Tech  / Felieton

Dialog? O roli płci? W internecie? Zabawne

Chcąc nie chcąc zostałam chyba mianowana jakąś technologiczno-społeczną feministką, na dodatek walczącą, bo zostałam poproszona o skomentowanie pewnej YouTube'owej sprawy. Chodzi o wideo na kanale pewnego gościa, który przegina z kawałami. Gościu posuwa się do całowania czy łapania za tyłek w imię oglądalności, a jakiś tydzień temu część amerykańskiego YouTube'a oburzyła się i zaczęła protestować. Najkrócej mogę skomentować to tak: i tak większość z was to nie obchodzi, a nawet jeśli zwrócicie uwagę to nie będziecie widzieli w tym nic zdrożnego.

Muszę zacząć od naprostowania tego, jak dziś postrzegane są feministki. Dla przeciętnego internauty feministka to Kazimiera Szczuka i inne głośno krzyczące, roszczeniowe kobiety. Feministka to wręcz odrzucająca seksualnie wiecznie niezadowolona babka, która zawsze znajdzie dziurę w całym i ze skrzywioną miną będzie nawoływała do parytetów czy wymordowania wszystkich mężczyzn. Tak, zdarzają się i takie.

Feminizm jednak to dziesiątki nurtów i ruchów, opartych na różnych filozofiach i działających całkowicie różnie. Najgłośniejsze są oczywiście te najbardziej kontrowersyjne - nie bez powodu gdy pisałam o problemach kobiet w branży teksty niosły się słabiej, niż moje mocne stanowisko w wystawionym środkowym palcem w sprawie konkursu One Plus One.

Wojujące feministki (obu płci) obrały za cel vlogera nagrywającego głupie żarty na poziomie, jakby to u nas powiedziano, gimbazy.

Ot koleś wychodzi na ulicę w bluzie która wygląda jakby trzymał ręce w kieszeniach, zaczepia dziewczyny i od tyłu łapie je za pośladki. Albo wręcz wymusza na nich pocałunki. Wszystko w iście przaśnej, wulgarnej i bezczelnej formie.

Peppera nazwano mizoginistycznym seksualnym predatorem, który atakuje kobiety i sprowadza je do roli obiektu z którego można nabijać się z podtekstem seksualnym. Potem pewna dziewczyna nagrała wideo, w którym opowiada jak Pepper zaprosił ją do kina gdy miała 16 lat a gdy nie chciała odbyć z nim żadnych czynności seksualnych stwierdził, że go oszukała. Rozpętała się burza, krucjata przeciwko Pepperowi, który jest niczym więcej, niż tylko niezbyt lotnym vlogerem nagrywającym filmiki dla nastoletniej gawiedzi. Sami karmimy takie potworki, oglądając, szerując i komentując podobne materiały.

O ile jednak zgadzam się, że niektóre wideo Sama Peppera to bardzo niskie, niesmaczne i nieprzystające dorosłemu człowiekowi zagrywki, o tyle nie jestem do końca pewna, czy przypisywanie temu łatki mizoginistycznej nienawiści do kobiet i seksizmu jest tu akurat adekwatne. Tak, kobiety są uprzedmiotawiane, ale Pepper nie wydaje się zbyt świadomy problemów postrzegania obu płci, więc można przyjąć że raczej instynktownie tworzył treści wyczuwając, że sprzedadzą się w sieci. Tyle. A łapanie kobiet za pośladki w tym wypadku ma więcej wspólnego ze zwykłą napaścią, naruszeniem przestrzeni osobistej niezależnie od płci, niż z molestowaniem erotycznym.

Jednak z całą pewnością nie mogę zgodzić się na to, co stało się już po tym, gdy inni vlogerzy podjęli temat. Laci Green, dosyć słynna blogerka-wojująca feministka i kilka innych osób nawoływało wręcz do zmasowanej akcji zgłaszania kanału Peppera do administracji i flagowania konkretnych filmów. Udało im się - wideo zostało zdjęte. Mimo, że publiczne namawianie do takich akcji wymierzonych przeciw konkretnym użytkownikom i filmom jest wbrew zasadom samego YouTube'a. Jest też, przede wszystkim, zaprzeczeniem wolności słowaw sieci. Bo czym różni się taka akcja i mówienie, że Peppera trzeba powstrzymać za wszelką cenę od akcji wymierzonej przeciwko komuś, kogo się po prostu nie lubi? To że jest w szczytnym celu? Bzdura.

Blokowanie kogokolwiek siłowo i korzystając z przewagi liczebnej nigdy nie będzie szczytne.

Po kilku moich tekstach przypięto mi łatkę wojującej feministki, ale daleko mi do Laci Green czy Anity Sarkesian. Te chcą zwalczać objawy, a przecież sedno problemu tkwi całkowicie gdzie indziej i jest bardziej skomplikowane. Na tyle, że można byłoby pisać wielkie elaboraty na ten temat.

W skrócie jednak "ta dziewczyna z Harrego Pottera", Emma Watson, ma rację mówiąc, że bez edukacji i uwrażliwiania oraz zmieniania nie tylko roli społecznej, kulturowej czy ekonomicznej nie tylko kobiet, ale też mężczyzn nie ma mowy o równym traktowaniu. Bo tak, mężczyźni też są dyskryminowani - w sprawach o opiekę nad dzieckiem czy urlop tacierzyński ale także w zwykłym, podstawowym prawie do odczuwania emocji i uczuć.

Sam Pepper i jego filmiki oraz widzowie czerpiący z nich czystą rozrywkę to w dużej mierze pokłosie kultury, w której mężczyzna wciąż jest łowcą i dostarczycielem pożywienia. Ewolucja przypisała mu taką rolę i nie ma w tym nic dziwnego, jednak dziś żyjemy w większości w całkowicie innym świecie. Mężczyzna nie musi być jedynym żywicielem rodziny, twardym obrońcą, kobieta nie musi siedzieć w kuchni i wychowywać dzieci jako swoje jedyne zajęcie.

Jednak pozostało w nas dużo z tych instynktów i pewnie stąd bierze się cały seksizm. Przeświadczenie, że kobieta nie nadaje się na kierownicze stanowiska, że jest tylko obiektem, który można wykorzystać, ale też przekonanie, że mężczyzna musi być zawsze twardy.

Chłopiec nie może płakać, musi być tym silniejszym, twardym, najlepiej jak umie się bić i nie da sobie w kaszę dmuchać. "Bądź mężczyzną" w okresie socjalizacji oznacza zwykle wpadnięcie we wzorce kulturowe, w których chłopiec musi pochwalić się pierwszą zaliczoną dziewczyną, być zdobywcą i liderem, być zdolnym do agresji.

Mężczyzna według tych wzorców nie może przyznać się do słabości ani do empatii - nie może próbować zrozumieć punktu widzenia kobiety, bo to niemęskie.
Dlatego tak ważne jest równouprawnienie. Żyjemy w świecie, który staje się coraz bardziej wygodny, a stare wzorce w wielu dziedzinach nie sprawdzają się już i kreują tylko niepotrzebne niezrozumienie i problemy.

Dlatego też tak ważne jest uświadamianie i próba dotarcia do męskiej części społeczeństwa.

To właśnie mężczyźni rozumiejący niuanse i zawiłości ról płciowych, ekonomicznych, społecznych, seksualnych czy kulturowych mają szansę na poprawę sytuacji, na wychowanie kolejnych pokoleń nie widzących różnic. Bez mężczyzn nie ma szans na żadne pozytywne zmiany - a benefity z nich będą czerpać zarówno kobiety jak i mężczyźni, którzy mają możliwość pozbycia się często niekomfortowych wzorców i ról do odgrywania.

Jak bardzo ważny to problem niech świadczy choćby problem ratyfikowania konwencji o zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej w naszym rodzimym rządzie. Konwencja, która odpowiada dosyć zręcznie (tekst tutaj http://amnesty.org.pl/uploads/media/konwencja_przemoc_wobec_kobiet.pdf) na nakreślone powyżej problemy, rozpoznaje całkiem dobrze źródła przemocy i ma nawet na celu uczulanie chłopców na przemoc oraz uwzględnia rolę wzorców płci w tworzeniu środowisk akceptujących przemoc została skierowana do poprawek. Bo część posłów i posłanek uważa, że problemu w zasadzie nie ma albo że zaburza ona tradycyjny model rodziny.

Może i mają rację. Może kierowanie się bezwzględnym dobrem ofiary, próby uwrażliwiania chłopców na przemoc, przestanie usprawiedliwiania jakiejkolwiek przemocy ideologią, religią czy honorem i wzajemny szacunek bez względu na płeć jest niezgodny z tradycyjnym, przestarzałym modelem rodziny, w którym kobieta zajmuje się domem a mężczyzna go utrzymuje i jeśli podwinie mu się noga to traci całkowicie męskość i atrakcyjność.

Musimy o tym rozmawiać. Musimy rozmawiać, nie krzyczeć, mówić a nie wywrzaskiwać.

Sama popełniłam ten błąd choćby z konkursem One Plus One i widzę, że sprawy takie, jak Sama Peppera oraz popularność takich osób jak Laci Green czy Anita Sarkesian wynajdujących problem wszędzie, ale nie oferujących propozycji rozwiązania problemów przynosi tylko szkody i zaostrza wyimaginowany konflikt płci.

Bo przecież seksualność i płeć jest częścią naszej tożsamości, podobnie jak rasa czy choćby kolor włosów. Stereotypy wciąż są popularną formą żartów i zamiast nawoływać do zesłania do piekieł Sama Peppera może lepiej byłoby zapytać, czy żarty w tak mocny sposób wykorzystujące stereotypy i naruszające przestrzeń osobistą są jeszcze akceptowalne?

Przykro mi, YouTube'owe feministki, ale zamiast zdziałać coś dobrego, rozwścieczyłyście tylko gościa, który teraz nie będzie nawet starał się próbować zrozumieć, o co chodzi z tą nierównością płci. Rozumiem - internet sprzyja ostremu wyrażaniu zdania i skrajnym poglądom, bo te zbierają więcej klików.  Brakuje w tym jednak rozsądku.

Grafika główna pochodzi z Shuttersock.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst