Gry  / Artykuł

W Paladins na Switchu czuję się jak e-sportowe bóstwo. Albo jestem Terminatorem, albo w grze grasują boty

FIRST BLOOD! DOUBLE KILL! KILLING SPREE! SAVAGE! - wszechwidzący spiker w Paladins: Champions of the Realm wykrzykuje kolejne groźnie brzmiące słowa, gdy kończę rozgrywkę z 35 fragami na koncie. Średnia z tabeli to jakieś 15 zabójstw. Jestem taki dobry? Śmiem powątpiewać.

Przyjęło się mówić, że Paladins: Champions of the Realm to podróbka Overwatcha. W rzeczywistości sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana oraz wielowątkowa, ale na potrzeby tego tekstu przyjmijmy, że omawiany tytuł to darmowa wariacja hitu Blizzarda, w którą może zagrać każdy zainteresowany. Również na Nintendo Switchu, gdzie sieciowa strzelanina miała niedawno swoją premierę. Jako wielki fan tej konsoli (a także Overwatcha), nie mogłem przepuścić takiej okazji.

Pierwsze kilkanaście meczów w Paladins szło jak po maśle. Głównie dlatego, że grałem z botami.

Paladins: Champions of the Realm

W Paladins: Champions of the Realm zastosowano ten sam mechanizm co w PUBG Mobile. Gracza najpierw rzuca się naprzeciwko botów, aby ten zrozumiał podstawy mechaniki, zasady rządzące na serwerach oraz dotarł się z rozgrywką. To dobre podejście. Szkolenie w otoczeniu sztucznej inteligencji jest bardzo ważne w produkcjach sieciowych, a żółtodzioby stawiające pierwsze kroki nie niszczą drużynowej rozgrywki doświadczonym graczom. Wilk syty i owca cała.

Moja droga do piątego poziomu doświadczenia była usłana samymi zwycięstwami. Jednak od tego momentu miało być już tylko trudniej. Po wbiciu piątego poziomu system pozbywał się botów, a gracze nareszcie mogli spróbować swoich sił w prawdziwym, rasowym starciu online. Z ciekawością, entuzjazmem oraz lekkim przejęciem ruszyłem do boju. Kilka minut później na ekranie pojawił się wielki napis VICTORY. Szczerze? Nie poczułem żadnej różnicy. Jakiejkolwiek.

Mecz za meczem, rozrywałem przeciwników na strzępy. Wygrywałem 90 proc. spotkań.

Paladins: Champions of the Realm na Nintendo Switch.

Śmialiśmy się ze znajomymi, że 9-latkowie grający na Switchach nie stawiają żadnego oporu. Wszakże konsola Nintendo kojarzy się z młodszymi odbiorcami. Nawet pomimo faktu, że największą grupą klientów Wielkiego N są gracze z przedziału wiekowego od 25 do 35 lat. Zacząłem się na poważnie zastanawiać, czy aby dalej nie gram z botami. Przeciwnicy niby wykazywali większą ruchliwość oraz bardziej zachowawcze taktyki. Nicki innych graczy stały się bardziej losowe, ludzkie, naturalne. Wciąż jednak było zbyt łatwo.

Dumałem, czy to aby nie wina Pro Controllera. Dodawane do Switcha Joy-Cony to pomysłowe i unikalne kontrolery, ale do strzelanin nadają się średnio. Analogi nie są precyzyjne, stopień wychylenia jest malutki, a rozłożenie przycisków nie sprzyja precyzyjnym ruchom palców. Stąd wybór solidniejszego pada z dopiskiem Pro, który w niczym nie ustępuje kontrolerom dla PlayStation 4 oraz Xboksa One.

To, na czym gramy, to ważna sprawa. Jednak nawet najdroższy pad nie sprawi, że będę e-sportowcem.

Paladins: Champions of the Realm - tabela wyników.

Kolejny mecz zakończony. Znowu zdobyłem najwięcej fragów ze wszystkich graczy. Drapię się po głowie i myślę, co jest nie tak. Szukam wątków w sieci. Wszędzie jest napisane, że boty grasują na serwerach do piątego poziomu doświadczenia. Na moim koncie tych poziomów jest prawie dwa razy tyle. Nie mam też żadnych dodatków premium, które dawałyby mi przewagę nad rywalami. Za zarobione monety kupiłem dwie nowe grywalne postaci, ale to tyle.

Nie jestem również żadnym sieciowym wymiataczem. W Overwatchu na PS4 reprezentowałem stany średnie, permanentnie trwając w platynowej randze. Może nie byłem najgorszy na świecie, ale od prawdziwych rozbójników dzielą mnie lata świetlne. Dlatego nie mogę napisać, że doskonałe wyniki zawdzięczam jeszcze doskonalszym umiejętnościom. Wątpię, czy jakikolwiek gracz dałby sobie tak przetrzebić skórę, jak moi przeciwnicy w Paladins.

Oczywiście zdarzało się, że moja drużyna przegrywała. Jednak nawet wtedy zawsze byłem na czele obu tabeli. Niekoniecznie grając postaciami o przeznaczeniu DPS. Tankiem również byłem w stanie wynieść się na szczyt grupowego zestawienia. Nie było to takie łatwe jak gra Viktorem czy Buckiem, ale udawało się.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.

Moje dochodzenie trwa w dalszym ciągu. Jeżeli znacie odpowiedź na pytanie, dlaczego w Paladins: Champions of the Realm idzie mi zaskakująco dobrze, z chęcią przeczytam o tym w komentarzach. Sam mam dwa główne przypuszczenia, ale żadnych twardych faktów na potwierdzenie któregokolwiek z nich:

Opcja numer jeden zakłada, że faktycznie Pro Controller znacznie ułatwia mi sprawę. Dzięki niemu mam większą kontrolę, większą precyzję oraz szerszy zakres ruchu. Podczas rozgrywki, gdy często dochodzi do pojedynków w iście rewolwerowym stylu, może to mieć niebanalne znaczenie. Zwłaszcza grając tymi czempionami, dla których precyzja jest kluczowa.

Opcja numer dwa wydaje się bardziej prawdopodobna. Przypuszczam, że nawet powyżej piątego poziomu doświadczenia twórcy wpuszczają boty na serwery. Podczas rozgrywki miałem wrażenie, że tylko dwóch, maksymalnie trzech graczy na drużynę cokolwiek robi. Reszta czempionów to z kolei darmowe fragi. Tutaj nawet nie chodzi o to, że inni bohaterowie nie walczyli, bo pełnili rolę wsparcia albo medyków. Oni byli po prostu drętwi, biegając po polu bitwy jak gdyby nie wiedzieli, co mają ze sobą zrobić.

To dopiero początek mojej przygody z Paladins: Champions of the Realm.

Jeżeli zjedliście na tym tytule zęby, z chęcią się dowiem, co jest nie tak. Nie powiem, to przyjemne uczucie, prawie zawsze być MVP meczu. Będę jednak o wiele bardziej usatysfakcjonowany kiedy dowiem się, dlaczego idzie mi tak zaskakująco dobrze.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst