Tech

Apple i Google gromadzą dane lokalizacyjne. Kogo to obchodzi?

Picture of the author
206 interakcji
dołącz do dyskusji

Niedawno pisałam o Creepy, programie, który nakłada na mapę wszystkie geotagi danego użytkownika. Jednak Creepy i greotagging jest niczym w porównaniu do zeszłotygodniowej afery wokół zbierania, gromadzenia i przechowywania danych lokalizacyjnych na smartfonach. Zaczęło się od kontrowersji wobec iOS, potem rozszerzyło się również na Androida. Teorii na ten temat jest mnóstwo, ale jedno jest pewne – dla Apple czy Google ta dyskusja nie jest przyjemna. I bardzo dobrze, bo dyskusje na temat prywatności i skutecznego informowania o zbieranych danych powinny być głośne i docierać do jak największych grup.

Android zbiera takie dane – to wiadomo od dawna. Google od lat jest pod ostrzałem obrońców prywatności od lat, stąd ostatnie informacje nie są tak odkrywcze i nowe. Jest też zazwyczaj „tym złym”, który odziera z prywatności. Dlatego dyskusja na ten temat jest mniej gorąca, niż w przypadku iOS. Porównanie obu „zbieraczy” nie ma sensu – różnice między dwoma gigantami są dosyć wyraźne. Jednak niepokojące są komentarze odnośnie tego procederu. Pojawia się coraz więcej publikacji, których tematem przewodnim jest „a może i nawet iOS zbiera takie dane i przechowuje w urządzeniu i iTunes, co z tego? Nie mam nic do ukrycia”. Ja też nie mam. Pewnie duża część czytelników również. A jednak obchodzi mnie to. Bardzo.

Teoretycznie użytkownik ma wybór – zgodzić lub nie zgodzić się na „zbieranie, wykorzystywanie oraz przesyłanie anonimowych, precyzyjnych danych lokalizacyjnych”. Według producentów mają one usprawnić działanie aplikacji i pomóc w rozwoju usług lokalizacyjnych. I tak jest, po części. Praktyka pokazuje, że brak zgody przeszkadza w codziennym korzystaniu z aplikacji, choćby denerwujacymi oknami z pytaniem, czy włączyć te opcje. Zresztą wczoraj Wall Street Journal opisał eksperyment, który pokazał iż nawet nieudzielenie takiej zgody skutkuje zbieraniem danych lokalizacyjnych w iOSie. No ale… kogo to obchodzi, i tak przecież nie mamy nic do ukrycia.

Użytownik jednak średnio zdaje sobie sprawę, że dane o tym gdzie przebywał zapisane są w jednym pliku, który na dodatek synchronizuje się z iTunes, gdzie pozostaje jego kopia. I nie zdaje sobie sprawy, że teraz wystarczy już jeden mały krok, jedna aplikacja, która rozszyfruje go i nałoży lokalizacje na mapy. Chyba, że szyfruje swoje kopie zapasowe, co wątpliwe.

Zaraz padnie pytanie co z tego, co można wyczytać z takich informacji? Bardzo dużo. Naukowcy z Bostońskiego Uniwersytetu studiując dane o przemieszczaniu się 100 tysięcy europejckich użytowników komórek (może byłam to ja, może któryś z czytelników?) stworzyli wzory matematyczne, dzięki którym można z dokładnością do 93,6% przewidzieć przyszłe miejsca pobytu człowieka. Nie trzeba nawet myśleć tak abstrakcyjnie – kto czuje się komfortowo wiedząc, ze każdy jego ruch jest zapisywany i prawdopodobnie przesyłany dalej? Nawet, jeśli faktycznie jest anonimowy to i tak nie zapewnia to dużego komfortu.

Plik z zapisem miejsc, w których przebywał użytkownik nie zapewnia takiej anonimowości. Sytuacja w której ktoś kradnie iPhone’a i z niego odczytuje miejsca w których bywa właściciel jest odległa – ale czy tak bardzo? Gdybym była przestępcą, zdradzoną mściwą żoną czy wścibskim sąsiadem z chęcią skorzystałabym z możliwości, jakie daje iOS. Bardzo, bardzo chętnie.

Ziarenko niepewności zostało zasiane. Pewnie nie doczekamy się sytuacji, w której jasno wiadomo po co i dlaczego. Jeśli Apple czy Google mówi całą prawdę bez haczyków, to i tak duża część z użytkowników nie uwierzy. Dopóki procedury są niejasne, dopóki producenci starają się ukrywać takie funkcje pewności nie będzie. I oby ta debata trwała, póki użytkownicy nie uświadomią samym sobie, że kupno urządzenia ze świetnym systemem nie oznacza automatycznej zgody na wszystko. To producent ma zadbać o interesy klienta (w końcu za co płacimy?) a nie odwrotnie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst