Gry  / Recenzja

Heavy Rain: klasyk, który się zaskakująco dobrze zestarzał

Dobre historie nie mają daty ważności. 

Bałam się. Przyznaję, bałam się grać w Heavy Rain. Świetnie pamiętam, jak 10 lat temu wszystkim znajomym, krewnym i królikom kazałam oglądać krótki film reklamujący ten tytuł i podziwiać jego obłędną grafikę. Nie obchodziło mnie, czy interesują się grami, czy ciekawią ich historie seryjnych morderców, czy podoba im się ciężka od deszczu atmosfera. Mieli się zachwycać. Nie wiem, ile razy sama go widziałam, dużo, dość dużo, by Heavy Rain urosło w mojej głowie do rangi gry legendy, gry, w którą zawsze chciałam zagrać i nigdy tego nie zrobiłam.

Gdy dowiedziałam się, że wreszcie wychodzi na PC (konsoli nie mam i nigdy nie miałam), przestraszyłam się. Niewiele jest smutniejszych rzeczy, niż rozwianie dziecięcych iluzji i patrzenie, jak bohaterowie naszej młodości zmieniają się w smutne, przeciętne, tracące myszką relikty przyszłości. Rozumiecie już, dlaczego ze strachem pobrałam grę ze sklepu, niepewnie ja uruchamiałam, a potem z niepokojem patrzyłam na budzącego się bohatera. Teraz już wiem.

Bałam się niepotrzebnie.

Heavy Rain Ethan Mars i Jason Jason Jason
Ile gier i filmów musi powstać, żeby ludzie nauczyli się, że klauny to złe wieści?

W Heavy Rain najważniejsza jest opowieść, a ta dobrze się postarzała.

W mieście od lat grasuje seryjny morderca. Każdej jesieni porywa, a potem topi małych chłopców. Na miejscu zbrodni zostawia orchideę, a w rękę ofiary wkłada origami. Nikt nie wie, dlaczego to robi, nikt nie wie, co mają znaczyć tajemnicze wskazówki, nikt nie wie, gdzie jest ostatni porwany chłopiec, syn Ethana Marsa, jednego z głównych bohaterów i… głównych podejrzanych.

W grze wcielamy się nas przemian w jedną z czterech postaci, które chcą odnaleźć dziecko, zanim będzie za późno. Zrozpaczony ojciec dostaje od mordercy tajemnicze wiadomości. Młody profiler z FBI pomaga lokalnej policji w śledztwie, korzystając z zaawansowanego sprzętu rodem z science-fiction. Prywatny detektyw zatrudniony przez rodziny ofiar próbuje zebrać informacje, dając okazjonalnie po mordzie napataczającym mu się pod pięści złoczyńcom. Zmagająca się z własnymi demonami dziennikarka chce pomóc przystojnemu Ethanowi, gromadząc przy okazji materiały na przyszły bestseller. Każdy z bohaterów może umrzeć w różnych miejscach historii.

Dudniący w tle deszcz w każdej chwili przypomina o uciekającym czasie.

Heavy Rain Scott Shelby i Lauren Winter
Część fabuły też nie ma sensu, ale gra nieźle to maskuje.

W żadnej mierze nie jest to opowieść doskonała, choć doskonale się przy niej bawiłam.

Heavy Rain potrafi być wręcz do bólu wierne klasycznym wyznacznikom gatunku. Czasami można odnieść wrażenie, że scenarzyści odhaczają po prostu kolejne punkty na liście Ważnych Cech Mrocznego Kryminału. Dziennikarze koczujący jak sepy przed domem ofiary – są, motel prowadzony przez oślizgłego typka – jest, podejrzany klub z szefem gangsterem – jest, arogancki i brutalny porucznik — jest, jego zainteresowany tylko mediami przełożony — obecny.

Gra łagodzi nieco to wrażenie, sprytnie przemieszczając się między protagonistami i pokazując tę historię z ich unikalnej perspektywy, nadaje jej indywidualnych rysów. Dzięki temu łatwiej umykają nam dziury w fabule, które gdzieniegdzie przybierają całkiem potężne rozmiary (tuż przed skończeniem prac Quantic Dream zdecydowało się zmienić jeden z głównych wątków gry. Reminiscencje starej narracji pozostały gdzieniegdzie, ale kompletnie straciły sens). Mniej też drażnią niektórzy bohaterowie, a dokładniej fatalnie napisana Madison Page. Rozwikłałam zagadkę Zabójcy z Origami, ale nie mogę rozwiązać sprawy Pozostawienia w Grze Koszmarnej Dziennikarki, która sprawia wrażenie, że jest w tej historii tylko po to, żeby pokazać, jak zgrabnie można zaanimować ruszanie tyłkiem.

Heavy Rain Madison Page
Madison szuka sensu istnienia swojej postaci.

A jak broni się wydanie komputerowe?

10 lat temu grafika Heavy Rain zachwycała. Choć w ciągu ostatniej dekady wiele się zmieniło, w ten tytuł nadal można grać, nie przemywając co 10 minut oczu w misce. Jasne, nie ma co oczekiwać wizualnych fajerwerków, niektóre tekstury trzeba miłosiernie omijać wzrokiem, ale całość prezentuje się całkiem przyzwoicie. Może to kwestia moich niskich wymagań (osobistych, bo wymagania sprzętowe Heavy Rain ma wygórowane), ale byłam pozytywnie zaskoczona jakością wizualiów tak leciwego tytułu. Niewątpliwie pomaga w ich pozytywnych odbiorze absolutnie doskonała muzyka, która ciągle towarzyszy graczowi.

Francuskie studio jest znane z upodobania do QTA i to w Heavy Rain widać bardzo wyraźnie. Część rozdziałów przeszłam, korzystając z myszki i klawiatury, część z kontrolera. Sterowanie zostało całkiem znośnie przeniesione na komputer, choć nie obyło się bez momentów, które sprawdziły przepastność mojego słownika wyrazów nieparlamentarnych. Niekiedy bohaterowie zdają się nie chcieć z nami współpracować, a głupie smażenie jajecznicy wymagało ode mnie około 10 podejść. Część bardziej złożonych QTA jest trudniejsza do zrobienia na klawiaturze, ale nie wszystkie. Zdarzyło mi się z wściekłością odłączyć kontroler, żeby móc wykonać określoną sekwencję właśnie za pomocą myszki i stukania w klawisze.

Heavy Rain Norman Jayden
Jayden i jego zabawki

Heavy Rain po 10 latach nadal się broni. Jeśli nie mieliście do tej pory możliwości zagrania w ten tytuł, to szczerze polecam poświęcenie na niego kilku wieczorów, szczególnie jeśli, jak ja macie słabość do starych kryminałów.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst