1. Spider's Web
  2. plus
  3. SW+

Nudeski, softy i dickpicki. Jak nagość stała się walutą nastolatków

- Na przerwie w podstawówce chłopcy chcieli mi pokazać dla zabawy galerię nagich zdjęć dziewczyn z klasy - opowiada Magda Bigaj z Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa. Winni są dorośli, którzy nagość w publicznych miejscach uczynili standardem. Jako naturalne traktujemy choćby billboardy z modelkami w skąpej bieliźnie, więc dzieci, gdy to widzą, myślą, że na pokazywaniu nagości polega życie.

24.10.2022
9:10
Nudeski, softy i dickpicki. Nagość stała się walutą nastolatków

Naprzeciw siebie stają dwie nastolatki. Jedna ma 15, druga 17 lat. Najpierw padają wulgarne słowa, po chwili: pierwsze ciosy. Biją się pięściami, ciągną za włosy, szarpią, kopią. Jednej z nich kolega podaje kastet. Wymiana robi się jeszcze brutalniejsza. - Ty ku*wo! - krzyczy jedna do drugiej. Wokół tłum uczniów-kibiców. Skandują: "w żebra!", "po ryju!". “napie**alaj!”. Część z nich filmuje zajście, nagrania szybko wyciekają do sieci.

Lada chwila zgarną setki tysięcy, może nawet miliony odtworzeń. A o bójce w Brzozowie na Podkarpaciu i braku reakcji kilkudziesięciu gapiów będą mówiły media w całej Polsce. Eksperci z oburzeniem powiedzą o trudnej młodzieży. Będą pomstować, że młodzi przemocą i agresją poprawiają sobie notowania u rówieśników. Tak dziś, jak i 10, 20 i 30 lat temu. Jednak mało kto zwróci uwagę na kluczowy element: powód bójki, który jednak 20 czy 30 lat temu nie miałby miejsca.

Nastolatki pobiły się, bo jedna z nich miała wrzucić do sieci nagie zdjęcia drugiej. Faktycznie jednak nie wiadomo, kto stoi za wyciekiem intymnych materiałów. - Poszło na mnie, że to niby ja rozesłałam, a tak naprawdę to już każdy kilka miesięcy wcześniej te zdjęcia miał – mówi 17-letnia Sabina, jedna z uczestniczek bójki, w programie Uwaga TVN. Według jej wersji 15-latka miała najpierw wysłać zdjęcia swojemu chłopakowi, a ten potem rozesłał je dalej. Chwilę później materiały krążyły już wśród młodzieży w miejscowych szkołach.

Jednak nieco inną wersję opowiedział inny bohater reportażu. Według niego były chłopak 15-latki, owszem, dostał jej nagie zdjęcia, ale wysłał tylko Sabinie i to ona miała rozesłać dalej. Do bójki doszło, bo młodsza z dziewczyn chciała się za to "zrewanżować".

Nic nadzwyczajnego?

Choć policja wyjaśnia sprawę bójki, to zapewne nigdy nie dowiemy się, kto stoi za wrzuceniem zdjęć do sieci. Jednak mimo że sprawa bulwersuje opinię publiczną, to wpisuje się w standardowy scenariusz wycieku tego typu materiałów. Rozsyłanie intymnych materiałów wśród młodzieży nie jest już niczym nadzwyczajnym. Zjawisko określane jest sekstingiem od anglojęzycznych zwrotów "sex" i "texting". Polega na przesyłaniu wiadomości z erotyczną zawartością: zwykle właśnie zdjęciami lub filmami nagiego czy półnagiego ciała.

Jak pokazują badania, takie zachowania są coraz powszechniejsze i coraz bardziej akceptowalne wśród najmłodszych użytkowników Internetu. Takie wnioski płyną choćby z raportu NASK, według którego prawie co dziesiąty (9,4 proc.) młodszy (12-14 lat) uczestnik badania zadeklarował, że wśród kolegów i koleżanek przesyłanie własnych zdjęć bądź filmów o charakterze seksualnym jest częste lub bardzo częste.

 class="wp-image-48244"
Rozkład odpowiedzi na pytanie: „Jak częste jest według Ciebie przesyłanie
własnych zdjęć i/lub filmów o charakterze seksualnym (nagich lub półnagich) wśród Twoich
kolegów/koleżanek?” fot. Raport NASK

Wśród starszych respondentów takie zdanie wyrażał już prawie co piąty pytany (22,5 proc.). To samo badanie pokazuje też, że seksting jest odbierany przez młodych jak po prostu jedna z wielu aktywności w sieci. Niemal co piąty nastolatek (18,6 proc.) nie widzi nic złego w przekazywaniu innym osobom materiałów o takim charakterze. A pozytywne podejście do takich praktyk ma już co czwarty nastolatek (25,3 proc.).  

 class="wp-image-48250"
Rozkład odpowiedzi na pytanie: „Jak Twoi koledzy / Twoje koleżanki oceniają
przesyłanie do innych osób własnych zdjęć i/lub filmów o charakterze seksualnym?" fot. Raport NASK

Specjaliści z NASK zapytali nastolatków, dlaczego ich zdaniem ludzie tworzą takie materiały i przesyłają je do innych osób. Najczęstsza odpowiedź? "Trudno powiedzieć". Tak wskazało aż 30 proc. nastolatków. Na kolejnych miejscach była chęć zwrócenia na siebie uwagi (20,8 proc.) i motywacja finansowa (19,7 proc.). Dopiero na czwartym miejscu (19,3 proc.) znalazła się motywacja związana z chęcią sprawienia przyjemności swojemu chłopakowi czy dziewczynie. A właśnie to prawdopodobnie było pierwszą przewróconą kostką domina, na końcu którego była bójka w Brzozowie.

- Nasze badanie pokazało również, że następuje pewna zmiana pokoleniowa. Młodzi uważają, że kiedy te zdjęcia czy filmy są tworzone w romantycznym związku, w uzgodnieniu, przy obopólnej zgodzie partnerów i bez presji, to wszystko jest w porządku. Problem w tym, że ta presja czasem się pojawia – mówi Martyna Różycka, szefowa Zespołu Dyżurnet.pl w NASK. Wyjaśnia, że z jednej strony to często efekt oczekiwań jednego z partnerów (zwykle chłopca), a z drugiej oczekiwań społecznych. Istnieje bowiem wzorzec kulturowy związku, gdzie standardem jest to, że materiały intymne się tworzy, wymienia, wysyła bliskiej osobie i nie jest to nic niezwykłego, a stanowi to raczej dowód uczuć. - Bywa więc, że pary, które nie mają takiej potrzeby, widząc, że nie pasują do obowiązującego modelu związku, zastanawiają się: "co z nami jest nie tak, że tak nie robimy?" – dodaje Różycka.

fot. LightField Studios/shutterstock class="wp-image-48235"
fot. LightField Studios/shutterstock

Teoria a praktyka

Problem w tym, że sexting może wzbudzać wiele słusznych obaw związanych z zagrożeniami braku kontroli twórcy nad tym, do kogo ostatecznie trafią wiadomości oraz jak odbiorca wykorzysta te materiały. Może być przecież tak jak w Brzozowie, że zdjęcia najpierw otrzymał chłopak dziewczyny, a następnie wyciekły one na całą uczniowską społeczność.

– To jednak głównie obawy dorosłych. Młodzi w teorii też widzą, mają świadomość tych wszystkich zagrożeń, ale teoria to jedno, a praktyka drugie. Nastolatki psychicznie nie są jeszcze na tyle dojrzałe, aby przewidywać konsekwencje. Ich ośrodki decyzyjne nie są tak rozwinięte, jak u dorosłych, więc mają skłonność do bagatelizowania ryzyka. Liczą, że akurat ich nic złego nie spotka – mówi Martyna Różycka.

To szczególnie niepokojące, gdy weźmiemy pod uwagę, że odbiorcami, ale i twórcami takich treści mogą być również małe dzieci. Materiały mogą w ten sposób pozyskiwać choćby pedofile, którzy podszywają się pod rówieśników dzieci, zyskują zaufanie, a następnie przekonują swoje ofiary, aby przesłały im swoje nagie zdjęcia. A kiedy już do tego dojdzie, to mogą być one szantażowane i zmuszane do przesyłania kolejnych zdjęć czy nagrań.

- Ryzyko wykorzystania i niekontrolowanego rozprzestrzeniania się takich materiałów potwierdza nasz telefon zaufania dla dzieci i młodzieży. Dzwonią one do nas, bo dowiadują się, że ich intymne materiały weszły do obiegu, albo są po prostu szantażowane. Wpadają w panikę. Boją się, że wszyscy, łącznie z rodzicami, się dowiedzą. Szukają pomocy, o którą najczęściej trudno im poprosić w rodzinnym domu, choćby ze wstydu i obaw o brak zrozumienia. Udzielamy im wsparcia, także psychologicznego. Niestety jest ryzyko, że bez pomocy bliskich zostaną narażeni na szantaż. Często prowadzi to do spotkania w realu, co może skończyć się wykorzystaniem seksualnym czy gwałtem. To realne historie, a nie wyimaginowane ryzyka – przestrzega dr Szymon Wójcik, koordynator projektu Saferinternet.pl w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. 

Kolejne zupełnie nowe zagrożenie dostrzega też Martyna Różycka. Materiały zawierające nagie zdjęcia czy filmy nie trafiają bowiem wyłącznie do osób, które nastolatkowie znają. Nierzadko bywa, że są wysyłane do osób nieznajomych, obecnych np. na grupach na Discordzie.

- To początkujący trend, u nas jeszcze tego nie widzimy, ale międzynarodowi badacze dostrzegli, że w tych miejscach są osoby pozyskujące materiały osób nieletnich. Dzięki zdjęciom i filmom preparują oni realnie wyglądające profile w mediach społecznościowych i serwisach typu OnlyFans. A następnie sprzedają te zdjęcia i filmy, monetyzując zdobyte w sieci materiały. Zwykle odbywa się to przy całkowitej niewiedzy ofiar – mówi Różycka.

Nowe "nie pal papierosów"

Ryzyko a właściwie ryzyka są realne i choć mogą zmienić życie młodych osób w koszmar, to wielu z nich je lekceważy. Magda Bigaj, założycielka i prezeska Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa wyjaśnia, że u nastolatków chęć bycia akceptowanym, zwracania na siebie uwagi, szukania wrażeń czy zdobycia popularności jest po prostu silniejsza od racjonalnych argumentów dorosłych.

- To jest dla nich ciekawe, robią to rówieśnicy, więc i oni chcą spróbować. Chcą wpasować się w grupę, w pewien transakcyjny sposób kupić sobie jej akceptację, bo to może działać na zasadzie wymiany. Nie słuchają wtedy dorosłych, tak jak nie robili tego, kiedy ci mówili im "nie pal papierosów". To dla nich żaden argument – mówi Magda Bigaj i wspomina warsztaty dla uczniów w jednej z łódzkich podstawówek, które prowadziła kilka lat temu. Słuchacze: uczniowie klasy 7.

– W pewnym momencie na slajdzie pojawił się napis „sexting”. Słowo „sex” ich pobudziło, ale nie wiedzieli, o co chodzi. Dopiero po chwili jakiś chłopak wypalił: aaa pani chodzi o nudeski, softy i dickpicki. Oczywiście przyznawali, że wysyłanie zdjęć to nic nadzwyczajnego.

Dla niezorientowanych krótka przerwa na słowniczek pojęć. Nudeski to nagie zdjęcia czy filmy. Softy: półnagie, w bieliźnie. Dickpicki to zdjęcia penisów. 

Wróćmy do łódzkiej podstawówki. Magda Bigaj wspomina, że nie próbowała przekonywać ich, żeby – niczym ich rodzice – "nie palili papierosów", czyli współcześnie: nie wysyłali nagich zdjęć. – Takie gadanie to dla nich żaden argument. Ale kiedy pokazałam im statystyki dotyczące tego, jak często osoba, która dostaje nagie zdjęcia, puszcza je dalej w obieg, to miny im zrzedły. Dziewczyny były w szoku. Chłopcy zaczęli wodzić wzrokiem po suficie – dodaje.

fot. fizkes/shutterstock class="wp-image-48223"
fot. fizkes/shutterstock

I właśnie edukacja, mozolne uświadamianie jest jedyną drogą do tego, aby zrównoważyć braki niedojrzałego jeszcze mózgu nastolatków. Tyle tylko, że, jak przekonuje Magda Bigaj, edukacja cyfrowa w polskim systemie edukacji jest - mówiąc delikatnie - na niskim poziomie.

– To podstawowy problem, z którego wynika, że dzieci, nastolatkowie, ale też część dorosłych dzieli świat na realny i wirtualny, podczas gdy jest to podział sztuczny, w efekcie skłaniający w sieci do działań, których poza siecią by nie podjęli. Offline raczej nie wywołaliby u fotografa zdjęcia swojego penisa, a następnie dali je koleżance czy przypadkowej osobie. Online robią to bez wahania. To niestety doświadczenie wielu kobiet. Wiele z nas choć raz dostało takie zdjęcie. Wydaje im się bowiem, że to, co robią w sieci, jest właśnie wirtualne, czyli nienamacalne, jakby nie istniało. A jednak nie mamy oddzielnego wirtualnego wstydu czy emocji. Mimo to tam łatwiej nam przekraczać granice  - zauważa Bigaj.

Nowa norma

Prezeska Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa zauważa też, że sexting jest tak popularny wśród młodych, bo stał się swego rodzaju normą.

- Zabrzmię jak boomer, ale trudno. Nasze dzieci dojrzewają w mocno zseksualizowanej, pełnej nagości kulturze. Dla nas, dorosłych jest to już przeźroczyste. Jedziemy samochodem, a tu ogromny billboard na całą ścianę kamienicy, na którym prawie naga modelka prezentuje bieliznę. Oglądamy teledysk, a tam tańczy i wygina się prawie goła piosenkarka. Odpalamy Instagram, a tam swe wdzięki prezentują aspirujące influencerki. To jest wszędzie, więc co ma myśleć taka nastolatka? Widzi, że to pewna norma. Norma świata, który zbudowaliśmy dzieciom, i w którym otaczamy je pełnymi zseksualizowanych treści materiałami – mówi Magda Bigaj.

Trudno nie być pod wpływem takich wzorców kulturowych. Szczególnie że u młodych cementują go z jednej strony ich muzyczni idole, aktorzy czy gwiazdy internetu, które mogą odgrywać rolę autorytetu. Z drugiej otoczenie, czyli znajomi, którzy już przejęli te wzorce, i sami publikują czy rozsyłają takie treści.

- Influencerzy, wpływowe postacie internetu, media społecznościowe tworzą pewne normy zachowań. Prezentują treści i materiały o charakterze seksualnym, bo nagość i pokazywanie ciała pozwala im lepiej się "sprzedać", mieć większe zasięgi i popularność, a to się przekłada na zarobki. Jednak jednocześnie uczą dzieci i młodych ludzi, jaka jest norma pokazywania siebie, swojego ciała w internecie – mówi dr Szymon Wójcik i przypomina, że Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę w zeszłym roku pytała młode osoby o kwestie wyglądu. – Aż 43 proc. dziewcząt przyznało, że chciałoby wyglądać tak jak znane osoby na zdjęciach w internecie. To pokazuje, jak wielki wpływ mają np. influencerzy – mówi Wójcik. 

- Wielki wpływ i zerową odpowiedzialność – dodaje Magda Bigaj i przywołuje przykład patostreamerów, którzy cieszą się w naszym kraju dużą popularnością. – Młodzi ich podziwiają, choć w ich treściach jest dużo przemocy, także seksualnej – dodaje.

fot. Kaspars Grinvalds/shutterstock class="wp-image-48238"
fot. Kaspars Grinvalds/shutterstock

- Dzieci są pod wpływem tych seksualizujących treści. Dostajemy nawet skargi na to, że tego jest za dużo, ale trudno z tym walczyć, ponieważ brakuje świadomości zarówno wśród użytkowników, jak i samych platform – mówi Różycka i wyjaśnia, że część streamerek gamingowych streamuje tylko po to, aby prezentować nie swoje umiejętności w grze, ale ciało. – Platformy jak Twitch próbują z tym walczyć. Przekonują, że streamerzy powinni skupiać się na grach, ale nie zawsze są to skuteczne działania. Jeśli w jednym miejscu coś jest niedozwolone, to twórcy przenoszą się w inne, a za nimi ich fani. Gorzej, że w tych nowych miejscach niepokojących treści jest jeszcze więcej, więc trafiają z deszczu pod rynnę. Brakuje odpowiedzialności twórców, streamerów, ale oni skupieni są na zarabianiu, a nie na swoim wpływie na dzieci – dodaje.

Wreszcie nowe normy wyznaczają same media i dziennikarze, przesuwając granicę intymności. Według dr. Szymona Wójcika dzieje się tak, gdy np. rozbieranie się przed internetowymi kamerkami nawet poważne redakcje przedstawiają jako łatwy sposób na zarabianie pieniędzy i zawód nieróżniący się niczym od innych. 

- Tworzą wrażenie, że rozbieranie się np. na OnlyFans jest bezpiecznym i łatwym sposobem na szybkie zarabianie dużych pieniędzy. Tworzą wrażenie, że ciało służy do zarabiania, a publikowanie nagich, erotycznych zdjęć czy filmów to w sumie nic groźnego. Przekonują, że w pogoni za popularnością, czyli współczesną walutą, można zrobić wszystko. Te artykuły i narracja trafia też do nastolatków i jest dla nich bardzo kusząca. Mogą pomyśleć: skoro piszą, że to normalne, to nie ma nic złego w tym, że użytkownicy płacą za to, iż ktoś się rozbiera – mówi dr Szymon Wójcik.

Tę narrację podchwytują serwisy typu OnlyFans. – Tworzą złudne poczucie bezpieczeństwa. Prezentują uspokajającą opowieść, że można publikować także niewinne zdjęcia czy filmy i zyskać niezależność finansową. Jednak wiadomo, że kiedy już wejdziemy do tego świata, to będziemy namawiani do przekraczania kolejnych granic, aby zyskać fanów i powiększać zarobki. Dla młodych osób to niezwykle groźne – dodaje.

A to, jak przekraczane są te granice, widać od lat. Na wspomnianym już Twitchu internauci obserwują streamerów, aby patrzeć, jak grają w gry. Czasem odbywają się tam turnieje czy branżowe wydarzenia. Ale jest też ciemna strona, czyli roznegliżowane streamerki, które w wannie czy dmuchanym basenie dojeżdżają banana albo jednorożca, a za donejty, czyli pieniądze, zmieniają na żywo bieliznę. A wszystko w serwisie, na którym mnóstwo czasu spędzają dzieci i który stara się egzekwować zasady. Kilka miesięcy temu zbanował streamerkę, która w czasie transmisji uprawiała seks. Kara nie była jednak surowa, bo zawieszenie konta obowiązywało raptem przez tydzień.

- Na takich treściach nie ma migającego banneru "uwaga, tylko dla dorosłych". Młodzi funkcjonują w świecie, gdzie nagość jest walutą jak każda inna i można nią kupczyć. Wychowujemy pokolenie, dla którego zarabianie nagością jest normą. A kiedy są pieniądze, to zaczynamy to porównywać do pracy, racjonalizujemy sobie, że to jest okej - wtóruje Magda Bigaj. I przywołuje przykład jednej z polskich streamerek, która publicznie chwaliła się ogromnymi zarobkami pochodzącymi z pokazywania ciała.

– Mówiła: nie mam żadnych studiów, a zarabiam setki tysięcy złotych rocznie. Dla części nastolatków to może być wzorzec łatwego życia i zapewne część młodych osób się na to skusi. W ich pokoleniu zarabianie ciałem jest normalizowane – dodaje. Żeby nie robić reklamy, pominiemy nazwisko tej streamerki.

Problem w tym, że od takiej działalności trudno się uwolnić. Kiedy wysyłamy komuś nagie zdjęcie czy streameujemy w skąpej bieliźnie, to liczymy na pozytywne reakcje, komentarze, pochwały. Kiedy te spływają, niezwykle silnie pobudzany jest nasz ośrodek nagrody. Mózg człowieka działa bowiem prosto: chce jak największej przyjemności z jak najłatwiejszych źródeł.

- A tutaj mamy zjawisko natychmiastowej gratyfikacji. To jest bardzo kuszące i może prowadzić do nałogowego i problematycznego korzystania z internetu – mówi Magda Bigaj. 

fot. Vitalii Stock/shutterstock
fot. Vitalii Stock/shutterstock

Co z tym robić? 

Pewne jest, że życiowa przestrzeń i otaczająca kultura jest zseksualizowana jak nigdy wcześniej. Z tym zapewne nie wygramy, ale to rodzice przygotowują dzieci do odbioru takich treści. Są pierwszymi nauczycielami tego, co warto robić, a na co szkoda czasu.

- Dlatego trzeba z nimi o tym rozmawiać. Jeśli dziecko widziało już takie treści, to obejrzeć je z nim i zapytać, co o tym myśli. Jeśli nie rozmawiamy z dziećmi o tym, co widzą w internecie, udajemy, że tematu nie ma, to możemy się zdziwić, kiedy okaże się, że nasza córka za zamkniętymi drzwiami swojego pokoju nagrywa właśnie filmik albo strzela nudeska. To naprawdę my mamy lekcję do odrobienia, nie tylko nasze dzieci – kończy Bigaj.

Co zrobić i jak pomóc naszemu dziecku, kiedy jego intymne zdjęcia wyciekły?

Po pierwsze: wziąć głęboki oddech. Dla rodzica to może być szok, ale choć jest to piekielnie trudne, nie należy ulegać emocjom i reagować złością. A jeśli tak się już stało, to za nerwową reakcję należy przeprosić. Bez tego nie będzie atmosfery zaufania potrzebnej do rozwiązania kłopotliwej sytuacji. 

Po drugie: nie dokładać ofierze. Jeśli nasze dziecko przyszło do nas z tym problemem, to znaczy, że nam ufa. Chce naszej pomocy, a nie krzyków w stylu: dlaczego to zrobiłeś? Jak mogłaś wysyłać takie zdjęcia? Dziecko już wie, że zrobiło źle. Nie musimy wzmacniać jego poczucia winy i rzucać oskarżeń.

Po trzecie: wspierać. Pamiętajmy, że kiedy ktoś bez zgody naszego dziecka rozprzestrzenia jego intymne zdjęcia, które np. wysłało chłopakowi czy dziewczynie, to właśnie ono jest ofiarą. Owszem, popełniło błąd. Zachowało się nierozsądnie, ale nie możemy stwierdzić, że jest same sobie winne. Nie możemy zostawić go z problemem samego. Musi wiedzieć, że może liczyć na naszą pomoc.

fot. fizkes/shutterstock class="wp-image-48226"
fot. fizkes/shutterstock

Po czwarte: przełknąć żabę wstydu i zacząć działać, czyli ograniczyć straty. Jesteśmy rodzicami i na poziomie dorosłych powinniśmy porozmawiać z rodzicami dziecka, które rozpowszechnia intymne materiały. Należy wytłumaczyć im powagę sytuacji i poprosić, by zadbali, żeby zdjęcia czy filmy zostały usunięte. Warto podkreślić, że posiadanie takich materiałów i ich rozprowadzanie wbrew woli ofiary jest nielegalne i może wiązać się z poważnymi konsekwencjami. Nie należy jednak grozić, lecz w otwarty i partnerski sposób wspólnie szukać rozwiązań. 

Po piąte: jak najszybciej posprzątać. Należy sprawcę, czyli osobę, która rozpowszechniła materiały zaangażować do tego, aby ograniczyła skutki swoich szkodliwych działań. Trzeba zażądać, aby usunęła je ze swojego telefonu i dopilnowała, aby to samo zrobili wszyscy, którym wysłała materiały. Ten krok może wykonać nasze dziecko, wspominając, że rozmawiało z rodzicami, żałuje tego, co zrobiło i nie chce, aby zdjęcia były dalej przesyłane.

Po szóste: wyciągnąć lekcję. Kiedy problem jest opanowany, warto porozmawiać z dzieckiem. Przypomnieć, że wszystko, co wysyła do kogoś, przestaje należeć do niego. Warto, aby wyciągnęło z tej lekcji nauczkę i drugi raz nie popełniło tego samego błędu.

DATA PUBLIKACJI: 24.10.2022 r.
Zdjęcie tytułowe: mooremedia/shutterstock
Raport Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę (uwaga, strona fundacji nie posiada szyfrowania, może być niebezpieczna, dlatego podajemy "surowy" link): media.fdds.pl/166503-nastolatki-pod-presja-wygladu-fdds-publikuje-najnowsze-badania-i-rusza-z-kampania-w-duchu-cialoneutralnosci-pn-cialo-nie-okresla