1. SPIDER'S WEB
  2. Sprzęt
  3. Tech
  4. Technologie

Roborock H7 rozwiązuje kilka największych problemów odkurzaczy bezprzewodowych

Test Roborock H7: rozwiązuje problemy odkurzaczy pionowych

Odkurzacz bezprzewodowy to wielka wygoda, ale konstrukcje tego typu nie są pozbawione potężnych wad, często wynikających z ograniczeń technologicznych. Tutaj wyróżnia się Roborock H7, oferujący niezwykle praktyczne rozwiązania i ulepszenia, których potrzebowałem.

Jestem jednym z tych dinozaurów, które nie potrafią się przekonać do inteligentnych, samodzielnych odkurzaczy. Coraz bardziej mierzi mnie także korzystanie z klasycznego odkurzacza sieciowego. Zwłaszcza teraz, w dobie podwójnego home office na ciasnym mieszkaniu, gdzie mała manewrowość takiego sprzętu bardzo daje się we znaki. Dlatego od pół roku jestem użytkownikiem pionowego odkurzacza bezprzewodowego. Zazwyczaj użytkownikiem zadowolonym, ale jednocześnie przekonanym, że wiele rzeczy można zrobić jeszcze lepiej. No i ktoś zrobił.

Roborock H7 rozwiązuje jeden z najbardziej męczących problemów odkurzaczy bezprzewodowych: czyszczenie zbiornika.

Zbiorniki na nieczystości w zdecydowanej większości pionowych odkurzaczy to przezroczyste, dzbanowe konstrukcje, do których wpadają zasysane śmieci. Taki pojemnik po każdym odkurzaniu trzeba opróżnić, a następnie wymyć, zazwyczaj pod bieżącą wodą. Nie jest to wielkie obciążenie, ale bądź co bądź dodatkowy obowiązek. W klasycznych odkurzaczach sieciowych wyposażonych w worki ten problem nie istnieje. Po pół roku mycia zbiornika człowiek za takimi typowymi workami po prostu tęskni.

Tutaj wchodzi testowy Roborock H7, cały na biało czarno-czerwono. Mamy bowiem do czynienia z odkurzaczem pionowym o zbiorniku kompatybilnym z workami na śmieci. Co najlepsze, takiego worka o pojemności 560 ml możemy, ale nie musimy użyć. Wszystko zależy od preferencji użytkownika. Jeśli chcemy, nic nie stoi na przeszkodzie, by zasysać nieczystości bezpośrednio do zbiornika, który potem opróżniamy i myjemy. Worek to jednak wygoda, ponieważ wystarczy raz na dwa — trzy tygodnie wymienić go na nowy. Zero mycia. Zero opróżniania. Bardzo to wygodne. Ponadto pojemność samego worka jest większa niż maksymalna pojemność zbiornika. Co za tym idzie, zawsze wyraźnie widzimy, gdy trzeba wymienić go na nowy.

W zestawie z odkurzaczem znajdują się dwa worki, które posiadaczom małych i średnich mieszkań powinny wystarczyć przynajmniej na miesiąc. Sama wymiana worków jest z kolei błyskawiczna, znacznie prostsza i mniej angażująca niż w przypadku klasycznych odkurzaczy sieciowych. Do tego wyjmowany worek sam się zamyka, przez co nie musimy się obawiać, że na skutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności będziemy cali w gromadzonym tygodniami kurzu. Przezroczysty zbiornik oczywiście również jest demontowany, tak samo jak znajdujące się w jego środku filtry.

Drugim kreatywnie rozwiązanym problemem są akcesoria. Dokładniej ich przechowywanie oraz instalacja.

Pionowe odkurzacze bezprzewodowe są stosunkowo lekkie i bardzo wygodne w obsłudze. Ciesząc się wolnością od kabli i gniazdek sieciowych, człowiek łatwo zapomina, że podstawowa głowica czyszcząca nie wystarczy do pełnego posprzątania domu. W niektórych miejscach będzie potrzebne wąskie narzędzie szczelinowe, w innych specjalna miniszczotka do sof i foteli. To podstawowe trio, bez którego ani rusz podczas większego sobotniego odkurzania. Gdy jednak trzeba szukać tych elementów w szufladzie czy pod biurkiem, ucieka gdzieś część tego bezprzewodowego komfortu.

Producenci odkurzacza Roborock H7 mają ode mnie plusa za kreatywne rozwiązanie tego problemu. Wykorzystali bowiem... magnesy. Dołączona do zestawu ścienna stacja dokująca korzysta z opatentowanego systemu MagBase, działając jak wielki magnes. Wystarczy przyłożyć dowolne akcesorium do takiej stacji i gotowe. Jest pod ręką, tam, gdzie być powinno, w miejscu ładowania samego odkurzacza bezprzewodowego. Wybrałem więc ważne dla mnie końcówki, doczepiłem je do stacji, a cała reszta trafiła do wiecznego czyśćca, zwanego również piwnicą. Co ciekawe, takie magnetyczne końcówki można przymocować również do innych powierzchni, np. lodówki:

Będąc przy akcesoriach, zestaw dodawany do odkurzacza wypada naprawdę solidnie.

Poza samym urządzeniem i wcześniej wspomnianą ścienną stacją dokującą, w kartonie znajdziemy uniwersalną szczotkę wielopowierzchniową z przekładnią i własnym silnikiem, sztywną aluminiową rurę, rurę elastyczną, mniejszą szczotkę do sof, foteli i tapczanów, szczotkę do kurzu z włosiem oraz ssawkę szczelinową. Do tego dochodzi instrukcja oraz wcześniej wspomniane worki na śmieci. Wewnątrz urządzenia znajduje się wymienny, nadający się do mycia pod bieżącą wodą filtr HEPA, stanowiący sedno systemu pięciostopniowej filtracji powietrza.

Z podstawową głowicą jest związany ciekawy patent. Gdy odkurzam mieszkanie, używając uniwersalnej szczotki wielopowierzchniowej, Roborock H7 sam rozpoznaje, kiedy czyszczę dywan. Silnik przełącza się wtedy na większą moc, aby skuteczniej oczyścić wykładzinę dywanową. Szkoda tylko, że przekładnica planetarna — potocznie wałek — nie jest wymienialna. W zestawie znajduje się taka z włosiem miękkim i twardym. Gdybyście chcieli inną, musicie od razu myśleć o zakupie całej szczotki.

Roborock H7 działa do 90 minut na pełnym akumulatorze i ładuje się w 2,5 godziny.

Te dwie i pół godziny do pełnego naładowania to naprawdę dobry wynik. Zwłaszcza zestawiając go z moim prywatnym odkurzaczem bezprzewodowym potrzebującym dwa razy dłuższego ładowania do 100 proc. Po 2,5 godziny z ładowarką Roborock może działać do 90 minut w trybie Eco, 45 minut ze średnią mocą bądź 8 minut z maksymalną mocą ssącą. Te 8 minut niestety nie powala, ale na szczęście środkowy stopnień mocy jest dla mojego mieszkania wystarczający. Mam zaledwie jeden dywanik, a panele i kafelki nie sprawiają problemów, tak samo jak fugi. Co za tym idzie, model H7 ładuję raz na tydzień. Rewelacja.

Nie jestem za to do końca zadowolony z głośności generowanej przez odkurzacz. Z jednej strony hałas jest nieporównywalnie mniejszy niż w przypadku korzystania z tradycyjnego odkurzacza sieciowego. Z drugiej Roborocka bałbym się używać w środku nocy, z obawy o spokój ducha domowników i sąsiadów. W przypadku niektórych innych modeli takich obaw nie mam wcale. Warto jednak sobie zadać pytanie, ile osób ma nagłą potrzebę odkurzenia salonu o 2 w nocy. No właśnie. Większy hałas to konsekwencja większej mocy ssącej. W modelu H7 moc ssania wynosi 160AW, wobec 150AW w poprzednim H6.

Ta większa moc ssąca ma kluczowe znaczenie. Roborock H7 bije na głowę popularnego poprzednika.

Poprzedni pionowy odkurzacz Roborocka - model H6 - znalazł w Polsce wielu nabywców ze względu na rozsądny stosunek między ceną i możliwościami. Nowszy H7 to już seria ulepszeń stawiająca Roborocka w pierwszym szeregu producentów, zwłaszcza jeśli chodzi o moc ssania, niezawodność oraz czas działania na jednym ładowaniu akumulatora. W moim mieszkaniu H7 radzi sobie ze zdecydowaną większością kurzy, okruchów, sierści i włosów na średnim poziomie mocy. Zamiast rozsmarowywać nieczystości, pionowy odkurzacz faktycznie je pochłania. Powiększona moc silnika ma odczuwalne przełożenie na komfort i niezawodność pracy.

W swoich rękach miałem już kilka testowych odkurzaczy bezprzewodowych i niestety nie każdy z nich był tak skuteczny jak powinien. Moc ssania to wciąż największa bolączka tej kategorii produktów, dlatego każda zmiana na plus ma tutaj kolosalne znaczenie. W przypadku H7 średni zaciąg jest na tyle silny, że maksymalnej mocy używam wyłącznie do sprzątania samochodu i balkonu. Roborock oferuje jeden z najskuteczniejszych odkurzaczy pionowych w swojej kategorii wagowej, która jest stosunkowo mała. Z masą na poziomie 1,46 kg mówimy o bardzo poręcznym, bardzo wygodnym odkurzaczu.

Detale, drobnostki i małe usprawnienia, czyli po czym poznać doświadczonego producenta.

Nowy Roborock to wypadkowa doświadczenia zebranego przy poprzednich odkurzaczach bezprzewodowych. Stąd przyjemne udogodnienia w modelu H7, jak np. boczny przycisk blokady włączonego spustu. Dzięki niemu nie musimy nieustannie trzymać palca wskazującego na triggerze. Niby drobnostka, a jak wygodna i jak praktyczna. Rodzice zapewne docenią również możliwość włączenia blokady rodzicielskiej, dzięki czemu odkurzacz nie włączy się przypadkiem podczas zabawy w Harry'ego Pottera.

Mnie bardzo spodobał się ekran wyświetlający nie tylko procent naładowania akumulatora, ale również szacowany czas działania odkurzacza do pełnego rozładowania, liczony w minutach i sekundach. Sugerowany czas nie jest co prawda dokładny jak szwajcarski zegarek, ale pozwala skutecznie oszacować, czy musimy naładować sprzęt przed odkurzaniem. Taka forma informacji jest o wiele ciekawsza i bardziej praktyczna od surowych procentów.

Kto korzysta z odkurzacza bezprzewodowego, ten wie, że trudno wrócić do klasycznego buldoga na kablu.

Roborock H7 najpierw czyści okruszki po sobotnim śniadaniu. Potem odkurzacz wybiera się na spacer, odwiedzając zaparkowany samochód. Tam odświeża fotel i tapicerkę. Później sprzęt wraca do mieszkania, aby przygotować się na sprzątanie pajęczyn w rogach balkonu. Wszystko to bez martwienia się o długość kabla i bliskość gniazda sieciowego. Żaden odkurzacz bezprzewodowy nie dorówna klasycznym konstrukcjom pod względem mocy ssącej, ale lista ich zalet i tak jest gigantyczna. Do tego modele takie jak H7 dokładają wiele od siebie, jak system MagBase, długi czas pracy czy zbiornik z opcjonalnymi workami.

Dwukrotnie szybsze ładowanie. Większa moc ssąca. Magnetyczna stacja dokująca w zestawie. Lepsza filtracja powietrza. Większa pojemność zbiornika na śmieci. H7 na wielu płaszczyznach przewyższa popularny w Polsce model Roborock H6. Łyżką dziegciu jest za to stosunkowo głośna praca urządzenia, brak wymiennego akumulatora i brak wymiennego wałka głównej szczotki. Co nie zmienia mojej oceny: po kilku tygodniach testów nie mam żadnej ochoty wracać do swojego prywatnego odkurzacza pionowego. Roborock to jeden z najlepszych sprzętów tego typu, jakie miałem w mieszkaniu. W wielu obszarach jest lepszy od dwukrotnie droższej konkurencji, a mimo tego nie kosztuje kroci.

Lokowanie produktu