Tech

Monopol jest zawsze zły, dlatego powalczą z Qualcommem

Picture of the author

Monopol jest zawsze zły. Zawsze i wszędzie, pod każdą postacią. Jest zły dlatego, że jeśli nawet rodzi się w naturalny sposób (tzn. nie było odpowiednio szybko godnego konkurenta, który zagroziłby w porę rodzącej się hegemonii) i nie jest zbudowany na chęci ukręcania łbów konkurencji, to w miarę upływu czasu prowadzi do wypaczeń – cenowych, rynkowych, technologicznych i rozwojowych. Takim naturalnym monopolem włada dziś Qualcomm – producent mobilnych chipsetów na ponad 80% aktualnie sprzedawanych smartfonach: od iPhone’a przez Androidy, aż po większość Windows Phone’y. Wydaje się, że nie jest agresorem, ale jego postępująca dominacja jest niebezpieczna.

Pozycja Qualcommu jest świetna, bo aktualnie najlepiej na rynku potrafi zintegrować procesor zbudowany na architekturze ARM z procesorami łączności bezprzewodowej i z braku realnych alternatyw jest najczęściej wybierany przez producentów sprzętu mobilnego. Dzięki temu zbiera również najwięcej pieniędzy z rynku. Według danych IHS Suppli podanych przez „Wall Street Journal”, Qualcomm kontroluje aktualnie 36,8% przychodów z rynku mobilnych chipów i jest o dwa razy większy od tajwańskiej firmy MediaTek z 16,4%, amerykańskiego Texas Instruments z 12,9% oraz niemieckiego Infineon Technologies (należy aktualnie do Intela) z 9,4%. To nie może się podobać konkurentom, którzy skrzyknęli się przeciwko amerykańskiej firmie.

W naszych nieoficjalnych rozmowach z przedstawicielami wiodących producentów smartfonów często pada nazwa amerykańskiej firmy z San Diego. W większości przypadków komentarze są bardzo podobne – od Qualcommu zbyt dużo zależy na rynku mobilnym, choć w zasadzie trudno się do niego przyczepić – dobrze współpracuje z producentami modyfikując chipy do spersonalizowanych potrzeb poszczególnych linii smartfonów. I w końcu te szepty przerodziły się w realne działanie – dzisiaj świat obiegła informacja, że największa japońska sieć mobilna DoCoMo zawiązała joint-venture z szeregiem producenckich firm technologicznych, które ma skutkować powstaniem (do końca marca 2012 r.) nowej firmy specjalizującej się w produkcji zaawansowanych mobilnych chipsetów. Trudno nie łączyć tego wydarzenia z chęcią uniezależnienia się od Qualcomma.

W joint-venture są japońskie firmy: Fujitsu, Fujitsu Semiconductor, Nec, oraz Panasonic oraz koreański gigant Samsung. I właśnie obecność tego ostatniego jest tu chyba najbardziej spektakularna, bo Samsung od dawna pracuje nad własnymi mikroprocesorami łączności bezprzewodowej, które mogłyby stanowić konkurencję dla produktów Qualcomma. Tego bowiem Samsungowi brakuje, aby jego SoC (system-on-a-chip) były kompletnymi produktami na miarę realnej konkurencji dla Qualcommu, a nie od dziś wiadomo, że Koreańczycy chcą rozdawać karty na każdym etapie konstrukcji urządzeń mobilnych. Co więcej, ruch Samsunga uczestniczącego w japońskim joint-venture może być odbierany jako obronny ruch wyprzedzający, bo nowe przedsiębiorstwo skupiać się będzie na rozwoju systemu chipów dla przyszłej generacji urządzeń mobilnych w oparciu o technologię LTE. Wprawdzie najbardziej oczywistym uzasadnieniem takiego stanu rzeczy jest dążenie DoCoMo do rozwoju własnej sieci mobilnej i aktualizacji jej do standardu LTE, ale trzeba również pamiętać o tym, że większość praw intelektualnych wokół aktualnego standardu rynkowego 3G CDMA należy do Qualcommu. W ten sposób Samsung, wraz z japońskimi kolegami, mógłby dysponować potężną bronią zarówno w ujęciu produktu, jak i tak ważnych dziś w obliczu postępującej wojny patentowej własności niematerialnych by zneutralizować dominującą pozycję Qualcommu.

Największy udział w nowym joint-venture będzie należał właśnie do japońskiego telekomu DoCoMo i to też jest interesujące – od kilku lat widać bowiem bardzo silne dążenie dostawców usług mobilnych do usamodzielnienia się od dostawców sprzętu mobilnego. W przeszłości niejednokrotnie mowa była o własnym mobilnym systemie operacyjnym tworzonym przez telekomy; teraz przyszła kolej na ruchy wokół najważniejszych chipów związanych z transmisją danych.

Ogłoszenie tego joint-venture wydaje się również podkreślać dwa istotne fakty związane z rynkiem mobilnym: pierwszy to taki, że nic tu jeszcze nikomu nie zostało dane „na zawsze”, jak w przypadku rynku PC, na którym z technologiczno-biznesowego punktu widzenia świat został zdominowany przez dwóch graczy: Intela – dostawcę architektury x86 oraz Microsoftu – dostawcy systemu operacyjnego; drugi to taki, że rynek mobilny jest (będzie) czymś nieporównywalnie wielkim w historii, przewyższającym polem swojego rażenia rynek komputerów osobistych, a wszelkie konsorcja, joint-venture, czy działania pojedynczych firm są dziś jedynie preludium do tego, co będzie się działo w nadchodzącej dekadzie.

Monopol jest zły i trzeba z nim walczyć. Ważne jednak, aby kontrolować także tych, którzy z nim walczą. Trzeba patrzeć im na ręce by nie okazało się, że chcą zastąpić stary monopol swoim własnym nowym. Szczególnie trzeba dziś blisko przyglądać się działaniom Samsunga, który ze wsparciem gigantycznych pieniędzy od koreańskiego rządu buduje przewagi konkurencyjne na każdym polu rynku mobilnego. Obyśmy za lat kilka nie przeklinali Koreańczyków jak dziś Amerykanów z Microsoftu. Albo z Qualcommu.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst