RTV  / Recenzja

Veni, vidi, vici - cóż za udany debiut! Sennheiser Ambeo - recenzja

Bardzo rzadko się zdarza, by producent debiutując na zupełnie nowym dla siebie rynku od razu miał w rękach bardzo udany produkt. Tymczasem soundbar Ambeo wręcz rozstawia konkurencję po kątach.

Na pewno znacie firmę Sennheiser. To jeden z liderów na rynku słuchawek wysokiej klasy, obecny na nim od wielu, wielu lat. Firma ta jednak nigdy wcześniej nie próbowała swoich sił na rynku telewizyjnych akcesoriów dźwiękowych. Co więcej, jej bez wątpienia bardzo bogate doświadczenie w produktach audio nie do końca ma zastosowanie w kontekście sprzętów RTV.

Wzmacniacze, soundbary czy kina domowe mają zupełnie inną specyfikę brzmienia od nagłośnienia projektowanego przede wszystkim z myślą o muzyce. Sam dźwięk to też połowa sukcesu: branża RTV ma swoje własne standardy przekazywania danych, z tymi od Dolby i DTS na czele. Jeżeli nawet więc uznamy, że Sennheiser tworzy rewelacyjne słuchawki, to nijak nie przekłada się to na zdolność tej firmy do stworzenia porządnego soundbara.

Sennheiser jednak spróbował. Tak powstał Ambeo, pierwszy soundbar tej firmy. I wiecie co? Pisząc kokolwialnie: robi robotę. Choć do ideału mu nieco brakuje.

Sennheiser Ambeo jest ogromny.

sennheiser ambeo recenzja

Pierwsza grajbelka w ofercie Sennehsiera pracuje w formacie 5.1.4. Obsługuje też wszystkie nowoczesne standardy dźwięku, a więc Dolby Atmos, DTS:X i MPEG-H. Nie zapomniano też o formatach obrazu: Ambeo potrafi przekazać dalej do telewizora sygnał w formacie Dolby Vision. Do soundbara możemy podłączyć do trzech urządzeń HDMI.

Ambeo jest jednak przede wszystkim ogromny. 550-watowe urządzenie kryje w sobie głośniki o tak dużym rozmiarze, że – zdaniem Sennhseisera – subwoofer jest nam absolutnie zbędny. No i właśnie. Ambeo nie jest kinem domowym, mimo iż przetwarza i realizuje dźwięk w formacie 5.1.4. Nie tylko w zestawie nie znajdziemy osobnego głośnika niskotonowego, ale też i tylnych satelitów. Jak to się ma do brzmienia i głębi dźwięku? Do tego jeszcze wrócimy.

sennheiser ambeo recenzja

Powierzchowność Ambeo robi jednak wrażenie i nakazuje wierzyć, że może faktycznie Sennheiserowi się udało stworzyć system 5.1.4 zamknięty w pojedynczej, eleganckiej obudowie. Zresztą ten sprzęt tak po prostu musi być ładny (mi się podoba wizualnie, choć to kwestia gustu). Ten sprzęt to ważąca niemal 20 kg bestia, która zdecydowanie rzuca się w oczy. Wszak gdzieś trzeba było pomieścić skierowane na front czterocalowe głośniki basowe. Soundbara można też powiesić na ścianie.

Sennheiser Ambeo obsłuży każdy sprzęt i format.

Sprzęt wyposażono w pełną gamę złącz. Poza wspomnianymi trzema wejściami HDMI znajdziemy jedno wyjście zgodne z eARC, wejście optyczne, analogowe i złącze USB – choć to ostatnie służy wyłącznie do serwisowania sprzętu. Możemy też dokupić do Ambeo głośnik niskotonowy, jeżeli będziemy rozczarowani brzmieniem gołego soundbara, przewidziano na niego dedykowany port.

sennheiser ambeo recenzja

Soundbarem możemy sterować za pomocą dołączonego pilota lub aplikacji, ale też nie zabrakło fizycznych przycisków na obudowie. Możemy za ich pomocą zmieniać głośność, źródła dźwięku i siłę efektu Ambeo (do tego wrócimy). Ów pilot jest niestety źle zaprojektowany: przyciski są identycznych rozmiarów i symetrycznie rozłożone. Trzeba sprawdzać wzrokiem, co właściwie się przyciska, trudno jest wymacać na czuja odpowiedni guzik.

Ostatnią ciekawostką jest port do mikrofonu, który jest dołączony do zestawu i który służy do kalibracji brzmienia urządzenia z uwzględnieniem akustyki pomieszczenia, w którym sprzęt się znajduje.

Brzmienie Ambeo to coś niesłychanego.

sennheiser ambeo recenzja

Nie jestem do końca pewien, jak to się udało, ale Ambeo zdecydowanie spełnia obietnicę doskonałego brzmienia bez subwoofera, a dodatkowo – tak po prostu – brzmi rewelacyjnie. Moim sprawdzianem telewizyjnego nagłośnienia niezmiennie od lat jest film Tron: Dziedzictwo, którego ścieżka muzyczno-dźwiękowa stanowi ogromne wyzwanie dla dowolnego sprzętu. Miesza bowiem bardzo często dźwięki o różnych częstotliwościach, często ekstremalnych. Mało który zestaw kina domowego radzi sobie z nim w satysfakcjonujący sposób.

Tymczasem połączenie lekkiej elektronicznej muzyki Daft Pank z ciężkim, dudniącym łoskotem latających pojazdów w tym filmie jest odtwarzany bez najmniejszej skazy. Selektywnie, czysto i klarownie. A przy tym mocno i z przytupem, jak na film akcji przystało. Egzamin został zdany celująco.

sennheiser ambeo recenzja

Drugim moim benchmarkiem jest film Blade Runner 2049. Nie tylko podobnie jak nowy Tron ma ścieżkę dźwiękową stawiającą dla nagłośnienia domowego niemałe wyzwanie, to na dodatek w przeciwieństwie do tamtego filmu jest miksowana w Dolby Atmos. Po raz wtóry Ambeo zapewnił potężny, czysty, donośny i doskonale brzmiący podkład. Jest jednak coś, o czym musimy porozmawiać.

Efekt Ambeo i Dolby Atmos kontra soundbar bez satelitów.

Sennheiser Ambeo, choć jest soundbarem 5.1.4 z obsługą Dolby Atmos, nie jest kinem domowym. Nie spełnia tej definicji, bowiem brakuje mu tylnych satelitów do dźwięku przestrzennego. Sennheiser jest zdania, że jego system dźwiękowy Ambeo zapewnia niemal perfekcyjną iluzję dźwięku dookólnego. I… jest to prawda. A zarazem nie jest. Pozwólcie, że wytłumaczę.

Ambeo radzi sobie z dźwiękiem przestrzennym na dwa sposoby. Pozycjonowanie dźwięku w pionie oraz kierowanie go na skrajne bieguny realizowane jest przez podobną sztuczkę, co u konkurencji: a więc przez odbijanie tegoż dźwięku od ścian. Przykładowy przelatujący nad nami śmigłowiec jest słyszalny nad naszymi głowami za sprawą wyemitowanej do góry i odbitej od naszego sufitu wiązki dźwięku. Iluzja ta jest realizowana przekonująco – nie gorzej i nie lepiej od konkurencji.

sennheiser ambeo recenzja

A co z dźwiękiem dookólnym? Tu w teorii miała zadziałać software’owa technika Ambeo. I można rzec: działa i nie działa. Soundbar Ambeo w filmach 5.1 i 5.1.4 zapewnia wartość dodaną w formie rewelacyjnej przestrzennej głębi dźwięku. Scena jest znacznie poszerzona i znacznie bardziej wiarygodnie brzmiąca. Jednak iluzja dźwięku dookólnego w pewnym momencie się kończy. Jeżeli dla wygody porównamy przestrzeń z tarczą zegarka, gdzie godzina 12:00 to front, to scena dźwiękowa kończy się na godzinach czwartej i ósmej licząc od środka. Cudu Ambeo nie dokonał: tylne satelity są tylko częściowo emulowane.

Żeby była jasność, a powyższe odpowiednio odczytane: to i tak nie lada osiągniecie. Nie słyszałem żadnego innego soundbara, który tak dobrze emulowałby kino domowe. Ambeo brzmi doskonale w grach i filmach, realizuje wszystkie nowoczesne standardy dźwięku (i obrazu), a jego emulacja Dolby Atmos jest na poziomie niespotykanym w soundbarowej konkurencji. To absolutnie rewelacyjny, wzorcowy wręcz sprzęt, którego jedyną wadą jest fakt, że nie dokonał cudu w postaci doskonałej iluzji źródła dźwięku znajdującego się za słuchaczem – choć resztę elementów dźwięku przestrzennego realizuje genialnie. Ile nam za to przyjdzie zapłacić? No więc tu zaczyna się problem.

Sennheiser Ambeo kosztuje 10,5 tys. zł.

Z jednej strony cena wcale nie wydaje się wzięta z kosmosu. Ambeo zamiata soundbarową konkurencję pod dywan. To nowoczesny sprzęt, który pięknie brzmi, oszczędza miejsce w salonie (brak subwoofera), wypełnia salon dowolnego rozmiaru dźwiękiem i któremu nie są straszne nawet DTS:X czy Dolby Vision. Według mnie w tej chwili Ambeo nie ma konkurencji w kategorii soundbarów.

Ale kategoria soundbarów nie wyczerpuje rodzajów nagłośnienia dla naszego telewizora. Za 4700 zł możemy nabyć rewelacyjny zestaw HW-N950 od Samsunga z subwooferem i tylnymi satelitami. Świetne sprzęty w podobnej cenie ma Sony. Taki zestaw jest bez porównania bardziej kłopotliwy: trzeba w salonie znaleźć miejsce na subwoofer, no i tak ustawić kanapę, by odpowiednio za nią rozstawić satelity. Mamy jednak pełnię wrażeń – bez sztuczek Ambeo – za połowę kwoty, którą musimy wyłożyć na Ambeo.

Nie każdy jednak może sobie pozwolić na takie zmiany w salonie, a część z nas ich tak po prostu nie chce. Jeżeli potrzebujecie nagłośnienia składającego się wyłącznie na grajbelkę i nie macie problemów z grubością portfela, Ambeo jest zdumiewająco bezkonkurencyjny. To bez wątpienia najlepszy soundbar na rynku, i to o spory margines. Pamiętajmy jednak, że miano najlepszy soundbar nie do końca oznacza najlepszy zakup.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst