Ekologia  / Artykuł

Arabia Saudyjska chce zwiększyć poziom opadów. W tym celu będzie siała chmury

Tak, chmury. Tak, chmury można siać. Nie, nie ma to nic wspólnego z modleniem się o deszcz w taki sposób, w jaki robili to polscy parlamentarzyści czy amerykańscy Indianie.

Chodzi o nieco bardziej naukowe podejście do problemu. Saudyjskie ministerstwo ochrony środowiska, gospodarki wodnej i rolnictwa chce przetestować skuteczność rozpylania (z ziemi i z powietrza) takich związków chemicznych, jak zamrożony dwutlenek węgla (tzw. suchy lód), jodek srebra i chlorek sodu (czyli sól) na większą skalę, niż dotychczas.

Substancje te są higroskopijne, co oznacza tyle, że przyciągają do siebie cząsteczki wody. Rozpylenie ich na dużej wysokości ma spowodować zwiększoną kondensację pary wodnej, z której tworzą się krople wody i dochodzi do upragnionego opadu.

Dlatego niezwykle trafnym określeniem tego procesu jest właśnie zasiewanie - nie jest bowiem tak, że sztucznie wywoływane opady biorą się znikąd. Chodzi tu bardziej o wywoływanie deszczu w oparciu o cząsteczki wody, które znajdują się już w atmosferze.

Arabia Saudyjska prowadzi badania na temat zasiewania chmur od lat 70.

Saudyjczycy współpracują w tym temacie ze Światową Organizacją Meteorologiczną. Pierwsze wspólne eksperymenty odbyły się na terenie prowincji Asir i kontynuowane są właściwie do dzisiaj. Arabia Saudyjska nie ma bowiem zbyt sprzyjającego klimatu, jeśli chodzi o opady. Ich roczna suma wynosi mniej niż 100 milimetrów, co nie jest wystarczające, jeśli weźmiemy pod uwagę szybkie tempo rozwoju tego kraju i jego rosnące zapotrzebowanie na wodę.

Dlatego też władze Arabii Saudyjskiej imają się przeróżnych sposobów, żeby pozyskać jej jak najwięcej. Mówimy tu chociażby o odsalaniu wody morskiej (2,7 mld metrów sześciennych rocznej produkcji) i ogromnego wydobycia wód podziemnych.

Pytanie, czy metoda zasiewania chmur, którą chce przetestować tamtejsze ministerstwo środowiska, sprawdzi się na taką skalę, na jaką liczą Saudyjczycy. Sposób ten był już stosowany z powodzeniem w przeszłości, czego dowodem może być chociażby operacja Make mud, not war realizowana przez lotnictwo Armii Amerykańskiej (a konkretniej przez 54. Eskadrę Rozpoznania Pogodowego) w latach 1967 - 1972 nad Północnym Wietnamem. Zasiewano wtedy chmury jodkiem srebra, by przedłużyć sezon monsunowy. Jej rezultatem było przedłużenie sezonu monsunowego na objętych akcją terenach średnio od 30 do 45 dni.

Zasiewanie chmur może stać się popularną metodą również w Polsce.

Jeszcze w latach 80. na statystycznego Polaka przypadało ok. 2500 m3 wody rocznie. Obecnie wskaźnik ten rzadko kiedy przekracza 1800 m3. Za jego spadek odpowiadają właściwie dwie kwestie: coraz cieplejsze okresy letnie i ukształtowanie terenu w naszym kraju.

Przez województwa lubuskie, dolnośląskie, część wielkopolskiego, łódzkie i Mazowsze, aż po Lubelszczyznę przebiega pas, na którym rokrocznie notujemy najmniejszy poziom opadów w naszym kraju. W połączeniu z rosnącą temperaturą (i większym parowaniem wody) i wielkopowierzchniowym rolnictwem, taka mieszanka to bardzo prosty przepis na katastrofę.

Przypominam też, że w pierwszej połowie czerwca 2019 r. wody zabrakło w Skierniewicach. Wyobraźcie sobie nagle, że w waszym mieście przez dwie doby po odkręceniu kranu nie dzieje się absolutnie nic.

Zdaniem prof. Jarosława Suchożebrskiego z Uniwersytetu Warszawskiego takie sytuacje będą zdarzać się w Polsce coraz częściej. Obecnie nie dysponujemy żadnym sensownym rozwiązaniem tego problemu. Najprawdopodobniej czeka nas ograniczenie zużycia wody (co w niektórych branżach jest po prostu niemożliwe), czerpanie jej z coraz głębiej położonych źródeł i zadbanie o lepszy system retencyjny co oznacza oczywiście spory wzrost kosztów jej pozyskania. Jeśli to nie wystarczy, trzeba będzie chwytać się mniej konwencjonalnych rozwiązań. Tak jak robi to Arabia Saudyjska.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst