Tech

"Startupy to taki nowy dziki zachód..." - wywiad z Krzysztofem Kowalczykiem, współtwórcą m.in. GammaRebels

243 interakcji
dołącz do dyskusji

Dlaczego warto robić startupy? I dlaczego inwestowanie w nie to dobrze ulokowane pieniądze? O tym, a także o wielu aspektach branży internetowej rozmawiałem z Krzysztofem Kowalczykiem. Gdy odwiedzicie jego profil w serwisie LinkedIn zauważycie pewną anomalię. Liczba projektów w jakie jest zaangażowany budzi wątpliwości co do tego, czy aby na pewno jest człowiekiem. Brakuje mu czasu nawet na wywiady, dlatego też nie uświadczycie ich często. Sam o sobie mówi, że jest zwykłym facetem, szczęśliwym ojcem, takim normalnym gościem, z którym stosunkowo łatwo można się spotkać i normalnie porozmawiać.*

Mnie się ta sztuka udała i polecam spróbować każdemu (oczywiście w ramach rozsądku). Krzysiek wiele kwestii przedstawił w świetle, które przebijało się do mojej głowy od miesięcy. Po naszej rozmowie wiem, że branży internetowej w Polsce brakuje jeszcze bardzo wiele do tej zza wielkiego oceanu. Są jednostki, które powoli zmieniają ten stan rzeczy, ale do pełni szczęścia jest jeszcze daleka droga. Na co dzień Krzysztof Kowalczyk zajmuje się doradztwem strategicznym. Druga gałąź, która jest dla niego chlebem powszednim, to inwestowanie w startupy. Skąd w ogóle pomysł zaangażowania się w taką a nie inną branżę? Nie łatwiej byłoby otworzyć restaurację i w ten sposób budować swój biznes?

Obszar budowania startupów jest bardzo specyficzny i jedyny w swoim rodzaju. W żadnej innej branży nie ma tyle energii, spotkań, łatwości w uruchamianiu i testowaniu nowych koncepcji. Wystarczy spojrzeć na to, ile jest dostępnego kapitału, akceleratorów. Nigdzie indziej tego nie uświadczymy. Restaurację? Gdyby chodziło tylko o pieniądze, to pewnie byłoby łatwiej. Wiele razy słyszę takie rady za kulisami. Robienie startupów to nie jest dobra droga do tego, by w łatwy sposób robić pieniądze. Dużo prościej jest pójść na dobrze płatny etat. Jeżeli przemnożysz ryzyko biznesu przez spodziewany wynik, to wtedy owszem, zdecydowanie opłacalniej jest prowadzić własną restaurację. Startupy to taki nowy dziki zachód, na którym dzieli się działki i próbuje szukać złota. To jest coś wyjątkowego. Jednak gdy spojrzymy na polską listę 100 najbogatszych ludzi w Polsce wg. Forbes to tych osób związanych z internetem nie ma prawie w ogóle. Wydaje mi się, że w Polsce ten dziki zachód pojawił się w wielu innych branżach po transformacji. Na początku lat 90-tych praktycznie każdy biznes miał olbrzymią szansę, aby jego twórcy przynieść dobre pieniądze. Internetu wtedy jeszcze nie było, dopiero około 1995 roku w komercyjnej formie zaczął pukać do drzwi.

Ostatnio głośno jest o Oli Sitarskiej, ochrzczonej przez Gazetę Wyborczą księżniczką startupów. Czy znasz inne młode osoby, które mogą pochwalić się podobnymi sukcesami?

Jeżeli chodzi o Olę, bardzo cieszy mnie szum medialny jaki wywołuje jej osoba, bo ma szansę stać się wzorcem dla fali młodych przedsiębiorców internetowych. Jeżeli jesteś w liceum to jest taki moment, gdy masz bardzo dużo czasu. Na początku tego nie dostrzegasz, dopiero gdy zaczynasz pracować i zakładasz rodzinę widzisz ile czasu zmarnowałeś w liceum lub na studiach. Dla wielu młodych Ola może być wzorem i dzięki jej historii będzie pojawiać się coraz więcej osób, które będą próbować zarabiać na swoich pomysłach już na tym etapie życia. Inne tak młode osoby, które osiągnęły sukces? Jest ich bardzo dużo. Niech przykładem będzie Borys Musielak, który już na studiach tworzył serwisy i portale, które dziś procentują. Dziś jego Filmaster wyceniany jest na ponad dwa i pół miliona złotych, a osiągnął to tylko i wyłącznie dzięki długiej pracy i determinacji.

Od samego początku wiedziałeś, że chcesz pomagać młodym firmom?

Nie, chyba w ogóle nie miałem jasno sprecyzowanej wizji tego, co chcę robić. Prawda jest też taka, że większość rzeczy w życiu jest przypadkowa. Jeżeli ktoś sądzi inaczej to oszukuje sam siebie (polecam na marginesie świetną książkę Nassima Taleba “Fooled by Randomness”). Np. już jako mały chłopiec wiedziałem, że chcę studiować nauki ścisłe. Jednak po dwóch latach studiowania fizyki i matematyki na UW ostatecznie skończyłem metody ilościowe i systemy informacyjne w SGH w Warszawie. Nie miałem też wymarzonego zawodu, ale zawsze byłem bardzo niezależny. . Szukając nowych wyzwań często zmieniałem miejsca pracy – najlepiej czując się przy budowaniu czegoś nowego. Na przykład brałem udział we wprowadzaniu do Polski portalu Lycos, ale dzień przed startem Niemcy wyciągnęli wtyczkę, i mimo że mogłem pracować za Odrą to odrzuciłem propozycję, bo to nie było już to samo. To nie byłoby tworzenie czegoś nowego. Gdy pracowałem w McKinseyu brałem udział w bardzo korporacyjnych projektach. Mogą się one wydawać innowacyjne, ale z reguły takie nie są i polegają na obronie korporacyjnego status quo . Później stwierdziłem, że chcę założyć firmę, która będzie doradzała przy innowacyjnych projektach w sektorze cyfrowym, bo samo doradztwo strategiczne jest ciekawe, a moje zainteresowania były skupione wokół internetu i technologii. Niektórzy nasi klienci z czasem zaczęli interesować się rynkiem startupów w Polsce, szukając możliwości zainwestowania lub kupienia ciekawych spółek. I tak zaczęliśmy patrzeć na ten rynek. Był to rok 2006, rynek startupów w Polsce dopiero się rodził. Działo się coraz więcej, a ja wspólnie z Arturem Kurasińskim uruchomiłem Aulę Polską, która działa do dziś i jest jednym z ciekawszych spotkań dla branży. Idea jaka przyświecała nam w tworzeniu Auli było stworzenie miejsca, w którym inwestorzy w łatwy sposób będą mogli znaleźć interesujące zespoły czy spółki, w które, jeśli zechcą, zainwestują. Pojawiały się też startupy, w które swego czasu nikt nie wierzył – Codility i Macoscope. Zdecydowałem się w nie zaangażować, w Codility nawet przez pewien czas operacyjnie. Po powrocie stwierdziłem, że tą aniołową działalność warto sprofesjonalizować. Razem z Piotrem Sienkiewiczem – twórcą MSP i Polski OnLine – założyliśmy fundusz HardGamma zorientowany na software i internet. Nie interesują nas zespoły czysto marketingowe, czy biznesowe. Zespół musi mieć pełne kompetencje. Wychodzi na to, że nasze podejście się sprawdza. Nie tak dawno Dziennik Gazeta Prawna opublikowała listę 5 najlepiej rokujących polskich startupów z szansami na podbój rynków zagranicznych, w trzech z nich mamy udziały.

Wspomnieliśmy wyżej osobę Borysa Musielaka. Jaka jest droga do tego, by podobnie jak Borys, pozyskać zagranicznego inwestora?

Model HackFwd polega na szukaniu inwestycji przez siatkę osób oceniających zgłoszenia (referrerów) – taką osobą w Polsce jestem ja. Najlepsza sytuacja jest wtedy, gdy osoba, która jest zainteresowana pozyskaniem finansowania jest mi znana i potrafię powiedzieć o niej kilka słów. W innym wypadku konieczne jest spotkanie i weryfikacja wspólnych planów i celów. Trzeba przekonać mnie, że ty i twój zespół to są właściwi ludzie. Gdy zgłaszasz się do programu to najlepiej żebyś miał działający już prototyp, którym można się pobawić. Jeżeli jesteś aktywny, dobry technicznie i wiesz dokładnie co chcesz osiągnąć to wspólnie siadamy do projektu i na podstawie schematu HackFwd przygotowujemy niezbędne dokumenty, model biznesowy itp. Na koniec wysyłam wszystkie dokumenty wraz z moją opinią do zarządu HackFwd. Po jakimś czasie zapada decyzja, czy fundusz jest zainteresowany dalszymi krokami. Jeżeli tak, przeprowadzony zostanie zdalny wywiad z zespołem projektu. Następnym krokiem jest prezentacja projektu przez osobę polecającą projekt. Wygląda to tak, że na zebraniu wszystkich osób zaangażowanych w fundusz, dana osoba wstaje i w kilku słowach prezentuje projekt, który według niej powinien otrzymać finansowanie. Następuje głosowanie i na podstawie swoich przemyśleń oraz opinii zebranego gremium zarząd podejmuje decyzję czy zaprosić kogoś do podpisania umowy. To co było przewagą Filmastera, o czym niewiele osób wie, to fakt zbudowania przez nich algorytmu rekomendacyjnego, który swoim zaawansowaniem jest porównywalny do algorytmu Netflixa. Wiele słyszało się o konkursie polegającym na poprawieniu algorytmu Netflixa, nagrodą było aż milion dolarów. Tym bardziej wartościowym jest posiadania przez Filmaster własnego algorytmu.

Ok, przejdźmy teraz do Waszego funduszu. Jak wygląda sytuacja, gdy ktoś zgłasza się do Was z projektem?

Każde zgłoszenie jakie do nas przychodzi wstępnie analizujemy, oceniamy i jeżeli coś jest naprawdę interesujące, to zagłębiamy się w niego bardziej. Dokładnie weryfikujemy pomysł. Jeżeli warto zainwestować w pomysł zwołujemy komitet inwestycyjny. Inwestujemy do 200 tysięcy złotych. Gdy ktoś przychodzi do nas z naprawdę atrakcyjnym pomysłem i prototypem, to bardzo szybko podejmujemy decyzję. Cały proces, o którym mowa, łącznie z przelaniem pieniędzy, jesteśmy w stanie zamknąć w przeciągu miesiąca. Osoby zgłaszające się do naszego funduszu zachęcamy do tego, by przejść po wszystkich funduszach w Polsce i wyrobić sobie opinie o każdym z nich poprzez bezpośredni kontakt. Większość startupów w Polsce tego nie robi, a tego nie rozumiem. W Stanach Zjednoczonych, do których tak często się próbujemy porównywać, wygląda to zupełnie inaczej. Tam młodzi przedsiębiorcy w poszukiwaniu finansowania potrafią spędzić nie godziny, dni, ale nawet miesiące i przez ten czas są w stanie znaleźć właściwy dla swojego startupu fundusz, z którym podejmą współpracę. Dodatkowo na naszym rynku brakuje wielu dobrych praktyk stosowanych na rynkach zagranicznych. Np. w sytuacji, gdy my nie odzywamy się do jakieś osoby, to oczekujemy czasem, że to ona odezwie do nas. Jeżeli faktycznie chce z nami pracować to nie powinno stanowić dla niej problemu podniesienie telefonu i wykonanie krótkiego połączenia. Co więcej, zdarzają się sytuacje, gdy z mediów dowiadujemy się, że startup będący w trakcie rozmów z nami podpisał umowę z innym inwestorem. W ramach dobrych praktyk, powinniśmy otrzymać choćby maila z informacją, że nasze dotychczasowe ustalenia są już nieaktualne.

Uruchomiliście niedawno pierwszy w Polsce akcelerator startupów – na czym to polega?

W akceleratorze GammaRebels inwestujemy do 20 tysięcy złotych w zamian za 10 % udziałów w spółce. Na przykładzie YCombinatora widać, że jest to słuszna droga. Podczas trzymiesięcznego programu startupy przy wsparciu mentorów rozwijają swój produkt i przygotowują się do prezentacji przed szerokim gronem inwestorów w ramach wieńczącego akcelerator Demo Day. Patrząc na takie projekty Y-Combinator jak np. Dropbox czy AirBnB widać, że droga od akceleratora przez kolejne rundy finansowania może doprowadzić do powstania dojrzałych, wysoko wycenianych firm.

Dlaczego coraz częściej polskie media, blogi kreują problem bańki internetowej? Wróżenie z fusów?

Na to wygląda. Nie zwraca się uwagi na całą drogę, jaką różne spółki przechodzą do tego, by ich biznesy były wycenione na setki milionów dolarów. Dla przykładu. Gdy na jednym z blogów pojawiła się informacja o tym, że w zamian za 10% udziałów dajemy 20 tysięcy złotych, usłyszałem głosy, że to chyba jakiś żart. Ale jeżeli porównamy wyceny różnych serwisów do tego co my proponujemy w naszym akceleratorze, wychodzi na to, że nasza propozycja nie jest wzięta z kosmosu i takie są rynkowe realia. Trzeba zwrócić uwagę, że zanim np. taki DropBox pozyskał inwestorów na setki milionów dolarów długo budował swój produkt i biznes z nim związany.

Warto szukać inwestora w Polsce, czy lepiej od razu szukać finansowania za granicą?

Na pewno warto, bo od razu rodzi się pytanie: Czy poradzisz sobie sam ze znalezieniem dobrego inwestora poza Polską? Można próbować, ale współpracując z nami masz gwarancję tego, że wspólnie wykorzystamy bardzo dużą siatkę kontaktów zagranicznych i na pewno pomożemy Ci dotrzeć do celu dużo szybciej…

Czy fundusze inwestycyjne w Polsce współpracują ze sobą? Jak to wygląda za granicą?

Jest bardzo różnie. My staramy się promować podejście z Doliny Krzemowej. Gdy tam młody startup szuka finansowania to bardzo często może usłyszeć pytanie – “Kto inny jeszcze w Was inwestuje?”. System działa tak, że wędrując od inwestora do inwestora zdobywasz referencje i jeżeli uda ci się pozyskać wsparcie jednego inwestora to kolejny zważając na opinie tego pierwszego również zainwestuje swoje środki. Za oceanem niejednokrotnie dochodzi do sytuacji, w której wymagane jest, by ktoś jeszcze zainwestował w twój projekt.

* fot. P.Chudkiewicz | Grandessa

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst