1. SPIDER'S WEB
  2. Gry
  3. Tech
  4. Technologie

FIFA ma najlepszy początek od lat. Otwarcie FIFA 22 jest jak piłka u Teda Lasso

FIFA 22 ma najlepszy początek w serii od lat

FIFA 22 była zapowiadana jako pierwsza odsłona piłki nowej generacji. Bardziej realistyczna, ale jednocześnie bardziej nieprzewidywalna. Doskonałym tego symbolem jest sekwencja otwierająca, która nie zaczyna się od klasycznego meczu.

Bwwwym. Bwwwym. Bwwwym. Wibracje budzika wybudzają awatara gracza ze snu. Młody, świetnie rokujący piłkarz (bądź piłkarka) pospiesznie ubiera się i wybiega z pokoju hotelowego. W windzie spotyka samego Davida Beckhama. Sportowcy utrzymują niezręczną ciszę aż do zjazdu do lobby. Postać gracza wybiega z hotelu na ulicę, a w tle majaczy Wieża Eiffla. Witajcie w Paryżu. Witajcie we Francji.

FIFA 22 PS5
Sam początek FIFA 22

FIFA 22 zaczyna się jak niezły film o piłce. Albo serial, co by przywołać Teda Lasso.

Sekwencja otwierająca to połączenie przerywników na silniku z elementami rozgrywki. FIFA 22 zapoznaje gracza z podstawami gry w odświeżający, dynamiczny i efektowny sposób. Zamiast trenować na murawie, awatar gracza spieszy się na umówione wcześniej spotkanie, oczywiście z obowiązkową piłką przy nodze. Grywalna część FIFA 22 nie rozpoczyna się na stadionie, ale między francuskimi kamienicami, przypominając fragment z filmu albo serialu.

Zamiast slalomu między pachołkami na boisku, mamy zygzak między przechodniami na paryskim deptaku. W FIFIE 22 nie uciekamy z piłką przed obrońcą, ale przed kelnerem pracującym w jednym z ogródków piwnych. Nie podajemy do członków drużyny, ale wymieniamy się piłką z koleżanką na środku ulicy. To tylko otoczka. Tło. Kosmetyka. Jednak zabiegi tego typu świadczą o tym, że komuś w EA Sports znowu się chciało. Znowu pojawiła się ambicja, by zaserwować coś innego. By pobawić się formą i zaskoczyć fanów.

FIFA 22 jest jak Ted Lasso, zapoznając gracza z magią footballu. Zabawa nie kończy się na ulicach Paryża

Po opanowaniu kilku najprostszych ruchów filmowa narracja FIFY 22 się nie kończy. Gdy w końcu awatar gracza dobiega na umówione spotkanie, łowczyni talentów już na niego czeka. Gracz ma możliwość wejścia na stadion Parc des Princes, gdzie musi pokazać, co potrafi. Na tym samym stadionie jest też okładkowy Kylian Mbappe oraz Thierry Henry. Gracz rozgrzewa się w gwiazdorskim składzie, podczas gdy ikony piłki nożnej rzucają humorystycznymi zwrotkami jak na planie Przyjaciół.

Zaraz po pokazie umiejętności trafiamy do klubowego sklepu PSG, gdzie Henry funduje nam pierwszy solidny garnitur. Gracz FIFY 22 sam może wybierać marynarkę, spodnie, koszulę, nawet dodatki. Znowu absolutnie zbędny detal, ale znowu pokazujący, że komuś się chciało. W garniturze o równowartości wielu naszych samochodów trafiamy następnie do sali klubowej na Parc des Princes, wypełnionej po brzegi VIP-ami. Nie zabrakło Beckhama, z którym widzieliśmy się wcześniej w hotelowej windzie. Znowu seria gagów, następnie scena wyjścia na balkon i oto się rozpoczyna.

Półfinał Ligi Mistrzów. Gracz po raz pierwszy może przejąć kontrolę nad całą drużyną, prowadząc do zwycięstwa Paris Saint-Germain. Fakt, że kilka godzin wcześniej trenowaliśmy z byłą gwiazdą PSG to praktyczna sztuczka narracyjna, silnie przywiązująca nas do paryskiego klubu. Tak samo jak to, że wcześniej w pojedynkę trenowaliśmy na tej samej murawie. Fabularna klamra się domyka, opowieść ma ręce i nogi.

FIFA 22 serwuje otwarcie, które jest przyjemne, pogodne i naiwne w ten sam sposób co świetny serialowy Ted Lasso. Graczom podsuwa się pod nos wyidealizowany świat futbolu jak z serialu Apple, gdzie można zagrać na nosie wielkiemu sponsorowi wydobywającemu ropę, gdzie przyjaźń jest ważniejsza od wyników i gdzie kluby nie muszą się martwić o finansowanie, bo pieniądze spadają z nieba.

Mnie ta naiwność ani trochę nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, dzięki unikalnemu otwarciu FIFA 22 buduje własną tożsamość, wyróżnia się na tle poprzednich odsłon i pozwala przypuszczać - znowu powraca motyw naiwności - że oto po raz pierwszy od kilku lat mamy do czynienia z naprawdę nową, naprawdę odświeżoną odsłoną. Jasne, już wcześniej mieliśmy eksperymenty z fabularnymi otwarciami, a nawet kilkukrotnie wcielaliśmy się w lubianego przez wielu Alexa Huntera. Sekwencja z początku FIFA 22 spodobała mi się jednak najbardziej.

Czy FIFA 22 naprawdę jest nową jakością i znaczącym odświeżeniem serii?

W FIFA 22 gram na PlayStation 5. Co za tym idzie, mam do czynienia z wersją reklamowaną jako odsłona zupełnie nowej generacji. Taka wykorzystująca animacje motion capture dla 22 zawodników jednocześnie, po raz pierwszy w historii serii. EA Sports zarzeka się, że FIFA 22 na Stadii, PS5 i Xbox Series to najbardziej realistyczna odsłona jaką kiedykolwiek stworzono, z największą liczbą zmian dotykających bezpośrednio rozgrywki.

Nawet ja - wybitnie niedzielny gracz FIFA, które nowe odsłony kupuje głównie z myślą o wizycie znajomych i kanapowym graniu - czuję te różnice. Właśnie powstaje osobny tekst o najciekawszych zmianach i nowościach w FIFA 22, który niebawem wyląduje na Spider's Web. Tutaj napiszę tylko, że nowa FIFA jest wyraźnie bardziej nieprzewidywalna, co dla mnie jest bardzo dobrą wiadomością. Do gry wdarło się więcej chaotyczności, więcej fizycznej ciężkości, więcej kolizyjności i więcej niepewności.

Już po kilku meczach byłem świadkiem wydarzeń, które wcześniej w serii FIFA nie miały miejsca nigdy. Sposób, w jaki piłkarze na siebie wpadają. To, jak walczą o piłkę. Jak biegną z piłką przy nodze, jaka jest ich prędkość i zrywność - wszystko jest ODCZUWALNIE INNE. Dla mnie, preferującego większą zmienność PES-a sprzed kilku lat, to odpowiedni kierunek. Szyny na których poruszają się zawodnicy stały się mniej widoczne, skrypty nie wiszą piłkarzom jak kule u nóg, a na murawę wróciła ekscytacja. FIFA 22 bez wątpienia jest odsłoną z wyraźnie wyczuwalnymi zmianami, dlatego tym bardziej współczuję graczom na PC, PS4, XONE i Switchu, gdzie część z nich nie jest dostępna.