1. SPIDER'S WEB
  2. Gry
  3. Technologie

FIFA 22 to obowiązkowa gra dla fanów piłki nożnej. Oto moje pięć argumentów

FIFA 22 - recenzja. To obowiązkowa gra dla fanów piłki nożnej

„FIFA to co roku ta sama gra” – tak brzmi jedno z największych kłamstw historii ludzkości. Na szczęście FIFA 22 ma argumenty, aby zmienić to postrzeganie, bo ewolucja serii przebiega w bardzo dobrym kierunku.

Zawsze miałem problem z recenzowaniem gier piłkarskich świeżo po ich premierze. Tak naprawdę gotowy na ocenę jestem w okolicach lipca, najpóźniej w połowie sierpnia, kiedy twórcy dodali co mieli dodać, naprawili, co mieli naprawić, a pozostawili to, czego załatać się nie dało. Na początku bardzo często jest zachwyt albo rozczarowanie, ale dopiero zwykła, szara codzienność pokazuje, z którą grą piłkarską warto żyć. Szczególnie PES potrafił mnie w sobie rozkochać, ale gdzieś tak w okolicach grudnia wracałem do „starej, dobrej FIFY”. Może i ze swoimi błędami, ale za to z licencjami, porządną karierą i tak dalej.

Mam jednak wrażenie, że z FIFĄ 22 takich problemów mieć nie będę. Nie tylko dlatego, że PES nie jest w stanie mnie sobą zachwycić. Po prostu obecnie piłka od EA Sports jest naprawdę jedną z najlepszych gier piłkarskich i nie ma tu miejsca na to, że pojawi się rozczarowanie.

Powód pierwszy: gameplay

Od lat miałem teorię, że najlepsza FIFA to taka, która bierze co najlepsze od serii Pro Evolution Soccer. Trudno uznać to za komplement wobec twórców, być może wychodzi mój uśpiony fanatyzm i sentyment wobec PES-a, ale zawsze cieszyłem się, gdy twórcy szli bardziej w stronę symulacji niż radosnego biegania z piłką.

FIFA 22 jest bardzo bliska mojemu ideału. Pierwsze zaskoczenie, jakie pojawiło się po kilkunastu rozegranych meczach, brzmiało: „ile tu miejsca!”. To PES dawał swobodę, a FIFA kojarzyła się ze ściskiem. W najnowszej części tego nie ma. Wreszcie jest miejsce na przerzuty, spokojne rozegranie, rozciągnięcie gry.

A że tempo jest jakby nieco wolniejsze, to można przyjemnie kombinować, jak rozgrywać akcje. Jeśli FIFA kojarzyła się z zejściem na skrzydło, przesadzoną kiwką, a potem dośrodkowaniem i golem – tutaj tego nie ma.

Powód drugi: zachowanie piłkarzy

W realizacji tych celów pomagają piłkarze sterowani przez sztuczną inteligencję. Wreszcie w FIFIE 22 często reagowali tak, jak tego chciałem – wychodząc na wolą pozycję, dzięki czemu można było im podać przecinającą obronę piłkę.

Szczególnie, że niektórzy z nich naprawdę myślą. Bardzo podobało mi się, jak grając przeciwko Tottenhamowi Harry Kane cofał się po piłkę na własną połowę, często nawet za linię środkową boiska. Bardzo często robi to przecież w rzeczywistości! Widać, że taktyka z „fałszywą 9” jest w FIFIE realizowana, dzięki czemu mamy więcej opcji w kreowaniu ataków, jak i bronieniu się przed nimi.

Sama kontrola nad zawodnikami jest też bardzo przyjemna. Twórcy chwalą się dodaniem ponad 4000 nowych animacji, odwzorowanych na podstawie danych zebranych podczas gry 22 prawdziwych piłkarzy. I to faktycznie czuć. Czasami przyjemne są drobiazgi, jak np. zawodnicy wykonujący „normalne” ruchy, polegające na przecieraniu potu z twarzy czy coś gestykulują. To detal, często niewidoczny na pierwszy rzut oka, ale pokazujący o jakim stopniu odwzorowania mówimy.

Oczywiście najważniejsze jest to, jak zawodnicy reagują na kontakt z piłką. I tutaj też bardzo łatwo odczuć rozbudowaną paletę ruchów. Grając w trybie kariera zauważyłem, że FIFA 22 stawia bardziej na grę ciałem niż efektowne tricki. Te oczywiście da się robić, ale nie wchodzą tak łatwo jak dawniej. Już poprzednia odsłona próbowała zrobić z tym porządek, ale dopiero FIFIE 22 udało się to skutecznie. O czym najlepiej świadczy zdenerwowanie „pr0sów”, którym FIFA 22 się nie podoba – i mam teorię, że to jest powód. Zresztą podobnie jest w obronie. Czasami to ustawieniem się można było przerwać akcję przeciwnika, a nie agresywnym odbiorem.

Grając samotnie naprawdę cieszyłem się, że Brighton nie udaje, że jest drugą Barceloną, a przeciętni zawodnik nowym Neymarem. Niestety w FIFIE 21 regularnie się to zdarzało, co odbierało grze realizmu. W FIFIE 22 zawodnicy wolą rozpracować nas w obronie, ale nie za pomocą przesadzonej i nadużywanej tiktiaki. Szkoda tylko, że wciąż uciekają od strzałów, jakby te były ostatecznością. Czasami liczyłem na to, że rywal huknie, bo przecież ma ku temu idealną okazję.

Powód trzeci: gra bramkarzy

Grając od premiery czasami bramkarze przedobrzali – rzucali się „na notę”, popisując paradami, które nie wymagały aż takich wygibasów. FIFA 22 szybko doczekała się łatki, która eliminowała ten mimo wszystko drobny błąd, bo nie wydaje mi się, żeby było to aż tak psujące rozgrywkę. Za to na pewno bramkarze za sprawą większej liczby animacji lepiej reagują ataki. Odpowiednio skracają kąt, lepiej wychodzą do piłek, myślą będąc w swoim polu bramkowym. Może za często stawiają dwa-trzy kroki za dużo, przez co łatwo im strzelić bramkę podkręconym strzałem zza pola karnego, wrzucając futbolówkę za ich kołnierz.

Powód czwarty: atmosfera

Twórcy FIFY zawsze to umieli, ale w FIFIE 22 tych smaczków jest jeszcze więcej. Animacje z wchodzącymi na stadion kibicami, dzieci wyprowadzające zawodników… wiem, to brzmi śmiesznie, ale to wszystko sprawia, że momentami ma się wrażenia oglądania prawdziwej transmisji. Owszem, dotyczy to głównie meczów rozgrywanych w lidze angielskiej, niemieckiej, hiszpańskiej, bo te mają telewizyjną oprawę i niemal wszystkie stadiony drużyn grających w najwyższych klasach, ale i tak robi to wrażenie.

Buzowały we mnie emocje, kiedy strzeliłem bramkę w ostatniej minucie na 2:1, a twórcy FIFY 22 nagrodzili mnie dodatkowo animacją cieszących się zawodników: cała ławka rezerwowych wybiegła ze swoich miejsc, kibice próbowali przedostać się na murawę, tych najbardziej szczęśliwych wyłapywała ochrona. Od razu +10 do entuzjazmu i chęci rozegrania kolejnego meczu.

Zresztą samo intro, które chwalił Szymon, pokazuje miłość do piłki. Trochę może w duchu modern football, nastawioną na blichtr i gwiazdorstwo, ale przebija z FIFY 22 pasja do piłki nożnej, szczególnie w rozgrywce. Prawdziwej, taktycznej, bazującej na umiejętnościach i taktyce, a nie indywidualizmie i trickach z kosmosu.  

Powód piąty: streaming to potęga

W nową FIFĘ grałem na Stadii. To jedyna opcja, żeby na pececie cieszyć się next-genowymi zmianami. Jestem fanem streamingu od dawna, ale FIFA 22 udowodniła mi, że dziś na zwykłym, pracowym laptopie mogę grać w wersję gry, która niedostępna jest właścicielom potężnych gamingowych pecetów. OK, to akurat nie fair zagranie ze strony EA Sports, ale po prostu EA idzie z duchem czasu – ja też właśnie tak wyobrażam sobie granie: na dowolnej maszynie, bez konieczności posiadania mocnego sprzętu. Wystarczy dostęp do internetu i jedziemy. A Stadia dużo lepiej wykorzystuje możliwości łącza niż np. rozwiązanie Microsoftu.