Biznes  / News

Banki będą musiały się tłumaczyć, dlaczego nie udzieliły kredytu

W czwartek Senat zajął się ustawą wdrażającą przepisy RODO. Największe zainteresowanie budzi jej część, mówiąca o tym, że banki zostaną zmuszone do podawania klientom przyczyn udzielenia odmownej decyzji w sprawie kredytu.

Dlaczego nie dostajemy kredytu? Zazwyczaj dla banku przeszkodę stanowi poziom naszych zarobków, czasami negatywna historia kredytowa, innym razem problemem jest „śmieciowa” umowa albo zaawansowany wiek. Jeżeli dobrze pójdzie, już niedługo nie będziemy musieli zostawiać tego domysłom.

Parlament szykuje przepisy, które nakażą bankom podawanie jasnej i bezpłatnej informacji klientom, którym odmówiły kredytu.

Obowiązek ten może spaść na sektor bankowy jak grom z jasnego nieba. W początkowej fazie prac nad projektem wdrażającym przepisy RODO do 167 ustaw, nie było mowy o decyzjach kredytowych. Pomysł, by banki musiały się tłumaczyć ze swoich decyzji, pojawił się dopiero na etapie konsultacji ze stroną społeczną m.in. Fundacją Panoptykon.

Idea spodobała się zarówno posłom pracującym w komisji jak i Ministerstwu Cyfryzacji, które jest autorem całego projektu. A to ważne, bo bez rządowego poparcia ustawa miałaby niewielkie szanse na przejście przez wszystkie etapy legislacji.

Wprowadzone poprawki mówią o tym, że każdy klient będzie miał prawo dowiedzieć się, które dane osobowe miały wpływ na ostatecznie dokonaną ocenę zdolności kredytowej. Do tej pory taką możliwość mieli tylko przedsiębiorcy. Jak to się ma jednak do RODO?

Człowiek, któremu bank wystawia negatywną ocenę i odmawia kredytu, może się znaleźć w trudnej sytuacji. Nie ma szans tego zmienić bez rzetelnej i pełnej informacji o podstawach decyzji. A przecież jej podstawą są dane osobowe! - argumentuje na swojej stronie internetowej Panoptykon.

Panoptykon zabezpieczył jednocześnie klientów banków przed próbami obejścia nowego prawa. Prezeska fundacji, Katarzyna Szymielewicz, wskazywała bowiem, że niedoszli kredytobiorcy mogliby dostawać długie listy z całym szeregiem czynników, które przesądziły o odmownej decyzji.

Taka praktyka w zasadzie w żaden sposób nie ułatwiłaby dojścia do tego, dlaczego finalnie pieniądze nie trafiły do naszej kieszeni. Intencje ustawodawcy doprecyzował już minister Karol Okoński stwierdzając, że chodzi wyłącznie o te informacje, które okazały się najbardziej istotne.

Ale żeby nie było – banki również wywalczyły coś dla siebie.

Początkowo resort cyfryzacji proponował, by stworzyć zamknięty katalog danych osobowych, na podstawie, których instytucje finansowe mogłyby podejmować automatyczne decyzje odnośnie udzielania kredytów. Banki zaczęły jednak gorąco protestować, skończyło się więc na...otwartym katalogu, dzięki czemu będą mogły dobierać sobie dane w zależności od konkretnego procesu decyzyjnego. Co de facto dla kredytobiorcy nic nie zmienia.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst