzecznie najlepszy motorek wibracyjny spośród wszystkich smartfonów ze średniej półki. Jeśli tak jak ja całe życie macie wyciszony telefon, docenicie subtelną haptykę smartfona LG.

Drobną rysą na tym pięknym obrazku jest relatywnie szybkie nagrzewanie się urządzenia. Wystarczy kilkanaście minut w wymagającej graficznie grze mobilnej, by plecki LG Velvet nagrzały się do bardzo nieprzyjemnego poziomu. Nie widać jednak było, aby ten przyrost temperatury wpływał negatywnie na odczuwalną wydajność urządzenia. Syntetyczny test zapewne pokazałby delikatny throttling, ale nie dało się go odczuć w praktycznym użytkowaniu.

Największą słabością LG Velvet jest oprogramowanie.

Drogie LG - czas na zmianę. Proszę. Bardzo proszę. Nie będę się nawet rozpisywał, bo o softwarze koreańskich smartfonów napisano już wszystko. Od lat nic się nie zmienia - jest brzydko, ociężale, są problemy z regularnością aktualizacji.

Pora na oprogramowanie, które będzie przystawać do znakomitego hardware’u. To w LG Velvet absolutnie nie przystaje i obok Motoroli Edge czy OnePlusa 8 wygląda po prostu strasznie. Nawet cukierkowy Color OS sprawuje się lepiej.

Powtórzę więc: drogie LG - czas na zmianę.

Aparat przypomina, że mamy do czynienia ze średniakiem.

Przez większość czasu LG Velvet doskonale maskuje fakt, że jest smartfonem ze średniej półki cenowej. Piękna, wytrzymała obudowa, głośniki stereo, świetny ekran, płynna praca… wszystko fajnie.

A potem włączamy aparat i od razu przypominamy sobie, że nie zapłaciliśmy za telefon 5000 zł, lecz 2599 zł.

LG Velvet dysponuje podwójnym, a w sumie potrójnym układem aparatów: główny sensor ma rozdzielczość 48 Mpix, sensor z obiektywem ultrawide ma 8 Mpix, zaś trzecie „oczko” to nie obiektyw Tele, lecz sensor głębi 5 Mpix.

W menu znajdziemy tryb 2x Zoom, który wygląda jakby korzystał z fizycznego obiektywu telefoto, ale w praktyce to po prostu cyfrowy crop z głównego aparatu.

Z przodu znajdziemy aparat 16 Mpix.

Jak ten zestaw sprawdza się w praktyce? Cóż, za dnia jest nieźle. Zwłaszcza główny sensor dostarcza satysfakcjonującej ilości detali i nasyconych barw.

Obydwa aparaty przeciętnie radzą sobie jednak ze scenami o szerokim zakresie dynamicznym; przeciętnie opanowują prześwietlenia, a wyciąganie detali z cieni kończy się ogromną ilością szumów na zdjęciu.

LG Velvet trapi też przypadłość wszystkich innych smartfonów z Androidem - nierównomierne odwzorowanie barw. Jeden tylko iPhone potrafi utrzymać spójność kolorów między obiektywami, w Androidzie zawsze mamy mniejsze lub większe różnice. Spójrzcie na zdjęcia poniżej. Zrobiono je w tej samej chwili, z tego samego miejsca, przy użyciu trzech różnych trybów (0,5x, 1x, 2x). Na każdym niebo ma inny odcień i... żaden z nich nie wygląda tak, jak wyglądało niebo tamtego dnia.

Można powiedzieć co prawda, że dzięki temu dostajemy trzy kolory nieba w cenie jednego, ale… nie. To nie powinno tak wyglądać.

Podobnie jak zdjęcia wykonane po zmroku nie powinny wyglądać tak:

Jak widać, detalu nie ma tam zbyt wiele. Jest za to mnóstwo szumu.

W aplikacji aparatu znajdziemy także tryb nocny, ale… niewiele z niego wynika. O ile dość dobrze wyciąga szczegóły z cienia, tak z prześwietleniami nie radzi sobie wcale.

Bez trybu nocnego.
Z trybem nocnym.

No i na dokładkę mamy przedni aparat, który… jest. Ani nie jest zły, ani nie jest przesadnie powalający. Szczegółowość jest w porządku, ale ma on tendencję do wybierania zbyt zimnego balansu bieli i delikatnego zielonego zafarbu.

Na swoją obronę LG Velvet ma tylko tryb wideo, który jest ponadprzeciętnie dobry. Szczególnie rozpieszcza stabilizacja obrazu, która jest równie dobra co w Oppo Reno 3 Pro.

Sumarycznie jednak aparat w nowym LG można określić jako średni. W tej cenie bez dwóch zdań znajdziemy lepszy foto-smartfon.

Srebro dla wtajemniczonych.

Podobnie jak w przypadku LG V60, tak i LG Velvet nie kupimy sobie „ot tak”, wchodząc do pierwszego lepszego elektromarketu.

LG postawiło na sprzedaż dwoma kanałami - we własnym sklepie internetowym oraz w salonach i na stronie operatorów Plus oraz Play.

Urządzenie kosztuje 2599 zł, a kupując je jeszcze w lipcu 2020 r. otrzymamy w prezencie albo etui z drugim ekranem LG Dual Screen lub słuchawki LG Tone Flex XBS-XL7. Jak na smartfon z pełną obsługą 5G, zwłaszcza po doliczeniu gratisów, cena jest zupełnie rozsądna. Czy jednak warto sięgnąć po LG Velvet?

Na pewno warto, jeśli chcemy nosić w kieszeni urządzenie absolutnie wyjątkowe. Pięknie się prezentujące, a przy tym wytrzymałe. Niewiele jest smartfonów, które łączą w sobie te dwie cechy i jest to bodajże największy wyróżnik LG Velvet. Na pewno warto, jeśli chcemy już dziś kupić urządzenie zdolne od obsługi łączności 5G, a nie chcemy na nie wydać fortuny. Na pewno warto, jeśli oglądamy dużo filmów na smartfonie i chcemy mieć w kieszeni jak najlepsze przenośne kino. Jeśli te cechy są dla was ważniejsze od najlepszego w klasie aparatu - LG Velvet to smartfon dla was.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst