REKLAMA
  1. Spider's Web
  2. Technologie
  3. RTV

"Ja na telewizję", czyli może nie kupować dekodera?

Po kolei wchodzą różne panie, każda przynosi coś do jedzenia, pani gospodyni wita każdą całusem z tzw. dubeltówki. Radosne kobiety rozsiadają się przed telewizorem, wchodzi mąż gospodyni i pyta z szerokim uśmiechem - panie znowu na telewizję przyszły?

15.04.2013
13:11
„Ja na telewizję”, czyli może nie kupować dekodera?
REKLAMA

- Tak, na serial; - Wyłączyli nam telewizję analogową, a nas nie stać na nowy telewizor. Panie się zwierzają i dramaturgia reklamy sięga szczytu. Skurczybyki, wyłączyli biednym paniom telewizję, a one przecież takie sympatyczne! Nic to - uśmiechnięty pan ma radę, nie trzeba telewizora. Można kupić dekoder dvb-t, najlepiej od Cyfrowego Polsatu. Oczywiście.

REKLAMA

I gdy pan wskazuje dłońmi na dekoder, widać, że ten podłączony jest do telewizora nie pierwszej młodości. Słowem, wszystko w tej reklamie gra i buczy. Tylko, że reklama zamiast chęci kupienia dekodera Cyfrowego Polsatu rozpostarła w mojej głowie szalony pomysł - co by było, gdybyśmy chodzili do siebie nawzajem na telewizję?

W telewizji leci X-Factor czy inny talent show. Znajomi schodzą się w jedno miejsce i zamiast tweetować i pisać o tym, co dzieje się na ekranie na Facebooku, rozmawiają i komentują na bieżąco przed telewizorem, przy przekąskach i winie. Polsat postanawia poraz setny wyświetlić megahit, który hitem był 10 lat temu. Znajomi skrzykują się i spotykają ponownie, a po filmie dyskutują o nim. Przed seansem mają chwilę na rozmowę o innych sprawach.

Gdy byłam w podstawówce, gdy nie było jeszcze internetu, a pierwszy komputer we wsi przyciągał czasem po kilkanaście osób jednocześnie - w końcu każdy chciał zobaczyć to cudo - telewizja była podstawową rozrywką dzieciarni. W poniedziałek w szatni, przebierając buty na te zmienne trampeczki, uczniowie wszystkich klas wymieniali się wrażeniami z weekendowych seriali i filmów. Wyobraźnię rozpalał Robocop i Terminator, niektórzy rzucali żartami z 13 Posterunku, a najbardziej charakterystyczne reklamy znał każdy. Już wtedy jednak oglądaliśmy telewizję każdy osobno, bo w końcu każdy miał telewizor.

Jednak rodzice i dziadkowie opowiadali o czasach, gdy w telewizji były tylko dwa programy, a nawet jeden i to nadający tylko przez kilka godzin dziennie. A ponieważ telewizor był sprzętem drogim i nie każdy go miał, to na wieczory Teatru Telewizji organizowano spotkania całej klatki, wszystkich co lepszych sąsiadów. Czasem przy okazji organizowało się partyjkę brydża, na stół wędrowały pewnie zakąski i coś mocniejszego, i takim sposobem telewizor był elementem jednoczącym. Przyczyną do spotkań w szerszym gronie, do zawiązywania kontaktów.

Potem telewizor spowszedniał. Z elementu jednoczącego stał się na lata przedmiotem izolacji. Skoro praktycznie każdy posiadał w domu chociaż jeden odbiornik, to po co ruszać się do sąsiadki? Po co zapraszać do siebie znajomych, skoro oni też obejrzą u siebie i ewentualnie będzie można porozmawiać o programie przy jakiejś innej okazji?

A zresztą satelity, kablówki, dziesiątki, jeśli nie setki kanałów - sąsiad pewnie nie ogląda tych samych programów co ja, nie ma co nawet zagadywać. I tak telewizor przekształcił się w dziwaczne narzędzie izolacji od świata zewnętrznego - w maszynę do dostarczania treści.

REKLAMA

Nie chodzi nawet o to, że "kiedyś było lepiej". Było inaczej i tyle. Kiedyś przecież nie było internetu, wcześniej nie było nawet telewizji i tak dalej. Trochę jednak tęskno za czasami, gdy o programie nie pisało się w sieciach społecznościowych czy dedykowanych aplikacjach na smartfonach, a rozmawiało. Gdy telewizja jednoczyła, a nie dzieliła.

Może niech te panie z reklamy nie kupują dekoderów dvb-t? Na co dzień nie będą tracić czasu na skakanie po kanałach, a okazja do miłych spotkań przy przekąskach i ulubionym serialu pozostanie.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: tydzień temu
Aktualizacja: tydzień temu
Aktualizacja: tydzień temu
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA