ROZDAJEMY SPRZĘTY!
Rotated image 1Image 2Rotated image 3Image 4Image 4
Close small
REKLAMA

Myślisz, że nikt już nie gra w Pokemon GO? To patrz na to

W miniony weekend Madryt stał się centrum Pokemonowego wszechświata. Miałam okazję znaleźć się pośród tysięcy graczy z całego globu, którzy zjechali do Hiszpanii by łapać Pokemony - i nie tylko. Było świetnie, jednak gdyby nie drzewa oliwne, byłby dramat.

17.06.2024 11.02
Myślisz, że nikt już nie gra w Pokemon GO? To patrz na to
REKLAMA

Pokemon GO w ciągu kilku dni od premiery stało się światowym hitem i fenomenem, i swoją popularność utrzymało jeszcze przez wiele miesięcy po premierze. Jednak obecnie temat gry trochę ucichł, a poza serwisami poświęconymi grom czy samym Pokemonom trochę próżno szukać informacji i newsów o "PoGO".

Jednak czy to oznacza, że Pokemon GO się skończyło i nikt w grę nie gra? Wręcz przeciwnie - prawie 8 lat od premiery Pokemon GO, jak i społeczność, która zebrała się wokół gry jest żywa. A najlepszym dowodem na to jest wydarzenie Pokemon GO Fest 2024 Madrid, które miało miejsce w miniony weekend i przyciągnęło do siebie rzeszę fanów z całego świata - w tym także oddalonej o ponad 2 tys. kilometrów Polski.

REKLAMA

Co to właściwie jest ten cały Pokemon GO Fest?

Pokemon GO Fest to wydarzenie cykliczne organizowane przez Niantic, twórców gry. Jego założenie jest proste: umożliwienie graczom spotkania się, wspólnej gry, jak i po prostu spędzenia czasu wśród "swoich". Choć w każdym komunikacie prasowym i w grze Niantic nazywa Pokemon GO Fest "wydarzeniem", słowo "zlot" również byłoby całkiem trafnym określeniem.

Każdy Pokemon GO Fest ma dwa aspekty: w grze oraz "w prawdziwym życiu". W grze, w miejscu gdzie odbywa się Fest (w tym przypadku jest to Madryt) Niantic dostawia dodatkowe gymy, pokestopy, które wywołują pojawianie się specjalnych Pokemonów możliwych do zdobycia tylko podczas Festu - lub po prostu ulubieńców społeczności, takich jak Eevee, Pikachu, Deino czy Tyrunt. Podczas wydarzenia uruchamiane są także specjalne, tematyczne raidy podczas których debiutuje nowy legendarny Pokemon (w tym przypadku był to Necrozma). Do tego w grze wydarzenie okraszone jest bonusami takimi jak zredukowany dystans potrzebny do wyklucia jaj, dodatkowe nagrody z raidów czy po prostu tematyczne research tasks (misje). Mówiąc w skrócie, jedyna w swoim rodzaju okazja do zdobycia wyjątkowych Pokemonów i licznych przedmiotów.

A tak było na poprzednich wydarzeniach Pokemon GO Fest:

Z perspektywy "realnego świata", Niantic zaklepuje daną część miasta (najczęściej park) tak, aby zorganizować tam przestrzeń do gry oraz atrakcje i stanowiska wsparcia dla graczy. Atrakcjami są choćby quizy, areny do walki z nagrodami czy możliwość spotkania ze "sławnymi trenerami" - czyli po prostu youtuberami i innymi twórcami. Miejscami wsparcia dla graczy są stacje ładowania, gdzie można naładować swój telefon, miejsca do napełnienia butelek wodą pitną, namioty medyczne czy namiot wsparcia technicznego, gdzie można przyjść w razie problemów z grą.

Główne wejście na Pokemon GO Fest 2024 Madrid i jedno z kilku do parku

Fizyczny wstęp na Pokemon GO Fest jest darmowy i nikt nie "sprawdza" telefonu czy wejściówek przy wejściu do parku. Jednak aby cieszyć się pełnym wachlarzem benefitów w grze, należy zawczasu kupić specjalny bilet, który aktywuje wybrane (lub wszystkie, jeżeli kupi się je wszystkie) bonusy.

Dla Polaków początek był już na Okęciu

Ze względu na fizyczny dystans pomiędzy Hiszpanią a Polską, głównym sposobem dotarcia na Fest był samolot. Choć Madryt ma połączenia z Krakowem, to zdecydowana większość graczy poleciała z Warszawy. A to ze względu na fakt, że ze względów technicznych w czwartkowy poranek spędziłam kilka godzin na lotnisku, będąc świadkiem boardingu dwóch lotów do Madrytu. Oba były zapełnione osobami obwieszonymi gadżetami z serii, siedzącymi z telefonami i wykonującymi charakterystyczne dla gry ruchy. W grze natomiast toczyła się istna wojna o lotniskowe gymy, a po pokestopach hulały lury.

Boarding na lot do Madrytu

A tak było w Madrycie

Po przygodach związanych z lotem, hotelem i pierwszą nocą spędzoną w Madrycie, spakowałam powerbank i bidon z wodą i ruszyłam do Parque Juan Carlos I, czyli parku, w którym Niantic zorganizował Pokemon GO Fest. Powiedzieć, że Parque Juan Carlos I jest duży to jak nic nie powiedzieć. Park ma 160 hektarów powierzchni (czyli tyle, co niewielka polska wieś), 13 kilometrów ścieżek i znajduje się nieopodal lotniska, a wokół niego znajdują się stacje metra i przystanki autobusowe, co stanowiło ułatwienie dla przyjezdnych graczy.

Po wejściu do parku, do którego weszłam od tyłu ze względu na położenie hotelu, potrzebowałam około 10 minut, by dojść do jego centrum - serca Pokemon GO Fest 2024 Madrid. Już od 9 rano w piątek, czyli godziny rozpoczęcia wydarzenia Parque Juan Carlos I tętnił życiem. Pierwsze skrzypce grali oczywiście trenerzy wpatrzeni w telefony i łapiący pierwsze Pokemony oraz walczący w pierwszych raidach.

Piątek rano w samym centrum parku Parque Juan Carlos I

W parku ustawione były liczne dekoracje, w tym flagi drużyn, duże figury Pokemonów takich jak Riolu czy Pichu, ale i banery z prawdopodobnie ikonicznymi już grafikami z ekranu ładowania. Już od samego rana wydarzenie było pełne zarówno pracowników Niantic, jak i pracowników obsługujących imprezę, których można było zapytać, jak dojść do danego miejsca czy otrzymać papierową czapkę z daszkiem.

Stali bywalcy GO Fest - przenośne stacje bazowe. Niantic ustawia je tam, gdzie potencjalnie może być słabszy zasięg sieci komórkowej. Dzięki nim przez nawet sekundę nie można narzekać na jakość połączenia z siecią

Od samego rana działały także wszystkie namioty: informacja, obsługi technicznej, pomocy medycznej, sklep z gadżetami, namiot do obsługi rodzin (gdzie można choćby przewinąć lub nakarmić najmłodszych uczestników Pokemon GO Fest), ale i atrakcje pod postacią quizu, areny do walk czy możliwości zrobienia zdjęcia z Eevee lub Pikachu w strefie Meet&Greet. Spotkania ze sławnymi trenerami były możliwe jedynie w wyznaczonych przez Niantic godzinach.

Pokemon GO Fest 2024 Madrid miał specjalną atrakcję - Football experience podczas którego można było potrenować i wziąć udział w konkursie, w którym do wygrania był własny Pokestop

Od rana do wieczora także można było skorzystać za darmo z usług "samoobsługi": napełnienia butelek z wodą, stacji ładujących oraz toalet. Dla głodnych Niantic zaprosiło także kilka foodtrucków i rozstawiło ławki i stoły, by można było spokojnie zjeść.

Pokemon GO Fest tworzą przede wszystkim gracze

Oczywiście nie przyjechałam do Madrytu, by zachwycać się namiotami. Parque Juan Carlos I od samego rana był pełen graczy. Graczy w każdym wieku - zarówno dzieci, które prawdopodobnie kończą pierwszą klasę podstawówki, nastolatków, dorosłych graczy w plus-minus moim wieku, tych trochę starszych zaczynających stawianie świeczek na torcie urodzinowym od 3 lub 4, jak i osoby w wieku moich rodziców lub starsze. Ciężko powiedzieć czy było więcej graczy płci męskiej, czy żeńskiej, ale co ważne grali przedstawiciele wszystkich podejść do gry. Podczas Pokemon GO Fest Madrid nie było dziwnym widzieć osoby z dwoma telefonami, posiadające w ręku zarówno telefon, jak i urządzenie Pokemon GO++, a lobby w raidach były pełne osób z kontami na poziomie 45+. Jednak "przeciętni" gracze, którzy podpytywali swoich znajomych o to jak coś zrobić czy zachwycali się pokonaniem swoich pierwszych raidów nie byli odosobnionym widokiem.

Tak, oni wszyscy chcą złapać je wszystkie

Nie trzeba było się także specjalnie wsłuchiwać w otoczenie by zorientować się, że Pokemon GO Fest Madrid przyciągnął graczy z całej Europy - ale i świata. Zwłaszcza w piątek, gdy Hiszpanie byli w pracy, na uczelniach i w szkołach, i to właśnie osoby przyjezdne liczne spacerowały po Parque Juan Carlos I. Przechadzając się po różnych obszarach parku - nie tylko centrum, usłyszałam język polski, angielski (z różnymi akcentami, co wskazuje na przyjezdnych także ze Stanów Zjednoczonych), francuski, niemiecki, japoński, chiński, chorwacki i kilka innych, których nie byłam w stanie wskazać.

Mapa świata, na której można było się oznaczyć
Mapa Europy
#polskagurom

Co prawdopodobnie najważniejsze, pomimo bycia jedną wielką wieżą babel, złożoną z różnych osób z różnych krajów, atmosfera była mega przyjacielska. Potrzebowałeś się wymienić z kimś, zawalczyć lub dodać do znajomych, żeby skończyć misję? Wystarczyło podejść i zapytać. Gdzie jest dana strefa w grze, bo mapy Niantic nie są wystarczającą wskazówką? Również brak problemu. Gracze dzielili się także miejscem w cieniu, czy ustępowali kolejki do napełnienia butelek gdy ktoś o to poprosił.

Przyjacielskość była również widoczna wśród Polaków. Wystarczyło "cześć" czy "siema", by napotkani gracze z Polski przystanęli i porozmawiali, nierzadko z dosłownie otwartymi ramionami.

W grze było istne szaleństwo

W przeciwieństwie do Piotra Grabca, który relacjonował choćby Fest 2022 w Berlinie, dla mnie Pokemon GO Fest 2024 Madrid był pierwszym tego typu wydarzeniem i rozgrywkę mogę opisać tylko jednym słowem: szaleństwo. W samym tylko Parque Juan Carlos I Niantic dostawiło kilkadziesiąt gymów i kilkaset pokestopów, a dodatkowo przez park przechodziło kilkaset (o ile nie kilka tysięcy) graczy, przez co przejście 10 metrów sprawiało, że na mapie pojawiało się kilkanaście stworków (ilość Pokemonów pojawiająca się na mapie zależna jest właśnie od tych czynników). Pokestopy były jeden na drugim, a gymy ustawione kilka metrów od siebie. Przez to, choć Pokemon GO to gra o chodzeniu i łapaniu Pokemonów, podczas Pokemon GO Fest można dosłownie stać w miejscu przez dobre kilka minut i załadować swój plecak przedmiotami, a Pokeballe Pokemonami.

Same raidy to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju. Czas oczekiwania na rozpoczęcie raidu to jedynie minuta, a każdy raid trwał 10 minut - w przeciwieństwie do godziny oczekiwania i godziny trwania. Czy to oznacza, że trzeba było mieć szczęście, szybkie palce i najnowszy telefon? Nie, bo każde lobby zapełniało się w mniej niż 10-15 sekund (trochę dłużej w przypadku Pokemonów innych niż Necrozma, który był najbardziej pożądany ze względu na swój debiut), a po zapełnieniu jednego od razu otwierało się kolejne lobby. Ponieważ w jednym lobby mogło być maksymalnie 20 osób, a jeden raid może być ukończony przez jedną osobę tylko raz oznacza to, że w ciągu 10 minut ok. 800 do nawet 1000 osób mogło wziąć udział w pojedynczym raidzie. Ta prędkość rotacji spokojnie pozwalała na wykorzystanie darmowych raid passów z biletu dla miłośników raidów.

Jeżeli nie ogarniasz co się właściwie dzieje na tych zrzutach ekranu to spoko - ja też miałam problemy

Na potrzeby Pokemon GO Fest Madrid Niantic wirtualnie podzieliło Parque Juan Carlos I na cztery strefy - siedliska Pokemonów: Mysterious Labyrinth, Rocky Shore, Cursed Forest, Sunrise Gateway. Siedliska różniły się możliwymi do złapania Pokemonami oraz delikatnie typami research tasków (z których również można było otrzymać specyficzne dla danej strefy Pokemony). Choć był to system trochę irytujący - ze względu na trudność orientacji, w jakiej strefie się jest ze względu na Pokemony, których obecność można przypisać do innej strefy, jak i kiepskie oznaczenie w grze oraz brak interaktywnej mapy - to zachęcał on do ruchu graczy pomiędzy strefami, a nie tylko koczowania w jednym miejscu.

Drogowskaz, który ułatwiał orientację zarówno w terenie, jak i w grze

Wyścigi o drzewa oliwne

Choć Pokemon GO Fest 2024 Madrid to wydarzenie, które było dla mnie zdecydowanie pozytywne, to nie jest ono bez skaz.

Z mojej perspektywy łównym problemem Pokemon GO Fest było nieproporcjonalne przygotowanie miejsca do potrzeb graczy. Każdy kto spędził w Pokemon GO choć kilka godzin wie, że gra jest właściwie mieszaniną stania i chodzenia. Chodzisz by odkrywać nowe miejsca i Pokemony, stoisz podczas walk w raidach i gymach (bo inaczej gra cię z nich wyrzuci) i podczas akcji w grze, które wymagają większego skupienia takich jak łapanie niezbyt współpracującego z tobą Pokemona czy organizacja miejsca na nowe Pokemony i przedmioty. Jak wspomniałam, Pokemon GO Fest ze względu na swoją specyfikę to Standing Fest, bo można stać w miejscu przez dobre kilka minut i nadal aktywnie grać bez konieczności przejścia nawet jednego metra.

Tak gaj oliwny wyglądał rano - nieliczni ludzie pod drzewami, głównie chodzący po alejkach
Ale już dwie godziny później koncept alejek przestał mieć znaczenie. W sumie koncept placów zabaw też. Cień był towarem deficytowym

W 160 hektarowym Parque Juan Carlos I nie brakowało miejsca na stanie, ale brakowało czegoś innego: cienia. Duże drzewa i zbiorniki wodne znajdują się na obrzerzach parku, podczas gdy centrum Pokemon GO Fest Madrid umiejscowiono w samym centrum parku. Centrum parku z wypaloną od słońca trawą, z nawierzchnią ścieżek z betonu, z pomnikami otoczonymi żwirem i wielkim gajem niewielkich drzew oliwnych. O ile z rana (czyli mniej-więcej do godziny 11) dało się stać na słońcu, to po tej godzinie aż do praktycznie późnego popołudnia Pokemon GO Fest Madrid toczył się jednie w cieniu oliwnych drzew. Choć te były liczne i przynosiły ulgę, to każdy kto choć raz był w klimacie śródziemnomorskim wie, że słońce tu, a słońce w naszym klimacie umiarkowanym jest inne i mimo środków zapobiegawczych pod postacią kremów z filtrem i umiarkowanego cienia owych drzew nadal może spalić. Przekonałam się o tym nomen omen na własnej skórze, bo pomimo zastosowania kremu SPF 50 i wychodzenia spod drzew tylko wtedy gdy musiałam (w ramach gry) przemieścić się w kolejne miejsce, spaliłam się. Pomijając bóle mojej spieczonej skóry, cień jest ważny także dlatego, że w ostrym słońcu ekran telefonu jest nieczytelny, a samo grzanie telefonu w świetle słonecznym jest niebezpieczne dla jego baterii - a to w efekcie niebezpieczne dla człowieka.

Pokemon GO Fest: Olive Tree Shade edition

Niantic podczas imprezy dla prasy chwaliło się, że 80 proc. uczestników Pokemon GO Fest Madrid to przyjezdni spoza Hiszpanii. Jednak nie widać tego w podejściu do bezpieczeństwa i komfortu graczy (którzy w domyśle nie są tak przyzwyczajeni do gorąca i nie mają dostępu do wygód takich, jak mieszkańcy Madrytu lub samej Hiszpanii, którzy wiedzą "co, gdzie i jak"), którym nie zapewniono wystarczająco cienia i polegano w większości na drzewach oliwnych - które przestawały być efektywne zależnie od pozycji słońca na niebie. Choć Niantic rozstawiło kilka namiotów w których można było usiąść, to w każdym z nich mieściło się około stu osób. Gdzie uczestników było kilkaset, o ile nie kilka tysięcy. Do tego newralgiczne punkty na mapie Parque Juan Carlos I (stacje ładowania, punkty uzupełniania wody w butelkach, ławki obok foodtrucków, poczekalnie do toalet) również nie były osłonięte. Łatwo można było się spalić właśnie w tych potrzebnych każdemu graczowi punktach.

Co jakiś czas rozbrzmiewały z głośników prośby o informowanie obsługi wydarzenia o niebezpiecznych zdarzeniach lub podejrzanych osobach, jednak zabrakło inwencji by informować także o skutkach ekspozycji na słońce i dbaniu o siebie w najgorętszym okresie dnia.

Same stacje uzupełniania wody to także kolejny problem, który zauważyłam podczas Pokemon GO Fest Madrid. Jest to oczywiście świetny gest, zwłaszcza wobec palącego słońca i ogromnych kolejek do dwóch drogich sklepików będących częścią parku, jednak był on kroplą w morzu potrzeb. Raz, że tak jak pozostałe obiekty nie był osłonięty, a dwa że tych stacji było jak na lekarstwo. Ja po dwóch dniach na Feście byłam w stanie wskazać tylko jedną (o ile nie jedyną w parku?) stację. W każdej były tylko trzy miejsca na nalanie wody, która leciała słabym strumieniem. W efekcie niezbędna do przeżycia na Feście woda była deficytowa, a oczekiwanie na nalanie trwało kilka minut. Wobec problemów z dostępem do cienia, sytuacja z dostępem do wody była conajmniej... niezbyt pozytywna.

Jedyny dystrybutor wody, który znalazłam. Na zdjęciu bez 20-osobowej kolejki

Mimo to Pokemon GO Fest był świetnym doświadczeniem

REKLAMA

Mimo dość poważnego zarzutu jaki stawiam Niantic, uważam, że Pokemon GO Fest 2024 Madrid to naprawdę pozytywne wydarzenie. Widać, że przez kilka lat organizacji wydarzeń (w tym pamiętnego pierwszego GO Fest w Chicago, które było katastrofą), Niantic nauczyło się dużo i obecnie organizuje wydarzenia, na których chce się być. Wiadomo, wiele przyjezdnych przyjechało do Madrytu w poszukiwaniu Pokemonów i trochę obojętne im są atrakcje organizowane wokół. Jednak to też świadczy o samej grze i stosunku Niantic do graczy, którzy przyjeżdżają. Widać tu bardzo silne podejście "Okej, lecisz samolotem przez kilka godzin, wydajesz na przyjazd, pobyt i bilety w grze kilkaset euro, my w zamian dajemy ci jedyne w swoim rodzaju doświadczenie".

Jestem pewna, że na Pokemon GO Fest pojadę jeszcze raz w przyszłym roku - niezależnie czy z plakietką "Media" czy nie. Jednak mam nadzieję, że tym razem nie będzie ono organizowane w miejscu w klimacie śródziemnomorskim. A jeżeli będzie, to niech Niantic obierze za priorytet nie tylko doświadczenie, ale i dobrostan graczy.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA