Sprzęt  / News

Microsoft ulepsza swoją „Siri”, ale nam znowu nic po tym

System głosowy TellMe istniał w mobilnych systemach Microsoftu na długo przed powstaniem Google Now czy Siri. Gigant jednak nigdy nie doprowadził go do równie użytecznej formy, co konkurencja. Teraz bierze się do roboty.

Zauważyliście pewien dominujący trend w nowych reklamach Microsoftu? Chodzi mi o te, które porównują tablety z Windows 8 do iPadów. Za każdym razem obrywa się Siri. Jest ku temu prosta przyczyna: Microsoft nie oferuje równie funkcjonalnego narzędzia, więc próbuje je wyśmiać. Co nie oznacza, że nie próbuje.

Prawdę powiedziawszy, system rozpoznawania i interpretowania mowy był obecny w Windows Phone od samego początku. Co więcej, był on dostępny również w Windows Mobile. Zapewne niewielu z was zdaje sobie z tego sprawę, bowiem ustawienie preferencji regionalnych na polskę w Windows Phone 7 całkowicie wyłączało system rozpoznawania mowy. W Windows Phone 8 jest nieco lepiej: podstawowa funkcjonalność typu powiedzenie „zadzwoń do mamy” czy „otwórz kalendarz” jest dostępna, ale brakuje jej wiele do wersji amerykańskiej. O Siri nie ma co nawet wspominać.

Sterowanie głosowe jest wygodne. Powie to większość z osób, które z tego korzysta. Jasne, nie zastąpi to interfejsu dotykowego, ale wspaniale go uzupełnia. To tak jak z ekranami dotykowymi w ultrabookach: zazwyczaj wolimy klawiaturę i gładzik, ale czasem jest po prostu wygodniej dotknąć palcem ekranu.

Co ciekawe, system rozpoznawania mowy TellMe Microsoftu jest jednym z najbardziej zaawansowanych algorytmów tego typu na świecie. To, co jest problemem, to implementacja. Co z tego, że system zrozumie dokładnie to, co do niego mówimy, mimo iż jesteśmy na głośnej ulicy, mówimy niewyraźnie i z akcentem (z czym TellMe radzi sobie bez problemu, również z polską mowa), skoro nie możemy go wykorzystać do tak banalnego polecenia, jak „zapisz w kalendarzu urodziny Małgosi, 20 lipca”). To, co potrafi Windows Phone, to uruchomienie aplikacji (np. „uruchom Spotify”), nawiązanie połączenia („zadzwoń do Małgosia, komórkowy”), głosowa obsługa zdarzeń podczas używania zestawu Bluetooth („odrzuć połączenie”), dyktowanie tekstu (niedostępne w Polsce) i wyszukiwanie głosowe (niedostępne w Polsce).

To ostatnie jest oczkiem w głowie Microsoftu. Tu może bowiem pracować na żywym organizmie, bez konieczności przeprowadzania aktualizacji oprogramowania. Oznacza to, że każda innowacja, jaką wprowadzi Microsoft, dostępna jest natychmiastowo dla wszystkich użytkowników Windows Phone.

Właśnie taka aktualizacja została przeprowadzona. Zwiększa ona dokładność rozpoznawania mowy, jak twierdzi Microsoft, o 15 procent, dwukrotnie przyspieszając czas niezbędny na jej przetworzenie („zrozumienie”). Poprawiono też interpretację poleceń przez Binga, dzięki czemu zwraca on precyzyjniejsze wyniki na zapytania wypowiedziane naturalną, swobodną mową.

Z oczywistych względów nie korzystam z tego na co dzień, bo mieszkam w Polsce, więc nie jestem w stanie ocenić jak bardzo się wszystko zmieniło na lepsze. Kilku redaktorów / blogerów twierdzi, że poprawa jest „imponująca”. Być może. To na pewno krok w dobrym kierunku. Mam wciąż jednak dwa zastrzeżenia.

Po pierwsze, to świetnie, że Bing (w obsługiwanych krajach) tak łatwo i wygodnie może być obsługiwany. Super, że zwraca konkretne informacje na swobodnie zadane pytanie. Dalej jednak nie oferuje poleceń dotyczących systemowych aplikacji. Polecenie „dodaj spotkanie do kalendarza” nie zostanie zrozumiane.

Po drugie… motyla noga, ja wiem, że tu wciąż Internet noszą w wiaderkach, a po ulicach łażą białe niedźwiedzie, ale jako konsument guzik mnie obchodzi model biznesowy Microsoftu. TellMe obsługuje polski język, a mimo to funkcje te wciąż nie są dostępne w naszym kraju. Dlaczego? Bo Bing. Działa już jego polska wersja, ale jest tak żałośnie okrojona do minimum, że aż wstyd patrzeć. Fajnie, że już mogę wyszukiwać tekstowo strony internetowe i szukać obrazków w Internecie. Ale mamy 2013 rok. Microsofcie, zapraszam na www.google.pl, potem proponuję wziąć do ręki smartfon z „polskim” Androidem, a następnie nie chcę słyszeć zdumienia czemu dalej korzystam z niektórych usług Google’a. Oni jakoś potrafią się dopasować do Polski.

Podsumowując: to kolejny, duży krok naprzód Microsoftu, z którego ani ja, ani większość z was, prędko nie skorzystamy.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst