Oprogramowanie  / Felieton

Windows 10 przez lata nie dorówna w urodzie Big Surowi. Oto dlaczego

157 interakcji
dołącz do dyskusji

Big Sur zapowiada się na jeden z najlepiej zaprojektowanych estetycznie systemów operacyjnych na rynku, choć jest w tym nieco subiektywizmu. Możemy błagać Microsoft, by doprowadził Windowsa 10 do podobnego stanu. Przykro mi, ale to się nie wydarzy.

macOS Big Sur to bez wątpienia powód do wstydu dla inżynierów Microsoftu. Nie, nie dlatego, że system ten jest fundamentalnie lepszy – na przykład osobiście wolałbym się nie przesiadać na następcę OS X, Windowsa uważam za system nieporównywalnie wygodniejszy i praktyczniejszy. Big Sur jest jednak śliczny.

No dobrze, postrzeganie urody to rzecz wysoce względna i nie wątpię, że część komentatorów pod tym tekstem będzie imputować, że to od Apple’a to jakieś paskudztwo. I okej. Jestem jednak przekonany, że nawet te osoby przyznają, że jest niesamowicie spójny (spójnie brzydki, hy hy – i głupie uwagi odhaczone). Każdy element jest bardzo zgrabnie do siebie dopasowany, projektowany z myślą o łatwości obsługi i czytelności. Co więcej, Big Sur jest nie tylko wewnętrznie spójny, ale od teraz również z platformą iPadOS. Windows i wspierany przez Microsoft Android nie mają wizualnie ze sobą nic wspólnego.

To nie pierwszy raz, gdy Apple miażdży konkurencję w kwestii wzornictwa interfejsu.

Nie wiem jak wy, ale ja pamiętam te drwiny z ciemnego motywu interfejsu wprowadzonego do macOS-a Mojave. Ojojoj, przecież Windows i przeróżne odmiany Androida już mają ciemny motyw, Apple jak zwykle sto lat za jaskiniowcami. No dobrze, ale gdy ten pojawił się w Mojave, wyznaczył standard konkurencji. Android i Windows to przy tym w kwestii wizualnej nieudolne i nieukończone dzieło – na szczęście oba przypadki, pod wpływem Mojave, naniosły nieco korekt i jest dużo lepiej.

Tryb ciemny w macOS Mojave

W macOS nie znajdziemy elementów interfejsu z różnej epoki. Nie licząc pewnej wcale nie tak małej grupy aplikacji, niemal każda stara się wykorzystać najnowsze frameworki, rozwiązania i wytyczne projektowe macOS-a, dzięki czemu również zachowują spójność z powłoką systemową. Po prawdzie nie mają wyboru – Apple w sposób zdecydowany wyznacza kierunek, w jakim powinni iść zewnętrzni programiści dla macOS-a. Przestarzałe lub uznawane za nieodpowiednie rozwiązania są szybko wycinane z systemu, a niewiele później wygasa dla nich wsparcie techniczne.

Czyli zupełnie inaczej niż w Windowsie.

macOS i Windows NT mają zupełnie inne genezy, według których były budowane. Apple, zanim był bliski upadku, był bardzo ważnym i cenionym dostawcą rozwiązań IT dla firm. Jednak wraz z wskrzeszeniem firmy i powrotem do niej Steve’a Jobsa, skupiła ona większość swojej uwagi na konsumentach. Nie to, by Macintoshe miały przestawać nadawać się do poważnej pracy – wręcz przeciwnie – ale to rynek klientów indywidualnych stał się dla Apple’a szczególnie interesujący.

Mac więc był budowany przede wszystkim z myślą o wymagającym konsumencie. Jego urządzenie ma być ładne, przyjemne dla oka, bezawaryjne, bezproblemowe, obsługiwane w sposób intuicyjny. Dopiero po osiągnięciu tych celów Apple myśli o reszcie. Czyli o potrzebach klientów korporacyjnych, entuzjastów czy nawet – choć to dyskusyjne, wiem – programistów tworzących gry i aplikacje na apple’owskie platformy. Steve Jobs nie uznawał kompromisów, stosując je tylko wtedy, gdy nie było możliwe żadne inne wyjście. Apple nie stracił tego ducha do dziś i prawdopodobnie za to jest tak ceniony wśród swoich wiernych klientów.

Windows NT z założenia miał służyć firmom i mieć wiele form. Bo przecież Windows 10 to tylko kolejna wersja NT.

Motywacją do stworzenia Windowsa NT była bardzo niewygodna dla Microsoftu zależność od Intela i jego licencjobiorców, takich jak Cyrix czy AMD. Kod źródłowy systemów Windows nie nadawał się do przeniesienia na żadną inną architekturę. Bill Gates słusznie się obawiał, że jego firmowi klienci zaczną wybierać sprzęt wykorzystujący procesory o architekturach innych niż x86 – w tym MIPS czy DEC Alpha. Microsoft nie miał wówczas takim klientom nic do zaoferowania. Na dodatek wykorzystujący system plików FAT Windows nie zapewniał kontroli dostępu do zasobów firmowych, co coraz bardziej zaczęły doceniać firmy inwestujące w Unixa i jego klony.

big sur kontra windows 10

Tak narodził się plan stworzenia Windowsa niezależnego od architektury procesora, modularnego i który wprowadzałby dużo więcej narzędzi do zarządzania firmową infrastrukturą IT. Owoc tego planu – Windows NT – pojawił się 26 lat temu. Od tego czasu Windows i Windows NT były rozwijane równolegle. Klienci indywidualni po Windowsie 3.1 przesiadali się na Windowsa 95, później Windowsa 98 czy wreszcie Windowsa Me. Tymczasem Windows NT dla firm szedł dalej swoją drogą, czyli Windows NT 3.5, Windows NT 4.0 czy wreszcie Windows 2000. Dopiero niecałą dekadę później – szmat czasu w dziejach IT! – Microsoft scalił oba projekty, oferując zarówno firmom jak i klientom indywidualnym Windowsa XP.

Windows dla użytkowników indywidualnych odziedziczył wszystkie zalety tego dla biznesowych. Oraz wszystkie naleciałości.

Bill Gates w swoich obawach o przyszłość architektury x86 mocno przestrzelił. Dopiero teraz, ćwierć wieku później, ta zaczyna być zagrożona przez ARM i dopiero teraz jedna z najważniejszych cech Windowsa NT zaczyna przynosić Microsoftowi korzyści. Windows XP wprowadził jednak pod strzechy technologie znane do tej pory głównie z poważnych rozwiązań dla firm. Bezpieczny i zarządzalny system plików NTFS czy multum możliwości pracy w środowisku sieciowym to jedne z czołowych przykładów.

Windows XP historia

Pierwsi użytkownicy Windowsa XP po bliższym zapoznaniu się z tym systemem szybko jednak odkryli, że coś tu jest nie do końca tak. To znaczy najpierw wybuchła wielka kontrowersja związana ze, zdaniem niektórych, zbyt cukierkową estetyką tego systemu. Jednak gdy już się z nią oswoiliśmy, zaczynało się okazywać, że pod powłoką Luna kryją się w niektórych zakamarkach okna i ikony z Windowsa 98, Windowsa 2000 czy miejscami nawet Windowsa 3.1. W przyzwyczajonych do bardzo ładnego (jak na tamte lata), bardzo spójnego i mądrze zaprojektowanego Windowsa 98 i Me rodziło to pewne zdziwienie.

Tyle że nie powinno. Windows XP łączył dwa światy, dwa dość różne systemy i dwie zupełnie odmienne grupy docelowe. Nie tylko niektóre niespójności były nieuniknione z przyczyn technicznych i praktycznych, to na dodatek XP miał być kolejnym systemem zarówno użytkowników indywidualnych, jak i wszelakiej maści informatyków. Ukonsumencenie danego narzędzia wkurzy zawodowych użytkowników. Uprofesjonalnienie go sprawi dyskomfort użytkownikowi indywidualnemu.

Przez lata i ciężką pracę Microsoftu udało się nieco sytuację ucywilizować. Luna została zastąpiona przez Aero Glass w Windows Vista i Windows 7, a kolejne aktualizacje frameworków i SDK dla programistów oraz ich własna praca zaczęły powoli cywilizować estetykę Windowsa. Nadal z istotnymi lukami, ale widać było światło w tunelu dla estetów. Tyle że potem Microsoft nabawił się kompleksu Apple’a, w wyniku czego przekazał nadzór na Windowsem osobie o co najmniej równie wielkim ego, co Steve Jobs.

Steven Sinofsky popsuł Windowsa. Przynajmniej jeśli chodzi o wzornictwo.

Rosnąca popularność urządzeń z iOS-em i Androidem wywołała niemałą panikę w Microsofcie. Firma była przekonana, że dni klasycznego PC są już policzone, a przyszłość należy niemal wyłącznie do ultramobilnych urządzeń, z którymi przede wszystkim komunikujemy się za pomocą dotyku i głosu. Obawy te – podobnie jak obawy Gatesa względem architektury x86 – okazały się mocno nietrafione. Ale zanim w Microsofcie zdano sobie z tego sprawę, było już na wszystko za późno.

Misję unowocześnienia Windowsa przekazano Stevenowi Sinofsky’emu, microsoftowemu weteranowi, odpowiedzialnego za wiele z licznych sukcesów firmy. Ten potraktował przeniesienie Windowsa 7 w nowoczesne czasy jako swoją misję, wręcz obsesję. Uważał, że Microsoft – tak jak Apple – nie może się oglądać tak bardzo na potrzeby swoich klientów. Ma wyznaczać trend, a klienci muszą podążać. Sinofsky nie chciał słuchać nawet kolegów z firmy – doprowadził do tego, że Windows i Windows Phone były rozwijane równolegle, współpracując tylko wtedy, gdy kierownictwo miało już dość zadufania Sinofsky’ego.

Windows 8, trzeba przyznać, był systemem technicznie niezwykle udanym. Szybkim, lekkim, bezpiecznym i stabilnym. Jego interfejs dotykowy po dziś dzień uważam za najlepiej zaprojektowane UI dla tabletów, i to nawet w zestawieniu z bieżącą wersją iPadOS-a. W planie Sinofsky’ego były jednak dwie istotne luki.

Pierwszą, oczywistą, jest to, że PC nigdzie nie odeszły, a ekran dotykowy stanowi wygodne uzupełnienie domyślnych interakcji za pomocą myszki i klawiatury. Drugą było założenie, że twórcy aplikacji potulnie przeniosą swoje dzieła na nowy framework Modern UI, a tradycyjny Pulpit będzie używany rzadko i tylko dla szczególnego rodzaju aplikacji. Tak się jednak nie stało.

Nowy framework nie zapewniał wielu niezbędnych mechanizmów do działania co bardziej złożonych aplikacji. Więc deweloperzy nawet gdyby chcieli, nie byli w stanie przenieść swoich tworów na nowocześniejszą platformę. Microsoft próbował wymusić to siłowo na Windowsie RT, czyli bratnim dla Windowsa 8 systemie przeznaczonym dla układów ARM. Losy tego systemu – brak aplikacji i zapomnienie przez historię – nakazują się cieszyć, że podobna decyzja nie zapadła względem Windowsa 8.

Steven Sinofsky nie pracuje już w Microsofcie, a sama firma dostała jasny sygnał od swoich klientów, że nie życzą sobie wymuszania czegokolwiek.

I tym sposobem docieramy do Windowsa 10. Rozwijanego pod rządami pragmatycznego Nadelli.

Windows 10 wrócił do swojego DNA, jakim jest bycie platformą do pracy, multimediów i gier na klasycznych pecetach. Zamiast zamykać kolejne elementy w systemie, do czego miał dążyć Windows 8, Microsoft je otwiera. Zamiast wymuszać jedno najlepsze rozwiązanie, użytkownik Windowsa sam wybiera co do czego się w danym przypadku nadaje. Tyczy się to również aplikacji.

windows 10 insider Preview Build 20161

Nieważne czy to aplikacja webowa, Metro UI, Universal Windows Platform, .NET, Visual Basic .NET, Windows Forms, React, Electron, Windows Forms, Windows Presentation Foundation, XAML, C# czy coś jeszcze innego – to zawsze ma być obywatel pierwszej klasy na Windowsie 10. Podobnie dowolny sprzęt – tablet czy desktop, ARM czy x86, kursor, rysik czy ekran dotykowy. Twórcy oprogramowania i jego użytkownicy mają od Microsoftu dostać jak najwięcej jak najbardziej użytecznych narzędzi. Bo Windows 10 Windows NT to system przede wszystkim do szybkiej, bezpiecznej i wygodnej pracy. Użyteczność jest ważniejsza od urody.

To oczywiście rodzi pewien problem.

Dopóki rozmawiamy o aplikacjach wbudowanych w Windowsa i przeznaczonych dla użytkowników indywidualnych - nie poweruserów - wygląda to wszystko zgrabnie i spójnie. No i estetycznie również mi się podoba. Zobaczcie sami. Tak wyglądają Ustawienia:

big sur kontra windows 10

Tak Muzyka Groove:

big sur kontra windows 10

A tak Kalkulator:

big sur kontra windows 10

Paint 3D:

big sur kontra windows 10

Czy Mapy:

big sur kontra windows 10

Przykłady można mnożyć, również wśród zewnętrznych twórców aplikacji. Nieco inaczej, ale nadal spójnie z Windowsem, wyglądają aplikacje do produktywności. To zamierzone, wszak to perełki w ofercie Microsoftu, które są popularne również poza Windowsem. W każdym razie nadal to wszystko ze sobą gra. Tak wygląda Word:

big sur kontra windows 10

Tu z kolei widzimy Excela:

Tu z kolei mamy Pocztę:

big sur kontra windows 10

I dołączony do niej Kalendarz:

Czy też To-Do:

big sur kontra windows 10

A teraz przenosimy się w świat aplikacji zewnętrznych twórców. Poniższe przykłady budowane były z myślą o różnych wersjach Windowsa i przy użyciu różnych narzędzi. Skutki widać od razu. Zobaczcie na Photoshopa:

big sur kontra windows 10

A potem na pamiętające Windowsa 8 Ceneo:

big sur kontra windows 10

Tu mamy iTunesa (brrr!):

A tu Telegram, który ma ogólnie w nosie jakiekolwiek microsoftowe kontrolki:

big sur kontra windows 10

Prawdopodobnie zaczynacie rozumieć gdzie leży problem. W pewnym momencie wymuszenie zmian zerwie zgodność z wieloma popularnymi aplikacjami - a klienci Windowsa oczekują czegoś zupełnie przeciwnego od systemu Microsoftu, czyli bycia najlepszym do każdego zadania - czyli do każdego uruchomionego na nim programu.

Czy Microsoft w ogóle coś jeszcze robi, by było lepiej? Tak, ale…

… jak zawsze, wiele będzie zależało od woli współpracy ze strony twórców aplikacji. Na szczęście na ostatniej konferencji Build Microsoft ogłosił inicjatywę Project Reunion, dzięki której prościej w tę spójną przyszłość wejść się nie będzie dało. To zestaw bibliotek, frameworków, komponentów i narzędzi, dzięki którym możemy korzystać z dowolnych środowisk i kontrolek. Innymi słowy, deweloper nie będzie już musiał przepisywać całej aplikacji WPF na nowo do UWP, by zyskać związane z nią kontrolki spójne z nowoczesnym Windowsem, czyli w ramach obowiązującego obecnie system WinUI z Fluent Design. Będzie mógł podmienić je w istniejącej bazie kodowej aplikacji.

big sur kontra windows 10

Tu jednak wiele zależy od samych twórców. Wydaje się, że nie mają żadnego powodu, by ignorować Project Reunion, wszak nie ogranicza on już bazy użytkowników do danej, konkretnej, mającej mniejszość rynkową wersji Windowsa. Doświadczenie uczy nas jednak, że dopóki deweloperom nie usunie się gruntu pod nogami – tak jak to robi Apple, w sposób zdecydowany i beznamiętny pozbywając się gorszych i starszych rozwiązań – dopóty ci wolą przeznaczać swoje roboczogodziny na inne cele. A nawet jeśli jednak w końcu przejdą na nowoczesne WinUI, to transformacja ta potrwa latami.

Na pociechę – jako jeden z ostatnich zwolenników Windowsa nad macOS-em w zespole redakcyjnym Spider’s Web  - mogę powiedzieć tyle, że fundamentalnie nic się nie zmienia.

MacOS jest systemem spójniejszym wizualnie (i chyba też atrakcyjniejszym) nie tylko od czasów Big Sura, ale od wielu lat. Ostatnim spójnym wizualnie systemem Microsoftu był Windows Me, choć i Windows Vista była pod tym względem nieodległa poprawności. Wydaje mi się, że my, Windowsiarze, pod tym względem mamy czego zazdrościć Makowcom.

Niezmiennie jednak to Windows jest projektowany z myślą o zapewnianiu nam jak największej liczby jak najlepszych narzędzi do pracy. I choć spodziewam się polemiki w komentarzach, w których to macOS, a nie Windows, będzie wskazywany jako również i sprawniejsze narzędzie do pracy, tak większość klientów – patrząc po statystykach rynkowych – wydaje się ze mną zgadzać. Do pracy i biznesu lepiej nadaje się Windows. Czasem nawet z uwagi na jego cechy, które przez Makowców odbierane są jako wady.

Młotek, piła, śrubokręt, cyrkiel, ołówek, powłoka systemu operacyjnego i jego środowisko uruchomieniowe to narzędzia do pracy. Mają być praktyczne i szybko realizować wyznaczone cele. Tymczasem Apple przypomina mi bardziej coś na wzór wiecznego pióra: piękne narzędzie, które stworzyło mnóstwo cudownych dzieł, ale jednak w codzienności i wygodzie i szybkości realizacji zadań przegrywa ze zwykłym długopisem.

I tak to sobie będę racjonalizował. Patrząc spod oka na śliczne Biurka moich redakcyjnych kolegów i koleżanek z MacBookami.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst