Sprzęt  / Recenzja

Bas w intrygującym opakowaniu. Sony WF-XB700 - recenzja

Nieprzesadnie drogie, w pełni bezprzewodowe, ze świetnym akumulatorem, dobrym dźwiękiem i kilkoma „ale” - takie w skrócie są słuchawki Sony WF-XB700.

I jeśli stoisz właśnie przed właśnie tymi słuchawkami w sklepie, zastanawiając się, czy będziesz z nich zadowolony, to odpowiedź w formie kompaktowej brzmi: raczej tak.

A dłuższa odpowiedź? Też będzie dość kompaktowa, bo skupię się przede wszystkim na największych zaletach i wadach tego zestawu.

To jedziemy:

Na plus: są w pełni bezprzewodowe i to bez żadnych konsekwencji.

W przypadku niektórych producentów przejście na produkty w pełni bezprzewodowe powoduje np. sporadyczne problemy z połączeniem pomiędzy poszczególnymi słuchawkami. W tym przypadku taki problem nie występuje, a korzystałem z WF-XB700 w sumie pewnie przez kilkaset godzin.

Połączenie - zarówno pomiędzy obiema słuchawkami, jak i telefonem - jest absolutnie bez zarzutu. Jest szybko, sprawnie i jak już raz się je połączy, to to połączenie nie zostanie zagubione w trakcie.

Pod tym względem WF-XB700 spisują się na tyle dobrze, że nie miałem oporów, żeby zabrać je ze sobą jako jedyne słuchawki na wielogodzinne biegi w górach. A to już jakaś rekomendacja. Przy czym kolejna nasuwa się automatycznie:

Na plus: świetny czas pracy na jednym ładowaniu.

9 godzin dla samych słuchawek i dodatkowe 9 godzin doładowania z opakowania - tyle obiecuje producent. I muszę tutaj potwierdzić, że te wyniki są jak najbardziej do osiągnięcia.

Oczywiście, jeśli słuchamy muzyki przy maksymalnej głośności, to musimy się liczyć z drobną redukcją maksymalnego czasu odtwarzania, ale nie jest ona znacząca. Zresztą zawsze jest szybkie ładowanie - 10 minut w etui i możemy słuchać przez godzinę (oczywiście jeśli słuchawki są rozładowane na starcie do zera).

Ponownie - z racji świetnego czasu bez ładownia chętnie zabierałem WF-XB700 na dłuższe wypady albo po prostu na weekendowe wyjazdy, gdzie wiedziałem, że nie będzie mi się chciało szukać gniazdka i kabla specjalnie dla słuchawek.

Chociaż to z kolei prowadzi nas do kolejnego plusa:

Na plus: USB-C do ładowania

Nie potrafię i nawet nie będę próbował zrozumieć, dlaczego niektórzy producenci w 2020 r. wyposażają opakowania słuchawek w archaiczne microUSB. Tym bardziej, że takie słuchawki stają się wtedy jednym z ostatnich sprzętów, które mam, które wymagają właśnie takiego przewodu. A co za tym idzie - muszę pamiętać o dodatkowym kablu na wyjazd.

Tutaj tego problemu nie mam - mam jedną ładowarkę dla słuchawek, tabletu i aparatu. iPhone niestety cały czas przed tym USB-C się broni, ale mam nadzieję, że w końcu się podda.

Na mieszane uczucia: samo opakowanie

To będzie trochę czepialstwo, ale zacznijmy od plusów - jest bardzo, bardzo solidne, stosunkowo szczelne (więc nie kurzy się we wnętrzu), łatwo się czyści i bez obaw możemy je wrzucić luzem do podróżnej torby. jednym słowem: utylitarne.

Wielu osobom pewnie nie będzie to przeszkadzać, ale sam preferuję chociaż odrobinę ogumowane opakowania. To jest aż zbyt twarde, zbyt plastikowe i chropowate.

Ale przyznaję - swoją funkcję spełnia, a do tego nie jest przesadnie wielkie (choć mogłoby być mniejsze). Można natomiast zapytać, czy jedno pełne ładowanie to dziś standard - niektóre konkurencyjne opakowania potrafią naładować słuchawki wielokrotnie, dając nam dobę albo i więcej słuchania. Ale przeważnie są wtedy większe, a etui od słuchawek Sony da się bez większych problemów upchnąć do kieszeni większości spodni.

Na mieszane uczucia: uniwersalność

Na wszelki wypadek uspokajam: to jest kurz. Słuchawki były fotografowane 30 sekund po wyjęciu z pudełka.

Słuchawki Sony WF-XB700 mają dość specyficzną konstrukcję, która nie każdemu musi przypaść do gustu, głównie dlatego, że nasz poziom zadowolenia z produktu będzie się opierał niemal w całości na tym, czy silikonowe końcówki będą idealnie pasować do naszych uszu, czy też nie.

Nie ma tu bowiem żadnych dodatkowych pałąków czy innych trzymaczy - słuchawki delikatnie wciskamy do uszu, obkręcamy i tak mają się trzymać aż do końca odsłuchu. Jeśli końcówka będzie za mała - izolacja od dźwięków otoczenia będzie umiarkowania dobra (nie ma tu ANC), podobnie jak trzymanie w trakcie dynamiczniejszych ruchów. Jeśli końcówka będzie za duża, po prostu szybko zmęczy nam się ucho.

W moim przypadku kilka pierwszych biegów (głównie do tego używam wszystkich słuchawek) było próbą podjęcia decyzji, którą z końcówek z pełnego zestawu z kompletu powinienem ostatecznie wybrać. Domyślne (rozmiar S) były dla mnie minimalnie za duże (a przynajmniej tak mi się na początku wydawało), natomiast XS zapewniały większy komfort, natomiast trochę słabszą izolację od otoczenia, a co za tym idzie - również trochę gorsze zatopienie się w dźwięk.

Ostatecznie, po kilkunastu godzinach, wybrałem rozmiar XS. Słuchawek w trakcie wielogodzinnego biegania - nawet tego po górach - nie musiałem specjalnie poprawiać, a lekki pogłos tego, co działo się dookoła mnie, uznałem za bonusowe zwiększenie poziomu bezpieczeństwa. Natomiast jeśli ktoś szuka idealnego dopasowania... cóż, może po prostu miałem pecha, ale rozmiar S był dla mnie minimalnie zbyt duży.

O ile też moja krytyka twardości materiałów w przypadku etui mogła być uznana za czepialstwo, o tyle wykonanie samych słuchawek z równie pancernego tworzywa już niektórym może przeszkadzać. Tym bardziej, że słuchawki w całości opierają się na naszych uszach i do tego nie są ani przesadnie małe, ani przesadnie lekkie. Mi to o dziwo ani trochę nie przeszkadzało, ale na wszelki wypadek uprzedzam tych o delikatniejszych uszach.

Na plus: gra dobrze (ale nie wybitnie)

Z technikaliów: jest Bluetooth 5.0 i obsługa AAC i SBC.

Może to trochę pójście na łatwiznę, ale tak - ten nagłówek doskonale oddaje to, co usłyszymy po włożeniu WF-XB700 do uszu. Ale może po kolei.

Po pierwsze: propozycja Sony jest głośna. Naprawdę głośna, szczególnie jeśli nasza playlista będzie się składać głównie z muzyki prowadzonej pełnej basu. Momentami - a zdarza mi się to rzadko - aż zastanawiałem się, czy nieco nie ściszyć słuchawek w trakcie użytkowania. Bonusowy plus głośności: całkiem nieźle da się słuchać na tych słuchawkach podcastów i podobnych treści, choć nie będą one aż tak donośne - WF-XB700 potęgują bowiem brzmienie głównie tego, co ma w sobie bas, resztę pozostawiając nieco w tyle. Ale nie w taki sposób, żeby nie chciało się tego słuchać.

I tutaj trzeba przejść do kwestii basu, tym bardziej, że hasło Extra Bass jest w przypadku tych słuchawek wyraźnie eksponowane. Czy faktycznie jest on taki ekstra? Pomimo rozmiaru słuchawek, odpowiedź brzmi: tak, jest naprawdę dobrze. Bas jest naprawdę mocny, a do tego stosunkowo szczegółowy - to nie jest to prostu głuche i tępe walenie w nasze kanały słuchowe. Nie będziecie wprawdzie raczej powaleni na ziemię jego bogactwem, ale jeśli ktoś po prostu szuka słuchawek, które dodadzą mu energii, to te spiszą się odpowiednio.

Co do reszty dźwięków - jest po prostu w porządku. Zresztą przyznam się, że większość utworów, których słucham na co dzień, rzadko kiedy skupia się wyłącznie na basie, a mimo to słuchałem ich podczas treningów z przyjemnością. Ta przyjemność mogłaby być zresztą większa, gdyby jeden problem w szczególności.

A jest nim brak jakiejkolwiek możliwości zmiany nastaw. Nie i już. Nie ma aplikacji, nie ma żadnej opcji przestawienia czegokolwiek. Owszem, jest aplikacja Sony Headphones Connect, ale na liście zgodnych produktów WF-XB700 brak. Szkoda, bo aż korci, żeby przy słuchaniu podcastów czy oglądaniu filmów trochę poprzestawiać niektóre przełączniki tu i tam.

Jeśli natomiast chodzi o jakość połączeń, to jest... po prostu w porządku.

Na jest ok, mogłoby być lepiej: przyciski sterowania

Są fizyczne i za to pierwszy plus. Drugi plus za to, że są umieszczone tak, że przy ich naciskaniu nie musimy boleśnie wciskać słuchawek do uszu (a to nie zawsze jest oczywiste).

Dlaczego więc mogłoby być lepiej? Bo te przyciski - mimo że z boku nie wyglądają wcale na takie małe - nie zawsze udawało mi się od razu znaleźć w trakcie słuchania, a do tego ich klik jest dosyć płytki. I o ile w lecie może to nie być problemem, o tyle w rękawiczkach i to podczas biegu może być już nieco trudniej.

Warto czy nie warto?

Krótka odpowiedź brzmiała: raczej tak, co mogło być zarówno nieco dla tych słuchawek krzywdzące, jak i... nieco pochwalne na wyrost. Dlatego wymagana jest - standardowo - nieco dłuższa odpowiedź.

Jeśli chodzi o zalety, to WF-XB700 oferują przede wszystkim świetny czas na jednym ładowaniu, bardzo przyjemny bas i dobrą resztę, satysfakcjonującą jakość połączeń, fizyczne przyciski do obsługi, wspierają asystentów głosowych, mają solidne etui-ładowarkę (ładowaną przez USB-C), stabilne połączenie i rozsądną (ok. 550 zł) cenę. Przy okazji - łatwo się je czyści, co wynika w większości z braku gumowanych elementów (no, może poza silikonowymi końcówkami).

Z minusów trzeba pamiętać, że dobry czas pracy i mocny bas przełożyły się na dość spore rozmiary słuchawek. Są też mocowane w uchu w dość specyficzny sposób, do którego można się przyzwyczaić, ale pewnie nie każdemu będzie pasował. Ten sposób mocowania nie przewiduje zresztą żadnych wspomagających zaczepów czy pałąków, które na co dzień raczej się nie przydadzą, ale są często poszukiwane przez tych, którzy szukają słuchawek do treningów (chociaż mi ten brak akurat tak bardzo nie przeszkadzał, nawet podczas szybszego biegania).

Szkoda tylko, że Sony nie wprowadziło WF-XB700 na listę sprzętów obsługiwanych przez aplikację do zmiany ustawień dźwięku. Zdecydowanie pomogłoby to na przykład tym, którzy częściej niż muzyki słuchają podcastów i podobnych produkcji.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst