Tech  / Felieton

Kropla krwi drąży majtki. I wreszcie będziemy mogli o tym porozmawiać za pomocą emoji

Duża część kobiet właśnie krwawi z macicy. Czas się z tym wreszcie pogodzić. Ma w tym pomóc emoji symbolizujące menstruację. 

W regularnym zalewie najnowszych emoji znalazła się niepozorna kropelka krwi. Nie budziłaby pewnie takich emocji, gdyby symbolizowała krwiodawstwo, wampiryzm czy zacinanie się przy goleniu. Reprezentuje jednak siłę znacznie potężniejszą, bardziej tajemniczą i mroczną – okres.

Tabu wokół okresu jest stare jak rzucanie kamieniami w dinozaury, ale jakoś nie może przejść na zasłużoną emeryturę.

Zdarza mi się nocować w domu rodzinnym mojego Ukochanego. Ostatnim razem, gdy uświęcone tradycją polskich domostw z teściem się nie napijesz zatrzymało nasz planowany powrót do domu na noc, upuściłam w łazience tampon (spokojnie, to był niezużyty, nierozpakowany, zapasowy, czyściutki, jeszcze pachnący półką sklepową tampon). Gdy kilka dni później brat Ukochanego widział się z nim, ten przekazał moją zgubę gestem podrzędnego dilera z jeszcze podrzędniejszych filmów, z uporem określając przedmiot mianem Coś. Do tej pory nie jestem pewna, czy 19-letni chłopak nie wie, jak wyglądają tampony i nie ma pojęcia, do czego takie ustrojstwo mogłoby służyć, czy woli rżnąć głupa, żeby tylko nie wejść na grząski grunt. W obu wypadkach trudno mu się zresztą dziwić. Informacje dotyczące menstruacji, jakie do niego mają szansę dotrzeć, są często co najmniej dziwne.

Weźmy choćby pomysłowe reklamy środków higienicznych pomagających zapanować nad krwistymi wylewami fundowanymi przez wkurzoną macicę. Ich niezawodność i nieprzepuszczalność testuje się nieodmiennie z pomocą błękitnego płynu niewiadomego pochodzenia. Być może bajka o Smerfach jest bajką o monopolistycznej testerce podpasek i wiosce, która utrzymuje się z jej krwawienia, bo żywe kobiety nie krwawią na niebiesko.

Emoji a sprawa społeczna.

Z pomysłem menstruacyjnego emoji wyszła brytyjska grupa zajmująca się prawami dziewcząt. Unicode go zatwierdził. Emoji jest jednym z pomysłów na to, jak sprawić, by dziewczynki nie wstydziły się mówić o okresie, a młodzi chłopcy przestali blednąć na samą myśl o tym, że mieliby iść do apteki i kupić swojej dziewczynie paczkę tamponów czy podpasek. Ma sprawić, że przestaniemy używać określeń typu TE dni czy innych eufemizmów sugerujących, że w sprowadzeniu okresu na kobiety mógł maczać palce Ten-którego-imienia-nie-wolno-wymawiać.

I tak, ja też miewam pewne wątpliwości, czy na pewno powinniśmy wszystko normalizować i z wszystkim się nieustannie oswajać. Wątpliwości te nabierają na intensywności, gdy akurat z apetytem nurkuję łyżką w talerzu, a w radiu leci reklama nowego środka na suchość pochwy, ale jestem przekonana, że akurat w wypadku okresu wyrzucenie do kosza tabu i mitu nieczystości wyszłoby nam wszystkim na zdrowie.

Można się chichrać i naśmiewać z tego, że walka o równouprawnienie coraz częściej odbywa się na polu walki o emoji (wegańskie sałatki bez jajek, wszystkie kombinacje i modele rodziny, a nawet, o zgrozo, uwzględnienie praw rudych do reprezentacji), ale język jest ważny, bo z jednej strony odzwierciedla, a z drugiej kształtuje rzeczywistość. Wprowadzanie pewnych pojęć do językowego repozytorium internetu może wyjść nam tylko na dobre. Optymiści mają nadzieję, że menstruacyjne emoji będzie kroczkiem w kierunku bardziej otwartego mówienia o okresie w ogóle. Jakby nie patrzeć, to temat, który przez jakiś tydzień w miesiącu dotyczy prawie całej ludzkości. Tę część, która dostaje klapkiem w twarz, bo wybrała sobie zły moment na zostawienie podniesionej deski w toalecie, dotyczy po prostu pośrednio.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst