1. SPIDER'S WEB
  2. Gry
  3. Tech
  4. Technologie

The Legend of Zelda: Skyward Sword HD - recenzja. Jeśli to skok na kasę, to podnoszę ręce, można mnie okradać

The Legend of Zelda: Skyward Sword HD - recenzja. Skok na $$

Skok na kasę, mówili. Odgrzewany kotlet, mówili. Nintendo nie ma wstydu, mówili. Przełamałem się jednak i w końcu kupiłem The Legend of Zelda: Skyward Sword HD. Nie żałuję ani złotówki, bo to druga najlepsza odsłona serii, w jaką zagrałem na Switchu. Pod pewnymi względami nawet lepsza niż Breath of the Wild.

Krytycy drapieżnej, agresywnej polityki cenowej Nintendo mają sporo racji. The Legend of Zelda: Skyward Sword HD dla Switcha kosztuje 60 dolarów, podczas gdy oryginalny Skyward Sword dla konsoli Nintendo Wii kosztował na premierę 50 dolarów. Mamy więc do czynienia z odgrzewanym kotletem, który jest droższy niż w momencie debiutu. Coś takiego nie zdarza się w branży często i trudno uznać taką strategię wydawniczą za prokonsumencką. Prawda jest jednak taka, że jeśli tak smakowałby każdy odgrzany kotlet, to ja poproszę trzy. Nie trzeba ziemniaczków ani mizerii.

The Legend of Zelda: Skyward Sword HD to więcej niż tylko prosty remaster. Pozory mylą.

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że Nintendo wyłącznie podbiło rozdzielczość gry. Producenci remastera stanęli jednak przed znacznie trudniejszym zadaniem. Oryginalny Skyward Sword był grą stricte ruchową, korzystającą z kultowego Wiilota. Stąd konieczność opracowania zupełnie nowego sterowania, z wykorzystaniem gałek analogowych. Brzmi banalnie, ale gdy nałożymy na to rozbudowany system szermierki z ciosami kierunkowymi, problemy narastają jak kula śniegowa.

Nowa-stara Zelda serwuje więc rozwiązanie kompromisowe. Z jednej strony bardziej uciążliwe względem współczesnych gier, bo wymagające kombinacji przycisków do obsługi kamery. Z drugiej całkiem precyzyjne, jeśli chodzi o samo wymachiwanie mieczem. Skyward Sword HD jest całkowicie grywalny na modelu Switch Lite, z zabudowanym na stałe kontrolerem. Najwięcej frajdy tytuł przynosi jednak w trybie ruchowym, gdzie machamy Joy-Conami dokładnie tak, jak przed laty Wiilotem. Malutkie Joye działają nawet lepiej niż pilot do Wii, a zabawa przed ekranem w salonie jest zaskakująco przyjemna. To świetna atrakcja zwłaszcza dla młodszych graczy, którzy mogą siekać przeciwników na lewo i prawo ze śmiechem na ustach.

Wyraźnych zmian na lepsze jest sporo, chociaż nie są to widowiskowe ulepszenia.

W The Legend of Zelda: Skyward Sword HD zupełnie nowy jest interfejs - mniejszy, ostrzejszy, bardziej elegancki i lepiej pasujący do współczesnych ekranów. Nieco zmieniła się paleta kolorystyczna: jest bardziej pastelowo, jesiennie, melancholijnie. Jak gdybyśmy oglądali pejzaż namalowany farbami olejnymi. Z kolei wyższa rozdzielczość sprawia, iż drugi i trzeci plan są bardziej okazałe i ładniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Na starym telewizorze kineskopowym oddalone budynki, drzewa i inne struktury potrafiły potwornie ząbkować. W Skyward Sword HD efekt kompletnie znika.

Podbicie gry do standardu 1080p sprawia również, iż w inny sposób odbieram niektóre modele postaci. Emocje malujące się na twarzach bohaterów są bardziej wyraźne i jak gdyby bliżej odbiorcy. Wszystko stało się bardziej czytelne, zwłaszcza wnętrza pomieszczeń prezentują się odczuwalnie lepiej. Lepiej jest też rozwiązany system zapisu rozgrywki. Gracze The Legend of Zelda: Skyward Sword HD wciąż powinni korzystać ze stworzonych w tym celu pomników, ale architektura Switcha sprawia, że gra automatycznie rejestruje nasz postęp gdy tylko mijamy tego typu strukturę.

Wszystko jest także znacznie, ale to znacznie szybsze. Po części to zasługa przeskoku z 30 do 60 klatek. Po części to efekt decyzji projektowych: sceny przerywnikowe można teraz szybko przewijać, ekrany wczytywania są krótsze, natomiast początkowa, obowiązkowa sekcja samouczka stał się krótsza. Niestety, wcześniej wspomniane 60 klatek lubi czasem spaść, zwłaszcza podczas walk z bossami. Nie jest to jednak przesadny problem, bo fps-ów jest zawsze odpowiednio wiele, a tego typu szarpnięcia są stosunkowo sporadyczne.

W Skyward Sword HD powinni zagrać przede wszystkim fani współczesnego Breath of the Wild. Na zasadzie kontrastu.

The Legend of Zelda: Breath of the Wild to gra wielka, rozbudowana, z otwartym światem i silnym poczuciem swobody. Jestem jej wielkim fanem, ale mam wrażenie, że na skutek otwartości królestwa część jego mieszkańców jak gdyby zamknęła się w sobie. W BotW mniej się rozmawia, mniej przywiązuje do bohaterów, mniej uczestniczy w historii. Z tej perspektywy Skyward Sword HD stanowi kapitalny równoważnik, silniej stawiający na narrację i relacje między postaciami. Zamiana złośliwego rywala głównego bohatera w oddanego sprawie przyjaciela to wspaniały wątek, godny rodzinnej produkcji filmowej. Chłonie się to z niewinnym uśmiechem na ustach, niezależnie od wieku.

The Legend of Zelda: Skyward Sword HD ma bardziej linearną strukturę, co także stanowi odmianę od Breath of the Wild. Więcej tutaj podziemnych korytarzy oraz fabularnie osadzonych zadań. To Zelda minionej generacji, co wcale nie musi oznaczać gorszej jakości. Przeciwnie, Skyward Sword HD pozwoli zrozumieć młodszym graczom, dlaczego w tej serii zakochali się ich starsi koledzy, gdy jeszcze nie oferowała tak wspaniałego świata jak w Breath of the Wild ani tak szerokiego wachlarza możliwości.

Co najważniejsze, Skyward Sword HD rewelacyjnie pasuje do mobilnego profilu Switcha. Śmiem odważnie stwierdzić, że nawet bardziej niż cudowne BotW. Do gier z otwartym światem takich jak Assassin's Creed, Wiedźmin 3 czy właśnie Breath of the Wild znacznie trudniej jest wrócić po czasie, jeśli mamy dłuższą przerwę od grania. Poczucie dezorientacji jest gigantyczne. Z kolei w Skyward Sword HD zawsze wiemy gdzie iść, kogo pokonać i co zrobić. Łatwiej wrócić do tego tytułu jadąc pociągiem albo lecąc samolotem, bawić się kilkadziesiąt minut, a następnie włożyć konsolę do plecaka.

The Legend of Zelda: Skyward Sword HD jest znacznie lepsze niż oryginalny hit dla Wii sprzed dekady.

Wyższa rozdzielczość i wyższy klatkaż to tylko część zmian na lepsze. Odsmażana produkcja Nintendo przeprosiła się z analogami i nareszcie można w nią zagrać na wiele sposobów. Jednocześnie sterowanie ruchowe jest lepsze niż kiedykolwiek. Tytuł otrzymał serię mniejszych zmian, które połączonymi siłami mocno zwiększają komfort gry. Produkcja świetnie pasuje do mobilnego charakteru Switcha, a także jest szybsza i lepiej pomyślana niż kiedykolwiek wcześniej. Wszystko to składa się na grę wyraźnie lepszą niż hit dla Nintendo Wii z 2011 r.

Największe zalety:

  • 1080p i 60 klatek to jakościowa zmiana na plus
  • Masa pomniejszych usprawnień jak interfejs, filmy czy zapisy
  • Po dekadzie Nintendo okiełznało analogi
  • Idealnie pasuje do mobilnego profilu Switcha, bardziej niż BotW
  • Jeszcze lepsze sterowanie ruchowe niż na Wii

Największe wady:

  • Nintendo nie ma litości z tymi cenami
  • Brak jakiejkolwiek zupełnie nowej zawartości

Jasne, sprawa ceny i polityki wydawniczej Nintendo pozostaje na stole. Co jednak poradzić, że tytuł sprzed dekady jest lepszy, bardziej wciągający i bardziej magiczny od dużej części zupełnie nowych, współczesnych produkcji. Skyward Sword HD kupiłem dopiero kilka tygodni od premiery, niezainteresowany tytułem w okresie debiutu. No bo kotlet. No bo skok na kasę. Wystarczyła jednak godzina ze wspaniałą, ponadczasową produkcją, a wszystkie inne tytuły odeszły w cień. Jestem niezwykle zadowolony z zakupu i nie żałuję ani złotówki.

The Legend of Zelda: Skyward Sword HD to druga najlepsza Zelda na Nintendo Switch.