Sprzęt  / Recenzja

Najlepszy przyjaciel geeka-podróżnika. Bez niego ani rusz

Mam nową zabawkę, którą do końca nie wiem jak scharakteryzować. Najbliżej temu jest do zewnętrznego dysku twardego. Ale to też jest powerbank. Wspominałem też, że ma wbudowaną kartę Wi-Fi i funkcję bridge?

O tym co jest lepsze – czy hybrydy, czy też urządzenia wyspecjalizowane – można debatować w nieskończoność. Jednak gdy przychodzi czas podróży, kiedy ilość zajmowanego miejsca przez nasz sprzęt ma kluczowe znaczenie i kiedy pragniemy zapakować się w jeden plecak, to ta dyskusja traci na znaczeniu. Im mniej mamy przy sobie, tym lepiej. Firma Adata najwyraźniej zdaje sobie z tego sprawę, bo wypuściła na rynek pewną bardzo ciekawą i przedziwną rzecz o jakże dźwięcznej i chwytliwej nazwie AE800.

Jak toto można scharakteryzować? Powiedzmy, że jest to „półterabajtowy, zewnętrzny dysk twardy z funkcją pracy w USB 3.0, pracy bezprzewodowej oraz z funkcją powerbanku”. A więc możemy toto zabrać w podróż i będzie nam służyło jako przestrzeń na dane, serwer dla danych oraz jako ładowarka do urządzenia mobilnego. A to wszystko można już dostać za około 300 złotych i nie jest to klasy taniej chińszczyzny.

WP_20140626_16_35_13_Pro

[gallery columns="2" link="file" ids="210937,210938"]

No dobra, to gdzie jest haczyk?

Dysk twardy, jaki znajdziemy w środku, to napęd firmy WD o pojemności 500 GB pracujący w trybie 5400 rpm. Oprócz tego w obudowie znajduje się akumulator o pojemności 5200 mAh. Całość nie jest wodo- ani wstrząsoodporna, ale sprawia wrażenie solidnej konstrukcji. Wzornictwo jest również dość eleganckie, bez krzykliwych ornamentów. Niestety, z uwagi na to, że znajduje tam się zarówno pojemny dysk HDD, jak i niemały akumulator, całość swoje waży. Zdecydowanie będziesz to czuć w kieszeni.

Na górnej części obudowy znajdziemy cztery diody LED. Te informują o stanie naładowania akumulatora, włączeniu ładowania, aktywności samego dysku i aktywności sieci Wi-Fi. Na dole z kolei znajdziemy cztery gumowe nakładki, dzięki którym dysk nie ślizga się na powierzchni, na której aktualnie się znajduje. Na froncie znajdują się dwa porty USB: jeden do ładowania urządzeń mobilnych (1A, 5W), drugi zaś to USB 3.0 micro-B do wymiany danych i ładowania wbudowanego akumulatora. Z boku urządzenia znajduje się włącznik.

Z dyskiem można się łączyć bezprzewodowo za pomocą dedykowanej mu aplikacji. Sprawdzałem wersję dla Androida na tablecie Nexus 7 i ta działała zaskakująco dobrze, pozwalając mi nie tylko na przeglądanie danych, ale również na strumieniowanie multimediów (w tym w kontenerze MKV). Aplikacja jest dostępna dla iOS-a i Androida. OS X i Windows obsługują ten dysk natywnie. Urządzenie może też służyć jako mostek Wi-Fi, udostępniając połączenie większej ilości urządzeń.[gallery columns="2" link="file" ids="210939,210941"]

Jeśli chodzi o wydajność dysku, tu również nie ma się do czego przyczepić. Kopiując dane w obie strony nie zauważyłem jakichkolwiek różnic wobec przyzwoitych dysków zewnętrznych USB 3.0 innych producentów. Wszak w środku, jak już wspominałem, siedzi „twardziel” od WD. Karta sieciowa wbudowana w urządzenie działa również zaskakująco dobrze: nie było żadnego problemu ze strumieniowniem wideo w 1080p do dwóch różnych urządzeń. Testowałem w sieci Wi-Fi o mocnym sygnale.

Haczyków brak

To świetny pomysł na produkt, a i wykonanie nie pozostawia wiele do życzenia. Jak zawsze, można by ponarzekać. Brakuje aplikacji dla Windows Phone, dysk mógłby być terabajtowy a akumulator pojemniejszy. Biorąc jednak pod uwagę, że w porównywarce cenowej możemy go dostać w cenie od 300 do 500 złotych, to jeżeli często podróżujesz, tak jak ja, to warto się tym sprzętem zainteresować. Bo po dwóch tygodniach zabawy, mimo starań, nadal nie mogę się za bardzo do czegokolwiek przyczepić.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst