Media  / Felieton

Nie trzeba być antynaukowym świrem, by dać się wciągnąć w świat pseudonaukowych banialuk

114 interakcji
dołącz do dyskusji

Nigdy w życiu nie włożyłabym do swojej pochwy kamiennego jajka. Tak samo, jak nie włożyłabym woreczków z suszonymi ziołami czy gniazd os . Nie tylko dlatego, że odradzi to każdy dobry lekarz, ale też dlatego że mam jakiś zdrowy rozsądek. Tymczasem celebrytki i samozwańcze blogerki lifestylowe nie mają problemu z polecaniem takich głupot.

Ostatnie kilka tygodni to dla Gwyneth Paltrow, niegdyś aktorki, czas sukcesu konferencji jej marki Goop i jednoczesnego bycia pośmiewiskiem sporej części internetu i mediów. Paltrow lata temu stworzyła lajfstajlowego bloga, przy którym niegdysiejszy sukces Kasi Tusk i Make Life Easier to pikuś. Paltrow sprzedaje styl życia oderwanej od rzeczywistości pani domu, która nie musi w domu kiwnąć nawet palcem.

Trafia mnie szlag kiedy czytam o produktach, które mają korzystnie wpływać na energię czy aurę. Woreczek z kamyczkami naładowanymi magicznie czy zestawach oczyszczających energię, wszystko oczywiście w cenach z kosmosu. W Goop istnieje cały dział nazwany “kosmiczne zdrowie”, a magiczne naklejki przyklejane do ciała stały się ostatnim hitem.

Sklep Goop twierdził, że dzięki wykorzystaniu materiałów których używa NASA w skafandrach kosmicznych naklejki mają jakieś magiczne możliwości.

Zapytani przedstawiciele NASA nie tylko zdementowali kłamstwo o używanych materiałach, ale wyśmiali pomysł w ogóle.

To doskonały przykład pokazujący, że nie trzeba być koniecznie antynaukowym świrem, by dać się wciągnąć w świat pseudonaukowych banialuk.

Więcej - nawiązywanie do prawdziwej nauki podczas reklamowania bzdur stwarza wrażenie legitymizacji produktów.

Autorka z Guardiana, która była na goopowej imprezie stwierdziła, że owszem, całość jest bzdurą, ale nieszkodliwą. Tymczasem to nieprawda: rozpowszechnianie mitów o aurach energetycznych czy o tym, że trzymanie przez cały dzień w pochwie porowatych kamieni jest dobre dla zdrowia, sygnowane twarzą znanej celebrytki, jest pretekstem do zagłębienia się w świat antyszczepionkowców czy homeopatii.

To także niebezpieczny trend zwracania się o porady zdrowotne do ludzi, którzy nie mają pojęcia o zdrowiu, a ich działką jest robienie biznesu. To właśnie stąd wypływają nowe trendy na kolejne superprodukty jak olej kokosowy, który według naukowców ze zdrowym odżywianiem nie ma nic wspólnego. To właśnie te miejsca są źródłem dezinformacji która sprawia, że odróżnienie prawdy od fałszu jest coraz trudniejsze.

W Polsce świetnym przykładem tego trendu jest Beata Pawlikowska. Podróżniczka, która produkuje szkodliwe książki i pseudomotywacyjne slogany w tempie ekspresowym od lat uprawia antynaukową propagandę, według której ciało radzi sobie samo z problemami, a autorka jest tak wszechstronną ekspertką, że chętnie wykorzystuje swoją popularność by pisać książki o tym, jak leczyć depresję.

Każdy ma prawo do własnych opinii.

Celebryci też, problem pojawia się jednak gdy - czasem w dobrej wierze - postanawiają na nich zarabiać i wyczuwając, że te dobrze się sprzedają, brną w spiralę czakr i energetycznych detoksów.

Najbardziej przykre jest to, że osoby, które mają dostęp do szerokiej platformy publiczności wykorzystują powszechne problemy przepracowania czy stresu do zarabiania pieniędzy. “Jesteś wiecznie zmęczona? Kup kilka kamyczków i piasek! Nic to, że trójka dzieci i praca za najniższą krajową i niepłatne nadgodziny są twoim problemem, kup kamyczki!”. “Nie układa ci się w małżeństwie? Wsadź sobie jajko w pochwę, twoje życie seksualne odmieni się i będziecie szczęśliwi!”. “Masz depresję? Kup moją książkę, w której piszę o tym, że siła pozytywnego myślenia cię wyleczy!”.

Tymczasem ich jedyną radą powinno być stwierdzenie “udaj się do specjalisty”.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst