Tech  / Artykuł

Horror w kinach. Spadek przychodów nawet o 80 proc.

Otwierają się kolejne kina i próbują widza ściągnąć promocjami: tanimi biletami, całymi salami do wynajęcia i klasycznymi hitami. Ale i tak wszystko wskazuje na to, że ten rok będzie dla kiniarzy dramatycznie zły. Według szacunków Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej spadek przychodów może sięgnąć nawet 80 proc. 

Sieć Helios dziś wróciła do kinowej gry. I próbuje zachęcić widzów, by mimo wciąż sporego zagrożenia epidemiologicznego jednak wrócili na seanse. Dlatego zaproponowała specjalne Seanse Prywatne, w których za 200 zł można wynająć całą salę, by film oglądać w towarzystwie najbliższych. 

Teraz wszystko zależy od widzów, a deklarowana w czerwcowym raporcie Multikina przez 90 proc. badanych chęć powrotu do oglądania filmów na wielkim ekranie w ciągu dwóch miesięcy od otwarcia kin jest budująca dla całej branży kinowej

- zapewnia nas Paweł Świst, Prezes Zarządu Multikino. 

Tyle że znacznie mniej optymistyczny obraz stanu kin wypływa z danych Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. PISF dofinansowuje produkcję filmową w Polsce z budżetu, na który zrzucają się podmioty, które na tych filmach zarabiają: dystrybutorzy, stacje telewizyjne, kina, a od 1 lipca także serwisy VOD

Jak ugryźć 12 mln zł?

Same kina jeszcze nie chcą szacować swojej sytuacji finansowej po lockdownie i aktualnych obostrzeniach. Ale z szacunków PISF wynika, że czeka je dramatycznie zły rok. Do tej pory od kin do PISF co roku wpływało ok. 15 mln zł (dokładniej w 2017 roku - 14,98 mln, w 2018 - 15,58 mln, a w 2019 - 15,94 mln). Instytut nie ma jednak złudzeń:

Analogiczna wpłata poniesiona w bieżącym roku przez kina może być nawet o ponad 12 milionów złotych niższa w stosunku do roku ubiegłego

- mówi nam Monika Piętas-Kurek rzecznik prasowa PISF. 

Instytut spodziewa się więc nawet 80 proc. spadku tych wpływów. A że stanowią one konkretny (dokładnie 1,5 proc.) procent przychodów kin, to jest to także szacunek stanu całej branży po pandemii. 

Ten problem branży może być ten poważnym kłopotem dla całej kinematografii. Raz, że produkcje filmowe na pewno mniej zarobią na sprzedaży biletów. Dwa - mniejsze będą wpływy do PISF na produkcję kinową. W końcu przecież składka od kin to ponad jedna dziesiąta całego budżetu PISF na wsparcie kinematografii. Częściowo może tę dziurę zapełnić wspomniane rozszerzenie opłaty na Netflixa i inne serwisy streamingowe. Jak spodziewa się PISF, w pierwszym roku wyniesie ona łącznie ok. 15 mln zł. Ale w tym roku będzie to połowa tej sumy, bo prawo obowiązuje dopiero od 1 lipca. 

Kina walczą o widza jak mogą

Już od niemal miesiąca, po prawie trzymiesięcznej przerwie, kina mogą znowu działać. Tyle że rząd zezwolił na to tylko w ścisłym reżimie sanitarnym. Sala ma być w połowie pusta, obowiązuje zasłanianie ust i nosa. Nie ma też możliwości sprzedawanie napojów czy przekąsek. Zasady są tak restrykcyjne, że z możliwości otwarcia początkowo skorzystały nieliczne kina studyjne. Multipleksy zareagowały bez szczególnych zachwytów. 

Jak mówi Świst z Mutlikina, sieć ta zdecydowała otwierać stopniowo - 19 czerwca zostały otwarte wybrane kina sieci Multikino: Poznań 51, Poznań Stary Browar, Poznań Malta, Warszawa Ursynów, Warszawa Targówek, Warszawa Wola, Warszawa Złote Tarasy, Warszawa Młociny, Zgorzelec, Pruszków.

Dzisiaj za to wszystkie swoje kina otworzyła największa pod względem liczby obiektów sieć Helios należąca do Agory, posiadająca 49 kin, a w nich 277 ekranów i 53 tys. miejsc. Wciąż na otwarcie swoich multipleksów nie zdecydowała się za to sieć Cinema City. 

Być może lepszy okres dla kin zacznie się od połowy sierpnia. Właśnie wtedy ma mieć premierę „Tenet” Christophera Nolana, który w opinii wielu analityków branży filmowej będzie filmem, który rozpocznie proces prawdziwego przywracania normalnego życia do kin.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst