Tech  / Artykuł

Jeździłem po polskich drogach z Yanosikiem S-clusive by GTR i doceniłem jego najmniej oczywiste zalety

346 interakcji
dołącz do dyskusji

Zanim zacząłem jeździć samochodem, Yanosik kojarzył mi się przede wszystkim z czymś w rodzaju legalnego antyradaru. Gdy zacząłem prowadzić auto, bardziej przydatne okazały się pozostałe jego funkcje.

Perspektywa kierowcy z krótkim stażem jest złożona. Człowiek świeżo po egzaminie na prawo jazdy przykłada zazwyczaj większą wagę do przepisów ruchu drogowego niż doświadczeni kierowcy. Wynika to nie tylko z faktu, że przepisy wobec świeżaków są ostrzejsze. Jeżeli przez rok od uzyskania prawa jazdy uzbieram 20 punktów karnych lub w ciągu dwóch lat popełnię trzy poważne wykroczenia, stracę uprawnienia i będę musiał powtarzać zabawę w kurs i egzamin. Poza tym szkolenie jest niczym innym jak formą programowania przyszłego kierowcy pod egzamin.

Po zakupie własnego auta zacząłem korzystać z aplikacji Yanosik w smartfonie. Staram się nie łamać przepisów ruchu drogowego, dlatego bardziej zależało mi na informacji o zagrożeniach, a także upewnieniu się, że jadę z właściwą prędkością w miejscach, gdzie nie jest to z jakichś względów oczywiste.

Smartfonowe aplikacje samochodowe mają to do siebie, że absorbują zbyt wiele uwagi.

W przypadku takiego oprogramowania jak Yanosik, istotą jest aktywna wymiana informacji. Gdy widzę zagrożenie - zgłaszam je. Gdy mijam takowe, a Yanosik mnie o nim wcześniej informował - potwierdzam je. Jeżeli nie jest ono aktualne - odwołuję. Proste.

Chcąc mniej się rozpraszać, postanowiłem przetestować urządzenie Yanosik S-clusive by GTR. Dlaczego? Pierwszy powód wymieniłem przed chwilą: nie chciałem być absorbowany przez smartfona, a małe pudełeczko od Yanosika zbiera na niewielkim ekranie najważniejsze informacje i przede wszystkim posiada fizyczne przyciski do zgłaszania i odwoływania zdarzeń.

Yanosik S-clusive by GTR to w zasadzie to samo urządzenie, co wcześniejszy Yanosik GTR, z tą różnicą, że za niecałe 800 zł otrzymujemy dożywotnią transmisję danych i nie musimy płacić abonamentu. Wydajemy sporo, ale po zakupie nie zaprzątamy sobie głowy pamiętaniem o dodatkowych opłatach.

Zwykły Yanosik GTR kosztuje 499 zł. Roczny abonament wynosi 99 zł. W wersji S-clusive dostaniemy też magnetyczny uchwyt do wpięcia w kratkę nawiewu. Różnice są niewielkie, ale kluczowa jest kwestia wygody użytkowania w postaci braku konieczności płacenia regularnego abonamentu.

Yanosik S-clusive by GTR - opis urządzenia

Yanosik S-clusive to niewielkie pudełko o rozmiarach 10 cm na 5,9 cm na 1,7 cm, wyposażone w moduł GPS i modem GPRS. Ekran ma przekątną 2,4”, czyli mierzy mniej więcej tyle, ile wyświetlacz używanej przeze mnie przed laty Nokii E63. Yanosika podłączamy kablem USB do gniazda zapalniczki przez ładowarkę samochodową. W zestawie otrzymujemy ładowarkę z jednym wejściem USB.

Aktywacja Yanosika S-clusive jest banalna. Wysyłamy SMS-a z kodem urządzenia, który znajdziemy na dolnej krawędzi. Dodatkowo podajemy adres e-mail. Po kilku, kilkunastu sekundach przychodzi powiadomienie i już możemy korzystać z systemu.

Po dostarczeniu zasilania Yanosikowi, zaczyna on wyszukiwać sygnał GPS. O ile za pierwszym razem trwało to minutę, może dwie, obecnie urządzenie bardzo szybko łapie fixa.

Po uruchomieniu na ekranie zobaczymy:

  • liczbę aktywnych użytkowników systemu Yanosik i aktualną godzinę,
  • prędkość, z którą się poruszamy i prędkość dozwoloną,
  • informację o zagrożeniach wraz z odległością,
  • wskaźnik ekonomicznej jazdy,
  • lokalizację miejsca, w którym aktualnie się znajdujemy.

Po lewej stronie od ekranu znajdziemy panel z sześcioma przyciskami fizycznymi do zgłaszania zdarzeń:

  • kontroli prędkości, czyli suszarek,
  • kontroli Inspekcji Transportu Drogowego,
  • zagrożeń, czyli wypadków i innych zdarzeń wyłączających pas ruchu,
  • nieoznakowanych patroli.

Dwa ostatnie przyciski służą do potwierdzania i odwoływania zdarzeń.

Dodatkowo możemy sprawdzić, czy znajdujemy się w strefie płatnego parkowania. Otrzymamy informację o godzinach, w których opłaty obowiązują, i o cenach. Do dyspozycji mamy również funkcję Yanosik Parking. Po połączeniu naszego urządzenia z kontem SkyCash będziemy mogli płacić za parkowania w tych miejskich strefach, gdzie możemy uiszczać opłaty za pośrednictwem SkyCash (m.in. Warszawa, Kraków, Lublin).

Jak Yanosik S-clusive działa w praktyce?

Yanosik działa w tle. Nie przeszkadza. Oprócz informacji na ekranie zostaniemy powiadomieni głosowo o zdarzeniach czy kontroli prędkości. Rzecz jasna z odpowiednim wyprzedzeniem.

Czy informacje są dokładne? Wystarczająco dokładne, by zawczasu się przygotować. Przykładem niech będzie odcinkowa kontrola prędkości na drodze krajowej nr 50. Niecały kilometr od jej początku zostałem poinformowany o odległości od strefy kontroli. Następnie system bardzo precyzyjnie wskazał mi początek kontroli, a później jej koniec.

Przy tej okazji chciałbym serdecznie nie pozdrowić kierowcę rosyjskiego TIR-a, który najpierw trąbił za mną, bym jechał szybciej niż to dozwolone na tym odcinku, a następnie zaczął wisieć mi na zderzaku, by ostatecznie wyprzedzić mnie na środku skrzyżowania, przejeżdżając przez pas do skrętu w lewo dla... samochodów jadących z naprzeciwka.

Inne stałe zdarzenia sygnalizowane są również precyzyjnie. Tak jest choćby ze zwykłymi fotoradarami. Inaczej rzecz się ma w przypadku informacji o zagrożeniach czy aktywności nieoznakowanych samochodów policyjnych. Tu wszystko zależy od użytkowników, którzy potwierdzą lub odwołają zdarzenie. Znów przykład: na 5 komunikatów o unieruchomionym samochodzie zajmujący pas jezdni, które dostałem, 3 potwierdziłem, a 2 odwołałem w miejscach ich zgłoszenia.

Jedną z najbardziej przydatnych dla mnie funkcji jest informacja o obowiązującej w danym rejonie prędkości. W tym przypadku dane pokrywały się mniej więcej w 90 proc. z tym, co pokazywała nawigacja NaviExpert, z której korzystałem dla porównania. Problem zgodności ze znakami na drodze jest bardziej złożony.

Jechałem drogą krajową nr 17 z Lublina do Warszawy i z powrotem, która w ogromnej części jest w remoncie. Nie dziwi więc fakt, że prędkości pokazywane przez urządzenie, ale też i nawigację, były niezgodne z tymczasowym oznakowaniem. Znacznie lepiej system wypada w mieście: zarówno w Lublinie, jak i Warszawie, ale możemy zapomnieć o traktowaniu go jako wyroczni. Zanotowałem wiele przykładów rozbieżności między znakami i prędkością wskazywaną na Yanosiku. Informację należy traktować więc jako wsparcie, ale nie można zwalniać się z obowiązku zwracania uwagi na znaki. Żaden policjant nie przyjmie usprawiedliwienia, że Yanosik pokazywał inne ograniczenie niż znaki drogowe.

Podobnie trzeba podchodzić do wskaźnika ekojazdy. Gdy jedziemy płynnie, z w miarę stałą prędkością, wskaźnik ECO zaświeci nam się na zielono. W zakorkowanym mieście zazwyczaj o ekojeździe możemy zapomnieć. Problem w tym, że nie potrzebujemy do wysnucia takich wniosków wskaźnika, bo to raczej logiczne.

Po zakończeniu jazdy możemy podejrzeć statystyki. Dowiemy się, jaki dystans przebyliśmy, jak długo jechaliśmy i z jaką średnią prędkością. Zobaczymy też liczbę występujących w czasie podróży zdarzeń, o których Yanosik nas powiadomił.

Yanosik S-clusive by GTR - zalety.

Niewątpliwą zaletą jest niezależność urządzenia od naszego smartfonu, pakietu internetowego itp. Działa ono zupełnie samodzielnie, a my równocześnie możemy korzystać np. z regularnej aplikacji nawigacyjnej w telefonie bez konieczności przełączania się i odwracania uwagi od jazdy.

Zaletą jest wreszcie niewielki rozmiar Yanosika i przede wszystkim fizyczne przyciski. Testując go na trasie, równocześnie miałem otwartą nawigację, w której również potwierdza się np. obecność fotoradaru. Gdy kierujemy pojazdem, znacznie łatwiej zrobić to przyciskiem fizycznym w Yanosiku niż na ekranie dotykowym.

Kolejną zaletą jest bezobsługowość urządzenia. Podłączamy je do zasilania i zaczyna ono działać. Nie potrzeba nic więcej.

Yanosik S-clusive by GTR - wady.

Yanosik S-clusive mógłby wykonany porządniej. Mamy bowiem do czynienia z plastikowym pudełkiem, które nie oferuje tzw. premium feel. To oczywiście drugorzędna właściwość, ale wystarczyłoby, by gadżet przypominał bardziej to, co widzimy w materiałach reklamowych, gdzie prezentuje się znacznie lepiej niż w rzeczywistości. Dotyczy to również skoku klawiszy, który jest mało wyczuwalny.

Yanosik S-clusive by GTR - czy warto?

To zależy. Jeżeli korzystamy z aplikacji Yanosik w smartfonie, nic nie płacimy (chyba że wybraliśmy płatną wersję w postaci aplikacji YetiWay). Otrzymamy podobne informacje oraz funkcję nawigacji, a więc położenie wskazane na mapie, a nie tylko nazwę lokalizacji.

Yanosik S-clusive by GTR jest bardziej czymś w rodzaju dashboardu, który dostarcza nam najważniejszych danych. Taki minimalizm jest jednocześnie zaletą i wadą - w zależności od tego, czego potrzebujemy. Ja jestem jego fanem.

W powyższym kontekście kwestią dyskusyjną jest cena gadżetu. W tym przypadku można spodziewać się skrajnych opinii. Zwolennicy Yanosika w aplikacji będą podkreślać darmowość wersji, z której korzystają. Za cenę oglądania reklam otrzymują esencję tego, czym jest Yanosik, czyli dostęp do systemu wymiany informacji o zdarzeniach na drodze.

Fani pudełka z Yanosikiem będą z kolei podkreślać wspomnianą już niezależność od smartfonu, kompaktowe rozmiary i bardzo wygodną obsługę dzięki fizycznym przyciskom.

Znacznie łatwiej rozstrzygnąć, którą wersję samego urządzenia wybrać. Zwykły GTR każe nam pamiętać o opłacaniu rocznego abonamentu. Droższy S-clusive działa po aktywowaniu i nie zaprząta naszej głowy opłatami. Po trzech wpłatach rocznych za GTR-a osiągniemy cenę wersji S-clusive.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst