REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Ekologia
  3. Nauka

Policja daje milion za wskazanie winnego katastrofy na Odrze. Winni są na wyciągnięcie ręki

Cały czas nie wiemy, kto i od jak dawna odpowiada za zatrucie Odry. Co więcej, nie wiadomo, jaka substancja zabija ryby, bobry i inne stworzenia, doprowadzając praktycznie do śmierci rzeki. Polska Policja się obudziła i oferuje milion złotych za wskazanie sprawcy. Biorąc pod uwagę wcześniejsze przykłady skażenia rzek, raczej nie musi on obawiać się konsekwencji.

Zatrucie Odry. Policja daje milion złotych
REKLAMA

Odpowiedzialność polskich władz za sytuację związaną z wyciekiem niebezpiecznych substancji do Odry polega na tym, że przez prawie dwa tygodnie zabrakło jakichkolwiek działań. Premier zdymisjonował prezesa Wód Polskich oraz szefa Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska dopiero w piątek, gdy sprawą żyła nie tylko cała Polska, ale i Niemcy, którzy oskarżali polską stronę o brak jakichkolwiek ostrzeżeń. To właśnie niemieckie laboratorium poinformowało o wysokim stężeniu rtęci w próbkach wody.

REKLAMA

Morawiecki przyznał, że reakcja była spóźniona

- Sytuacji w żaden sposób nie można było przewidzieć, ale reakcja odpowiednich służb mogła nastąpić szybciej – czytamy w poście opublikowanym na facebookowym profilu premiera. No co pan nie powiesz.

Również polska policja dołącza do spóźnionego pospolitego ruszenia. Komendant Główny gen.insp. Jarosław Szymczyk wyznaczył nagrodę w wysokości 1 mln zł za wskazanie osoby odpowiedzialnej za zanieczyszczenie rzeki Odra lub posiadającej istotne informacje mogące doprowadzić do ustalenia sprawców.

Jeszcze wczoraj policja wraz z Lasami Państwowymi próbowali odwrócić uwagę od skażenia Odry, pokazując "eko-terrorystów", którzy w założonym w obozie lesie mieli narkotyki i kusze. Być może to tylko przypadek, ale zgadzam się z wpisem jednego z twitterowych użytkowników, który nazwał tę akcję czystą pokazówką, mającą zwrócić uwagę na złych ekologów. Owszem, Odra jest zanieczyszczona, ale zobaczcie, że ci zieloni to też niezłe gagatki:

Dymisje, milion złotych za wskazanie sprawcy – wygląda to imponująco, ale nie da się zapomnieć, że akcja jest spóźniona o dwa tygodnie. Ministerstwo Infrastruktury niejako przyznało się, publikując grafikę na Twitterze, że o sprawie było wiadomo od 26 lipca. Prawdziwych reakcji doczekaliśmy się 12 i 13 sierpnia.

W ubiegłym tygodniu niektórzy czołowi politycy zaprzeczali problemowi, czego najlepszym przykładem był wiceminister infrastruktury Grzegorz Witkowski, który jeszcze w czwartek był gotowy wejść do zatrutej Odry. Panie ministrze, czy deklaracja jest aktualna?

Ustalenie sprawców jest oczywiście bardzo ważne. Wciąż nie wiadomo, skąd pochodzi wyciek. Pojawiają się sprzeczne informacje – np. szczeciński Wydział Inspekcji Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska wskazywał, że zatrucie wody prawdopodobnie miało swój początek w Kanale Gliwickim.

Z kolei lokalne media w Oławie wskazywały, że rtęć spływa do wody z lokalnych zakładów. I to od lat.

Na tę chwilę nie wiadomo jednak, co doprowadziło do katastrofy ekologicznej. Najpierw to rtęć była głównym podejrzanym, ale najnowsze informacje płynące z Niemiec mówią o wielu innych czynnikach. W tym zwiększenie nietypowych związków soli.

Co grozi ewentualnemu sprawcy zatrucia Odry?

W teorii - całkiem sporo. W lipcu Sejm przyjął zmiany w ustawie, dzięki czemu za umyślne przestępstwo przeciwko środowisku grozi kara od 10 tys. zł do 10 mln zł.

- Przestępcy środowiskowi na rzecz narodowego funduszu wpłacili przez 10 lat 1 mln zł. Kary orzekane przez sądy są niewystarczające - komentował sekretarz stanu w ministerstwie klimatu, Jacek Ozdoba vel Jacek Decoration.

Tyle że prezydent jeszcze nie podpisał stosownej ustawy.

Kolejny problem polega na tym, że wskazanie sprawcy nie jest takie łatwe. Wystarczy spojrzeć w przeszłość, by dostrzec, że sprawy ciągną się latami. Dwa lata temu doszło do skażenia rzeki Barycz w rezerwacie przyrody. Skutkiem katastrofy były miliony martwych ryb, raków, żab i innych organizmów wodnych. Do dziś nie wskazano winnego.

- W ciągu 30 lat zostały wydane ogromne fundusze na budowę oczyszczalni ścieków i systemów kanalizacyjnych, dlaczego zatem wciąż trujemy siebie i nasze cenne ekosystemy? Bez skutecznej służby kontrolującej i monitorującej wody, także w soboty i niedzielę, kiedy to najczęściej dochodzi do zrzutu nieczystości z oczyszczalni ścieków i zakładów przemysłowych, nie mamy szans na poprawę jakości naszych wód. Dla wielu osób w dalszym ciągu rzeki są wyłącznie odbiornikiem ścieków i zanieczyszczeń. W ten sposób interes pojedynczych osób wynosi się ponad dobro wspólne,  a koszty prowadzenia działalności przenoszone są na społeczności lokalne oraz świat przyrody - komentowała Alicja Pawelec z Fundacji WWF Polska.

Innym szokującym przykładem jest zatrucie Warty z 2015 roku

Proces ruszył dopiero po sześciu latach, a jedynym oskarżonym był Piotr M., szef firmy Bros. Onet w listopadzie ubiegłego roku ustalił szczegóły prowadzenia śledztwa. "W tej historii doszło do zadziwiających zdarzeń i zbiegów okoliczności" – podkreślano w reportażu.

Poznańscy śledczy chcieli wziąć pracowników Brosa z zaskoczenia. W sobotę, z samego rana. Był 2 kwietnia 2016 r. Policjanci zapukali wówczas do drzwi czterech mieszkań pracowników firmy. Jednej z kobiet nie było w domu, zgłosiła się na komisariat, gdy okazało się, że nie grozi jej tymczasowy areszt. Pozostałych zabrano na przesłuchanie i postawiono zarzuty wylania trucizny do rzeki. Jednak plan śledczych nie wypalił. Pracownicy firmy nie byli zaskoczeni akcją policji i zarzutami, a jeden z nich wypalił, że doskonale wiedział o wizycie funkcjonariuszy. Ostrzec miał go szef firmy Piotr M. Dlatego zdążył jeszcze rano wyjść na spacer z psem.

REKLAMA

Przykład zatrucia Odry to właściwie Polska w pigułce. Od lat nie ma żadnych działań mających na celu ratowanie rzek. Wykorzystywane są jak śmietniki, podobnie zresztą jak polskie lasy.

Rządzący traktują środowiska ekologiczne jak wrogów, a nie partnerów. Panuje zasada "jakoś to będzie", a raczej: "po nas choćby potop". Lata niedbalstwa, ignorancji, braku poszanowania dla przyrody doprowadziły do tego, że niektórzy bezkarnie mogli doprowadzić do zatrucia drugiej co do wielkości rzeki w Polsce. Nie wiadomo, czy i kiedy powróci do swojego dawnego stanu. A wszystko to przy milczącym przyzwoleniu władz, które próbowały zamieść sprawę pod dywan, udając, że nic się nie dzieje.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA