REKLAMA

Kolekcjonerzy płacą tysiące za stare smartfony. Lista modeli jest krótka

Stare smartfony sprzed prawie dwóch dekad zaczynają interesować kolekcjonerów. Wysokie ceny osiągają jednak tylko urządzenia, które odegrały ważną rolę w historii - i których nie traktowałeś jak przycisku do papieru.

Stare smartfony sprzed prawie dwóch dekad zaczynają interesować kolekcjonerów
REKLAMA

Na nagłówki serwisów technologicznych co jakiś czas trafiają informacje o wręcz astronomicznych cenach sprzedaży pierwszych iPhone'ów. Nostalgia i kolekcjonerska gorączka robią swoje - cztery lata temu iPhone pierwszej generacji z 2007 roku sprzedał się -za 63 tys. dolarów. Rok później było to już 190 tys. dolarów - lub jak kto woli, w złotówkach to równowartość mieszkania w jednym z największych miast Polski.

Jednak czy to oznacza, że powinniście razem ze szwagrem objechać rodzinę i znajomych w poszukiwaniu starych smartfonów, którymi rozbijecie bank? Prawdopodobnie nie - no chyba, że macie małe oczekiwania lub znacie kogoś, kto kupuje topowe smartfony tylko po to by nierozpakowane trzymać na dnie szafy przez następne 15 lat.

REKLAMA

Dwa lata wystarczą, by wartość telefonu spadła o 50 proc.

Zwykle smartfony osiągają szczyt swojej ceny w pierwszych dniach po premierze i utrzymują go przez kolejne 2-3 miesiące. Po tym jak pierwsi użytkownicy - zwykle najbardziej zatwardziali entuzjaści, dokonają zakupów, a producent naturalnie poluzuje zasady sprzedaży dla dystrybutorów, smartfony tracą około 20 do 40 proc. swojej wartości w ciągu pierwszych dwunastu miesięcy obecności na rynku.

Po pierwszym roku dynamika zmiany cen jest bardzo różna. Jeżeli dany smartfon był "udany" i cieszył się zainteresowaniem klientów, dalszy spadek cen będzie stosunkowo powolny - i w drugą stronę, nieudany telefon szybciej straci na wartości w oczach rynku. Zawsze przyspiesza go jednak wydanie "następcy", czyli nowego modelu, który ma te same (i więcej) funkcje oraz ulepszone podzespoły. Nie bez znaczenia jest także sama marka, bowiem iPhone'y oraz topowe smartfony z Androidem tracą na wartości trochę wolniej niż pozostałe smartfony.

W ubiegłym roku Canalys pokusiło się o analizę, która dobrze ilustrowała dynamikę spadku cen na przykładzie iPhone'a 15 i Samsunga Galaxy S24 w Stanach Zjednoczonych - Galaxy S24 w ciągu roku stracił 60 proc. swojej wartości, podczas gdy w przypadku iPhone'a 15 było to 50 proc. Podobnego porównania podjął się Mateusz z bloga Zaradny Finansowo na początku 2023 roku dla Polski i wyliczył, że w ciągu około pół roku obecności na rynku iPhone 14 Pro stracił 30 proc. wartości, iPhone 14 39 proc., a roczny Galaxy S22 około 48 proc. Jednak iPhone 12 w swoim trzecim roku obecności na rynku stracił jedynie połowę wartości, podczas gdy Galaxy S20 był warty mniej niż jedną trzecią premierowej ceny.

Cena używanych smartfonów to temat rzeka

W kontekście pojedynczego egzemplarza nie bez znaczenia jest jego stan. Mowa tu nie tylko o suchym "nowy czy używany", ale także o uszkodzeniach obudowy, zużyciu ogniwa baterii, a w przypadku smartfonów z ruchomymi elementami (takimi jak aparat Xiaomi Mi Mix 3, fizyczne przyciski na froncie czy składane ekrany składanych smartfonów) także ich własny stan i zużycie. Otoczenie samego urządzenia również się liczy, bo posiadanie oryginalnego pudełka i akcesoriów również działa pozytywnie na ostateczną wycenę urządzenia.

Trudno oszacować jest procentowy wpływ na cenę, bo zużycie zużyciu nierówne, a do tego nie można ignorować samej podaży - jeżeli na rynku wtórnym jest bardzo mało egzemplarzy danego modelu, to potencjalny kupujący przymknie oko na oferty z rysami i pęknięciami. Analogicznie, jeżeli podaż jest duża, to smartfony z defektami będą dużo traciły na wartości.

Jednak to wszystko to podstawowa teoria, bo najważniejszym czynnikiem prowadzącym do licytacji na astronomiczne kwoty jest cholernie silny narkotyk.

Nostalgia.

Napędzani nostalgią kolekcjonerzy wywracają stół negocjacyjny

Na rynku kolekcjonerskim często liczy się nie tylko to, jak rzadkie jest dane urządzenie czy w jakim jest stanie, ale również to, jaką rolę odegrało w historii technologii i jak zostało zapamiętane przez użytkowników. Smartfon, który symbolizował ważną zmianę na rynku, wprowadzał przełomową funkcję albo był ikoną swojej epoki, ma większą szansę wzbudzić zainteresowanie kolekcjonerów niż model, który technicznie był poprawny, lecz nie wyróżniał się niczym szczególnym.

Dobrym przykładem są urządzenia, które w pewnym sensie zdefiniowały swoje czasy. iPhone pierwszej generacji, Samsung Galaxy S1 czy HTC Dream - pierwszy smartfon z Androidem, zapisały się w pamięci użytkowników jako początek nowej ery mobilnej. Podobnie działa to w przypadku modeli kojarzonych z konkretnymi momentami w historii rynku - pierwszymi ekranami wysokiej rozdzielczości (m.in. Xperia X1), przełomowym aparatem fotograficznym (Nokia Lumia 1020) czy charakterystycznym projektem obudowy (Xperia Play). W takich przypadkach wartość kolekcjonerska nie wynika wyłącznie z parametrów technicznych, lecz z miejsca, jakie dany model zajmuje w zbiorowej pamięci użytkowników i entuzjastów technologii.

Z perspektywy czasu takie cechy mogą okazać się ważniejsze niż sama sprzedaż czy liczba wyprodukowanych egzemplarzy. Telefon, który był jednym z wielu podobnych modeli w katalogu producenta, rzadko staje się przedmiotem kolekcjonerskim. Natomiast urządzenie, które wywoływało emocje, zmieniało sposób korzystania z technologii albo symbolizowało przełomowy moment w rozwoju smartfonów, znacznie częściej przyciąga uwagę kolekcjonerów - a to właśnie ich zainteresowanie w największym stopniu wpływa na wzrost wartości takich sprzętów z biegiem lat.

Fortuna zaczyna powoli wyrastać. Te smartfony to małe-wielkie skarby

Pierwsza dekada smartfonów zaczyna być nową stroną w podręczniku od historii technologii i każdy, kto chce rozbić bank na starych smartfonach powinien skierować swoją uwagę na lata 2007-2015. To właśnie w tym okresie powstały urządzenia, które zdefiniowały współczesny rynek mobilny i wyznaczyły kierunek rozwoju dla całej branży. Wiele z nich nie było szczególnie rzadkich ani ekstremalnie drogich w momencie premiery, jednak ich znaczenie technologiczne i kulturowe sprawia, że z perspektywy czasu są postrzegane jako kamienie milowe w historii smartfonów.

Najbardziej oczywistym przykładem jest iPhone pierwszej generacji z 2007 roku. Urządzenie Apple'a co prawda nie było pierwszym smartfonem na rynku, ale w praktyce zmieniło sposób korzystania z telefonu komórkowego. Zamiast rysika czy fizycznej klawiatury pojawił się duży ekran dotykowy obsługiwany palcami, a sam telefon miał pełnić rolę uniwersalnego urządzenia łączącego funkcje telefonu, odtwarzacza muzyki, przeglądarki internetowej i aparatu. Ten model zapoczątkował formułę smartfona, którą branża rozwija do dziś.

Dla samych kolekcjonerów sprzętu Apple'a szczególne znaczenie mają pierwsze cztery modele iPhone'a - 1 generacji, 3GS, 4 i 4S, ponieważ były to jedyne modele w których projektowanie bezpośrednio był zaangażowany Steve Jobs. Według niektórych źródeł niektóre pomysły zaproponowane przez Jobsa zrealizowane zostały także w iPhonie 5, co również czyni go atrakcyjnym dla kolekcjonerów.

Pierwszy iPhone z 2007 roku

Dobrym przykładem telefonu, za który kolekcjonerzy są skłonni zapłacić więcej, jest HTC Touch Diamond z 2008 roku. Model ten pojawił się w okresie, gdy producenci intensywnie szukali odpowiedzi na pierwszego iPhone’a, a HTC próbowało pokazać bardziej luksusową i technicznie zaawansowaną wizję smartfona. Urządzenie wyróżniało się charakterystycznym wzornictwem z tyłem przypominającym oszlifowany diament, bardzo kompaktową i lekką konstrukcją oraz ekranem o wysokiej jak na tamte czasy rozdzielczości VGA. W połączeniu z bogatym jak na 2008 rok wyposażeniem - m.in. łącznością 3G, Wi-Fi, GPS i 4 GB pamięci – sprawiło to, że Touch Diamond jest dziś postrzegany jako urządzenie przejściowe między erą telefonów typu PDA a nowoczesnymi smartfonami. Dodatkową wartość kolekcjonerską mają jego rzadsze warianty, szczególnie limitowane wersje kolorystyczne i egzemplarze zachowane w idealnym stanie z oryginalnym opakowaniem. Obecnie używany HTC Touch Diamond można kupić na Allegro za ok. 400 zł, jednak nowy na eBayu osiąga cenę 350 dol. (ok. 1277 zł).

Kolejnym ważnym dla kolekcjonerów urządzeniem jest Samsung Galaxy S II z 2011 roku. Telefon ten okazał się ogromnym sukcesem sprzedażowym i znacząco wzmocnił pozycję Samsunga i systemu Android na rynku. Sprzedaż rosła w szybkim tempie - trzy miliony egzemplarzy w ciągu 55 dni, pięć milionów po niespełna trzech miesiącach i dziesięć milionów w pierwszych pięciu miesiącach od premiery. W trzecim kwartale 2011 roku Samsung wyprzedził Apple'a pod względem liczby sprzedanych smartfonów, co symbolicznie pokazało, że rynek mobilny przestaje być domeną jednego producenta. Sprzedając smartfon w serwisie eBay, za Galaxy S II można otrzymać od około 100 dolarów za używany w dobrym stanie do nawet 400 dol. (ok. 1460 zł) za nowy w pudełku.

Samsung Galaxy S II

Całkiem wysoko jest obecnie wyceniany jeden z najbardziej nietypowych smartfonów, czyli Sony Ericsson Xperia Play. Smartfon łączył w sobie front typowego jak na tamte czasy smartfona z wysuwanym kontrolerem inspirowanym Dualshockiem Playstation. Choć idea hybrydy smartfona i Playstation nie podbiła rynku, to podbiła serce kolekcjonerów i obecnie za urządzenie w dobrym stanie można spokojnie otrzymać ponad 500 zł - a z całym zestawem akcesoriów prawdopodobnie drugie tyle.

Sony Ericsson Xperia Play

Na wartości powoli zyskuje także iPhone 5s z 2013 roku. Z zewnątrz przypominał poprzedni model, jednak wprowadził rozwiązania, które szybko stały się standardem w branży. Jednym z nich był czytnik linii papilarnych Touch ID, który spopularyzował biometryczne zabezpieczenia w smartfonach. Drugim - zastosowanie 64-bitowego procesora, co znacząco zwiększyło możliwości obliczeniowe urządzeń mobilnych i przybliżyło je do roli kieszonkowych komputerów. Choć iPhone'owi 5s dużo brakuje do rekordowych licytacji pierwszego iPhone'a, to ok. 700 dol. (ok. 2550 zł) za nowy, nieodpakowany egzemplarz robi wrażenie.

Jednak nie oznacza to, że każdy smartfon zestarzeje się jak dobre wino

Jest wręcz przeciwnie i tylko marginalna część wszystkich istniejących smartfonów po latach utrzyma jakąkolwiek wartość. Nie tylko za sprawą ogromnej skali produkcji, w której na tysiąc nowych modeli tylko jeden zapisze się w świadomości historyków i kolekcjonerów, czy szybkiego empa rozwoju technologii, który w dwa lata zbija cenę jednego modelu o 70 proc., ale także z powodów czysto praktycznych związanych z samą konstrukcją tych urządzeń. przeciwieństwie do wielu innych przedmiotów kolekcjonerskich, smartfony są sprzętem silnie uzależnionym od elektroniki i oprogramowania, które z biegiem lat ulegają degradacji lub po prostu przestają być wspierane.

Jednym z największych problemów jest bateria, która w większości smartfonów po kilkunastu latach jest już zużyta lub całkowicie niesprawna. Czasami, w wyniku nieprawidłowej eksploatacji lub wad konstrukcyjnych, może dojść do samoczynnego uszkodzenia baterii, np. wylania się elektrolitu, który uszkadza wnętrze urządzenia. Ponadto wraz z upływem czasu zanika dostępność części zamiennych, wobec czego smartfon łatwo naprawialny w 2013, w 2026 roku może być jedynie przyciskiem do papieru.

Nie bez znaczenia jest również oprogramowanie. Wiele starszych smartfonów działa na systemach operacyjnych, które od dawna nie są rozwijane, a współczesne aplikacje nie są z nimi kompatybilne. Część usług sieciowych, z których korzystały te urządzenia, została wyłączona, a niektóre funkcje – jak synchronizacja danych czy dostęp do sklepów z aplikacjami – mogą dziś działać jedynie w ograniczonym zakresie lub wcale.

W praktyce oznacza to, że nawet jeśli dany model ma pewne znaczenie historyczne, znalezienie egzemplarza w pełni sprawnego po kilkunastu latach może być trudne. Dlatego na rynku kolekcjonerskim największą wartość mają urządzenia zachowane w bardzo dobrym stanie, najlepiej z kompletem akcesoriów i oryginalnym opakowaniem. W przypadku większości smartfonów czas działa jednak raczej na niekorzyść - zarówno pod względem technicznym, jak i rynkowym.

Skarby istnieją, ale większość telefonów nigdy nie stanie się inwestycją

Historie o rekordowych aukcjach pierwszych iPhone’ów czy poszukiwanych przez kolekcjonerów modeli z początków ery smartfonów pokazują, że na rynku retro-technologii rzeczywiście można znaleźć prawdziwe perełki. Problem polega jednak na tym, że takich urządzeń jest niewiele i w żadnym wypadku nie można mówić o łatwym sposobie na rozbicie banku.

Dla większości smartfonów emerytura zacznie się i skończy w szufladzie. Wartość kolekcjonerską utrzymują głównie egzemplarze w idealnym stanie, najlepiej nierozpakowane i kompletne, a także modele, które miały realny wpływ na rozwój rynku. Reszta urządzeń z biegiem lat staje się przede wszystkim pamiątką po pierwszej dekadzie smartfonów - interesującą dla entuzjastów historii technologii, ale rzadko zdolną zamienić się w finansowy skarb.

REKLAMA

Zdjęcie główne: Cristian Dina / Shutterstock

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-15T07:16:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-14T16:50:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-14T16:40:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-14T16:20:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-14T16:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-14T08:30:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-14T08:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-14T07:30:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-13T22:04:39+01:00
Aktualizacja: 2026-03-13T20:17:30+01:00
Aktualizacja: 2026-03-13T18:53:27+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA