Tech  /  News

Właściciel TikToka zrobił lampkę do podglądania. Wyśle rodzicom zdjęcie, gdy dziecko się garbi

Picture of the author

ByteDance, czyli właściciel TikToka, wypuścił na chiński rynek inteligentną lampkę. Jest smart, bo pomaga dzieciom w nauce. A rodzicom zajrzeć tam, gdzie czasami nie są mile widziani – czyli właśnie do pokoju pociech.

Wszystko opakowane jest jednak w edukacyjne szaty. W urządzeniu znajduje się ekran, który pozwala skontaktować się z wirtualnym lub prawdziwym, opłacanym przez rodziców, korepetytorem.

Gadżet skierowany jest do tych opiekunów, którzy nie zawsze mają czas, by z dzieckiem przy biurku pomagać mu odrabiać lekcje. Za sprawą zdalnej obserwacji rodzic może połączyć się z pracy, samochodu lub dowolnego miejsca i chociaż tak uczestniczyć w rozwoju pociechy.

Nie ma co ukrywać: to Black Mirror w rzeczywistości

Bardzo nie lubię odwołań do tego serialu, ale co poradzić, kiedy rzeczywistość już dawno przegania serialową fikcję. Owszem, można bronić kamery, że dzięki temu faktycznie dziecko ma kontakt z dorosłym, ale jest to jednak forma relacji, której wolałbym unikać. Kłopotem są zapracowani rodzice niemający czasu dla własnego dziecka, więc technologia to żadne rozwiązanie – raczej próba pozamiatania problemu pod dywan.  

Nie mówiąc już o oczywistych wątpliwościach dotyczących prywatności, którą ta kosztująca 120 dol. lampka jednak narusza. Niby zachodni rodzice też święci nie są, skoro wyposażają swoje dzieci w opaski monitorujące ich każdy ruch – niektórzy zresztą mają z tego powodu wyrzuty sumienia, które uciszają tłumacząc się bezpieczeństwem dzieci.

Tutaj jednak idziemy krok dalej.

Jest nawet wersja droższa o 60 dol., która wyśle rodzicom zdjęcie i powiadomienie, jeśli np. dziecko garbi się siedząc przy biurku

Chińczycy nie przejmują się ewentualną inwigilacją i z chęcią wykupują inteligentną lampkę. W zaledwie miesiąc sprzedano 10 tys. egzemplarzy. Wśród przyczyn popularności wymienia się fakt, że Chiny to kraj, w którym do kwestii prywatności podchodzi się z dużym dystansem, jakby wszyscy byli przyzwyczajeni do tego, że każdy zostawia ślad i jest na widoku.

Producent oczywiście zapewnia, że potrzebna jest zgoda dzieci, aby móc monitorować ich aktywność, ale możemy się domyślać, że młodzi nie mają zbyt wiele do gadania, jeśli rodzice zamawiają taki produkt.

TikTok zaś znany jest z pewnych kontrowersyjnych umiejętności. Wprawdzie tej funkcji w Europie nie ma, ale chińska wersja aplikacji pozwala rozpoznawać przedmioty i twarze. Teoretycznie nie chodziło o nic groźnego – patent miał pomóc znaleźć materiały, na których interesująca nas osoba także się znajduje – ale nie przez przypadek technologia rozpoznawania twarzy budzi tyle emocji.

Zanim jednak załamiemy ręce nad nieodpowiedzialnością Chińczyków, musimy zastanowić się, czy sami jesteśmy lepsi. Afery z Facebookiem to jedno. Przecież sam Google przyznał, że jego zewnętrzni podwykonawcy podsłuchują nas przez urządzenia z Asystentem Google. Oczywiście jest różnica: z chińskiej lampki mają korzystać dzieci, które pewnie nie mają wyboru, więc dlatego produkt może szokować.