W 2026 r. ludzkość wraca w kosmos na poważnie. Nowe misje zapierają dech w piersiach
Od historycznego lotu ludzi w stronę Księżyca w ramach misji Artemis II, przez debiut pierwszej na świecie prywatnej stacji kosmicznej, aż po chińskie sondy „skaczące” po mrocznych kraterach w poszukiwaniu wody. Przed nami dwanaście miesięcy, które zdefiniują nową erę podboju kosmosu i udowodnią, że orbita Ziemi to już nie tylko pole badań, ale najgorętszy plac budowy i biznesu w historii ludzkości.

Jeśli myśleliście, że ostatnie lata w branży kosmicznej były emocjonujące, to zapnijcie pasy. 2026 r. zapowiada się jako absolutny przełom. To nie tylko czas kolejnych startów rakiet Elona Muska, ale moment, w którym po ponad pół wieku przerwy ludzkie oczy znów spojrzą na Księżyc z bliska, a orbita Ziemi doczeka się pierwszego prywatnego hotelu dla badaczy. Przed nami dwanaście miesięcy, które zdefiniują nową erę eksploracji Układu Słonecznego.
Dookoła Księżyca i z powrotem
Najważniejszym punktem w kalendarzu każdego fana technologii jest bez wątpienia misja Artemis II. To właśnie w 2026 r., o ile plany NASA nie ulegną nagłym korektom, czworo astronautów: Reid Wiseman, Victor Glover, Christina Koch oraz Jeremy Hansen, zajmie miejsca w kapsule Orion.
Ich zadanie jest proste, a zarazem karkołomne: okrążyć Księżyc i wrócić bezpiecznie na Ziemię.

Będzie to pierwszy raz od 1972 r., czyli od legendarnej misji Apollo 17, gdy człowiek opuści niską orbitę okołoziemską i zapuści się w głęboką przestrzeń. Choć Artemis II nie zakłada jeszcze lądowania na powierzchni, ten 10-dniowy lot ma udowodnić, że system SLS (Space Launch System) jest gotowy do regularnego transportu ludzi.
Prywatna stacja kosmiczna
Podczas gdy Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS) powoli przygotowuje się do zasłużonej emerytury, 2026 r. ma przynieść debiut jej następcy, ale w wydaniu komercyjnym. Firma Vast Space planuje wystrzelić w maju moduł Haven-1.

Będzie to pierwsza na świecie w pełni prywatna stacja kosmiczna. Choć gabarytowo nie może się równać z ISS bo jej objętość mieszkalna to około 45 m3, co przypomina wnętrze dużego autobusu, to technologia wewnątrz ma być o dekady nowocześniejsza.
Stacja zaoferuje astronautom szybki internet od Starlink, nowoczesne koje do spania w mikrograwitacji i ogromne okno kopułowe o średnicy 1,2 m, przez które turyści i naukowcy będą mogli podziwiać naszą planetę. To jasny sygnał: orbita staje się miejscem biznesu, a nie tylko rządowych eksperymentów.
Stacja Haven-1 ma być przystosowana do 30-dniowych pobytów naukowców lub turystów.
Nowe teleskopy w kosmosie
Nie tylko loty załogowe będą rozpalać wyobraźnię. W drugiej połowie 2026 r. NASA planuje wysłać w kosmos Teleskop Nancy Grace Roman. Jeśli uważaliście, że James Webb zmienił wszystko, to Roman może was zaskoczyć jeszcze bardziej.

Posiada on lustro o średnicy 2,4 m, identyczne jak w starym dobrym Hubblu, ale jego instrumenty pozwolą na obserwację obszaru nieba aż 100 razy większego przy jednym pstryknięciu.
Teleskop ten ma pomóc rozwikłać zagadkę ciemnej energii tworząc gigantyczne mapy kosmosu, o jakich astronomowie marzyli od lat. Jednym z głównych zadań Teleskopu Nancy Grace Roman będzie odkrywanie w sposób masowy egzoplanet poprzez mikrosoczewkowanie grawitacyjne, w którym masywny obiekt na pierwszym planie załamuje światło gwiazdy tła, tymczasowo je powiększając jak soczewka.
Z kolei pod koniec 2026 r. oczy astronomów z całego świata zwrócą się w stronę Chin, które planują wystrzelić swój najbardziej ambitny instrument obserwacyjny: teleskop kosmiczny Xuntian, znany również jako CSST (Chinese Space Station Telescope).
Wyposażony w lustro główne o średnicy 2 m, instrument ten pod względem zdolności zbierania światła staje w jednej szranki z legendarnym Teleskopem Hubble’a, a w niektórych trybach obserwacji ma go nawet przewyższać.
To, co jednak czyni Xuntian prawdziwym technologicznym unikatem, to jego orbita. Teleskop będzie krążył w pobliżu chińskiej stacji kosmicznej Tiangong, co umożliwi mu okresowe dokowanie do bazy. Dzięki temu astronauci będą mogli na bieżąco serwisować urządzenie, wymieniać instrumenty na nowocześniejsze czy naprawiać usterki bezpośrednio w przestrzeni kosmicznej, co drastycznie wydłuży jego żywotność i utrzyma go w technologicznej awangardzie przez lata.
Misja Xuntian, zaplanowana na co najmniej dekadę, ma ambicję stać się najważniejszym źródłem danych dla badaczy ciemnej materii, ciemnej energii oraz ewolucji galaktyk.
Więcej na Spider's Web:
Te misje zapierają dech w piersiach
2026 r. to także czas wielkich momentów dla bezzałogowych sond. Europejsko-japońska misja BepiColombo, po ośmiu latach żmudnej podróży i skomplikowanych manewrów asysty grawitacyjnej, w końcu ma wejść na stabilną orbitę wokół Merkurego.
To najtrudniejsza do zbadania planeta wewnętrzna, przypominająca przypieczony kawałek skały, który skrywa tajemnice o początkach całego Układu Słonecznego.
Sonda rozdzieli się na dwa niezależne orbitery: europejski MPO, który skupi się na precyzyjnym mapowaniu powierzchni i badaniu składu chemicznego, oraz japoński Mio, którego zadaniem będzie analiza magnetosfery. Dane, które spłyną na Ziemię, mogą kompletnie zmienić nasze rozumienie tego, jak formują się systemy planetarne.
Jednocześnie w kierunku asteroidy Didymos zmierza sonda Hera, należąca do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Na miejsce dotrze w listopadzie 2026 r.

Jej celem jest zbadanie "miejsca zbrodni", a konkretnie skutków uderzenia sondy DART, która celowo zderzyła się z księżycem asteroidy, by sprawdzić, czy potrafimy zmienić trajektorię lotu potencjalnie niebezpiecznych obiektów.
Wyniki tej misji dadzą nam odpowiedź na pytanie, czy ludzkość jest już gotowa na system obrony planetarnej.
To jednak nie koniec, czego najlepszym dowodem będzie misja Tianwen-2, która w lipcu 2026 r. ma dotrzeć do niezwykłej asteroidy Kamoʻoalewa. Obiekt ten, nazywany często quasi-księżycem, to maleńkie ciało niebieskie o średnicy zaledwie kilkudziesięciu metrów, które krąży wokół Słońca po orbicie niemal identycznej jak Ziemia, stale towarzysząc naszej planecie w jej podróży.
Dla naukowców z Państwa Środka to nie tylko okazja do pokazania technologicznej biegłości, ale przede wszystkim szansa na zbadanie jednego z najbardziej zagadkowych obiektów w naszym sąsiedztwie. Tianwen-2 podejmie próbę pobrania próbek z powierzchni tej kosmicznej skały, co będzie wymagało chirurgicznej precyzji w warunkach mikrograwitacji.
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, cenne próbki trafią na Ziemię pod koniec 2027 r.
Pięć lądowań na Księżycu
W 2026 r. słowo "Księżyc" będziemy odmieniać przez wszystkie przypadki. Nie jest to przesada, bo w tym roku na powierzchni Srebrnego Globu wylądować ma pięć bezzałogowych misji.
Już na początku 2026 r. z Przylądka Canaveral ma wystartować potężna, wielorazowa rakieta New Glenn, niosąc na szczycie lądownik Blue Moon Mark 1. To nie jest tylko kolejna próba wysłania sprzętu w kosmos, ale kluczowa misja typu pathfinder, czyli pionierski zwiadowcy, który ma udowodnić, że firma Bezosa jest gotowa na logistykę o skali przemysłowej.

Mark 1 to prawdziwy siłacz. Lądownik został zaprojektowany tak, aby dostarczyć na powierzchnię Księżyca nawet 3000 kg ładunku. Testy obejmą przede wszystkim systemy precyzyjnego lądowania oraz nowoczesny napęd, które w przyszłości mają stać się fundamentem dla regularnych dostaw komercyjnych i naukowych na satelitę Ziemi.
Lądownik ma osiąść w okolicach południowego bieguna Księżyca, regionu kluczowego dla przyszłych baz księżycowych. Blue Origin jest głównym wykonawcą kontraktu NASA na system lądowania ludzi (HLS). Oznacza to, że Mark 1 to w rzeczywistości wielka, bezzałogowa próba generalna przed wysłaniem w tę samą podróż astronautów. Jeśli Bezos pomyślnie zaparkuje na biegunie, udowodni, że jego Blue Moon jest gotowy do pełnienia roli kosmicznej windy, która jeszcze w tej dekadzie przywróci stałą obecność człowieka na Księżycu.
Z kolei chińska misja Chang’e 7 to prawdziwy szwajcarski scyzoryk technologii, celujący w południowy biegun Księżyca, region, który dzięki swoim wiecznie zacienionym kraterom może skrywać największy skarb przyszłej kolonizacji: lód wodny.

Zamiast pojedynczej maszyny, Chiny wysyłają całą armadę: orbiter do precyzyjnego mapowania, lądownik oraz łazik. Największą sensacją jest jednak niewielka sonda typu hopper (skoczek). Ten mechaniczny pionier będzie potrafił przemieszczać się tam, gdzie tradycyjne koła zawiodą, dosłownie przeskakując z miejsca na miejsce, by zajrzeć do wnętrza mroźnych kraterów, do których nigdy nie dociera światło słoneczne, i sprawdzić, czy rzeczywiście znajdziemy tam wodę niezbędną do przetrwania ludzi.
Realizacja misji Chang’e 7 to nie tylko pokaz technologicznej brawury, ale przede wszystkim budowa fundamentów pod stałą obecność człowieka na Srebrnym Globie. Aby zapewnić nieprzerwaną łączność z Ziemią z tak trudnego terenu, Chiny wyślą dedykowanego satelitę przekaźnikowego, który stanie się kosmicznym mostem radiowym.
Głównym celem jest dokładna charakterystyka złóż lodu oraz analiza zagrożeń terenowych, co wprost przygotowuje grunt pod przyszłe lądowania załogowe.
Poza tymi dwoma misjami, na Księżycu wylądować ma też firma Firefly ze swoim lądownikiem Blue Ghost M2 (drugi kwartał roku, cel: niewidoczna strona Księżyca), firma Intuitive Machines z lądownikiem IM-3 (druga połowa roku, lądowanie w regionie Reiner Gamma) oraz firma Astrobotic z lądownikiem Griffin mission 1 (lipiec, południowy biegun Księżyca).
Wahadłowiec wraca do menu
Kiedy myśleliśmy, że era wahadłowców bezpowrotnie przeminęła wraz z ostatnim lotem promu Atlantis, 2026 r. przypomni nam, dlaczego tak bardzo kochaliśmy skrzydlate statki kosmiczne. Pod koniec roku na orbitę ma w końcu wzbić się Dream Chaser, miniaturowy prom od Sierra Space, który wygląda jak nowoczesna, wygładzona wersja swoich legendarnych poprzedników z NASA.

Pierwsza, bezzałogowa misja o nazwie Tenacity będzie pokazem technologii: statek zostanie wystrzelony pionowo na szczycie rakiety, ale powróci na Ziemię w sposób, który wciąż budzi podziw, lądując poziomo na zwykłym pasie startowym lotniska, niczym klasyczny samolot pasażerski.
Ten ważący około 9 t pojazd o długości 9 m i rozpiętości skrzydeł wynoszącej 7 m (czyli około 1/4 wielkości starego Space Shuttle) został zaprojektowany tak, by służyć nawet przez 15 misji, co czyni go jednym z najbardziej ekonomicznych rozwiązań w nowym wyścigu kosmicznym.
Dzięki swojej konstrukcji typu lifting body (kadłub generujący siłę nośną), statek wchodzi w atmosferę znacznie łagodniej niż tradycyjne kapsuły, generując przeciążenia na poziomie zaledwie 1,5 g. To kluczowe przy transporcie delikatnych eksperymentów medycznych, kryształów białkowych czy próbek biologicznych, które gwałtowne hamowanie w kapsule mogłoby bezpowrotnie zniszczyć.
Dream Chaser może dostarczyć na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS) do 5500 kg ładunku i zabrać ze sobą na Ziemię około 1750 kg towaru, oferując przy tym dostęp do zawartości niemal natychmiast po wylądowaniu na pasie. Choć w 2026 r. poleci bez pilota, Sierra Space już teraz pracuje nad wersją załogową, która docelowo ma zabierać na pokład do 7 astronautów, stając się najbardziej komfortową i wszechstronną taksówką nowej ery.
Elon Musk może zacząć się bać
2026 r. będzie też rokiem debiutu nowej rakiety. W świecie zdominowanym przez SpaceX, oczy wszystkich fanów technologii zwrócone są na Rocket Lab, firmę, która jako jedyna realnie rzuca dziś wyzwanie imperium Elona Muska.
W połowie 2026 r. planowany jest debiut rakiety Neutron, która ma być dla Petera Becka przepustką do ekstraklasy podbojów kosmicznych. Mierzący około 40 m Neutron to konstrukcja z rewolucyjnego włókna węglowego, zaprojektowana od podstaw z myślą o częściowej wielorazowości.

Pierwszy stopień rakiety ma lądować pionowo, wracając bezpośrednio na platformę startową, co pozwoli na błyskawiczne przygotowanie maszyny do kolejnego lotu. To ogromny skok dla firmy, która do tej pory kojarzona była głównie z lekką rakietą Electron. Neutron pozwoli im wynosić na orbitę ciężkie ładunki wojskowe oraz budować gigantyczne konstelacje satelitów, stając się realną, komercyjną alternatywą dla wysłużonego Falcona 9.
To, co najbardziej wyróżnia Neutrona na tle konkurencji, to jego niezwykła konstrukcja osłony ładunku, pieszczotliwie nazywana przez inżynierów Hungry Hippo (Głodny Hipopotam). W przeciwieństwie do tradycyjnych rakiet, w których owiewka na czubku po prostu odpada i ląduje w oceanie, w Neutronie otwiera się ona w kosmosie niczym ogromna paszcza, wypuszcza drugi stopień wraz z satelitami, a następnie zamyka się przed powrotem na Ziemię.
2026 r. zapowiada się dla fanów technologii bardzo obiecująco. To będzie czas wielkich debiutów i ostatecznych testów dla największych graczy w branży.
NASA rzuca wyzwanie historii, wysyłając astronautów poza niską orbitę, Jeff Bezos w końcu kładzie swój lądownik na Srebrnym Globie, a Rocket Lab wypuszcza Głodnego Hipopotama, by przełamać monopol SpaceX.
Do tego dochodzą nowe, potężne teleskopy z Chin i USA, które zajrzą tam, gdzie wzrok Hubble’a nigdy nie sięgał. Szykujmy popcorn.







































